fot. Ted Eytan
Osoby LGBT mogą dziś czuć się w Polsce jak Żydzi za Hitlera, gdy na drzwiach sklepu widzieli napis „nie dla Żydów”.

Postawa homofobiczna jest w Polsce modna i promowana. Homofobię szerzą kler katolicki i PiS (oraz ich zapijaczony sejmowy koalicjant), a także „dziennikarze” reżimowych mediów i ich nieliczni, za to głośni, celebryci. Język państwowej homofobii jest agresywny, a werbalna nienawiść sięga do retoryki przypominającej język nazistowskiej propagandy. Niejaki ks. Oko twierdzi na przykład, że osoby LGBT „chcą nas zdominować, chcą nami rządzić i trzeba się przed tym bronić”. Oko wyraźnie oddziela w tej wypowiedzi „nas” (czyli osoby heteroseksualne) od jakieś mitycznej społeczności, która zdolna jest w ocenie jego malutkiego rozumku do przeżywania zbiorowych emocji w postaci żądzy dominacji nad większością („chcą nami rządzić”). Brzmi to niemal identycznie jak wystąpienie nazistowskiego zbrodniarza Himmlera z 1937 r.: „Musimy zrozumieć, że nie możemy tej chorobie pozwolić rozwijać się w Niemczech i musimy ją zwalczać”.
Gdyby sięgnąć głębiej, to oczywiście umotywowanie fobii nazistów i kleru jest także identyczne. Pojawiają się tezy o rzekomym szerzeniu się homoseksualizmu (nikt nigdy nie wyjaśnia, dlaczego dużo popularniejsza orientacja hetero nie jest zdolna do takiego „szerzenia się”, chociaż jej „promocję” należy uznać za tysiąckroć intensywniejszą: w filmach, reklamach, na ulicach). Należy założyć, że Oko zdaje sobie sprawę, iż nawiązuje do hitlerowskiej retoryki oraz zna jej skutki w postaci zbrodni masowej zagłady. Nie sądzę, aby było to dla niego problemem. Wypowiedzi Oko są reprezentatywne dla polskiego kleru i większości polskich katolików. Wystarczy poczytać komentarze internetowe pod jakimkolwiek artykułem dotyczącym osób LGBT – powtarzają się wezwania do kastrowania, tortur, zabijania.

Homofobiczna retoryka, szerzona przez PiS, kler i ich zwolenników, ma za zadanie usprawiedliwiać akty przemocy wobec osób LGBT. Przemoc ta przybiera obecnie głównie postać indywidualnych zamachów na dobra chronione prawem (ze statystyk wynika, że blisko 30 proc. populacji należącej do środowiska LGBTQI w ciągu ostatnich pięciu lat doświadczyło przemocy fizycznej lub psychicznej motywowanej nienawiścią), ale coraz częściej zdarzają się akty przemocy instytucjonalnej. W ostatnim tygodniu doszło do dwóch takich aktów, które – jeśli się je ogląda łącznie – stanowią wyraz polityki gettoizacji osób LGBT. Jeszcze nie jest to zobowiązanie do noszenia opaski na ramieniu czy przebywania wyłącznie w określonych częściach miast, ale nie jesteśmy od tego bardzo dalecy.

Powrót do przeszłości

Pierwszym z tych aktów był aberracyjny wyrok Trybunału Konstytucyjnego (K 16/17), stwierdzający na wniosek magistra Ziobry niekonstytucyjność art. 138 kodeksu wykroczeń. Zgodnie z tym przepisem „kto, zajmując się zawodowo świadczeniem usług, żąda i pobiera za świadczenie zapłatę wyższą od obowiązującej albo umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny”. Trybunał (a właściwie sędzia dubler Mariusz Muszyński, niebędący legalnym sędzią TK) stwierdził, że przepis ten w części zawierającej słowa „albo umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany”, jest niezgodny z art. 2 Konstytucji RP. Muszyński argumentował, że „niedookreśloność tych pojęć może – na etapie stosowania – prowadzić do różnych jego wykładni, w tym tak szerokich, że nie znajdą one uzasadnienia w konstytucyjnych zasadach i wartościach”.
Innymi słowy, Muszyński nie rozumie, co znaczy zwrot „bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest zobowiązany”. Pospieszę, choć to spóźnione, wyjaśnić to Muszyńskiemu. Otóż w demokratycznym państwie, jakim była Polska, uważaliśmy, że Konstytucja jest oparta na założeniu poszanowania godności i równości każdego człowieka. Wobec tego nawet w relacjach prywatnych, tj. wykonując usługę, nie można odmówić człowiekowi jej świadczenia tylko z tego powodu, że nie podoba nam się jego (rzeczywiste albo choćby i domniemane) rasa, wyznanie, poglądy polityczne czy orientacja seksualna. Zaakceptowanie przeciwnego poglądu cofałoby nas w czas pogardy i zbrodni, tj. do czasów, kiedy to naziści, podobnie jak Muszyński, uważali, że jeśli klient jest Żydem czy gejem, to można go wyrzucić ze sklepu czy zakładu fryzjerskiego albo skazać na życie tylko w określonych częściach miast (a i to przejściowo).

Muszyński, będąc bardzo słabym prawnikiem, nie umie również kojarzyć faktów, co jest niezbędne dla systemowej wykładni prawa. W Unii Europejskiej zasada niedyskryminacji powoduje, że zabronione jest dokładnie to, czego dotyczył zakwestionowany przez Muszyńskiego przepis. Po wyroku Muszyńskiego nadal nie wolno odmówić świadczenia usługi z powodu czyichś poglądów, orientacji seksualnej, płci, wieku czy wyznania, tyle że naruszenie tego zakazu będzie obecnie podlegało ściganiu tylko na drodze cywilnej (na podstawie ustawy z 2010 r. „o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania”). Uchylenie przepisu z kodeksu wykroczeń jest więc niezrozumiałe i podyktowane wyłącznie homofobicznymi uprzedzeniami, a może również wzbudzić wątpliwość, czy Polska prawidłowo implementowała dyrektywy UE, dotyczące równego traktowania. Ustawa „o wdrożeniu” jest bowiem w dużym stopniu martwa (niemal w ogóle nie zdarzają się w sądach sprawy dotyczące stosowania tej ustawy), ale zawsze można się było bronić, że jednak mamy nadal art. 138 kodeksu wykroczeń. Teraz, przez Muszyńskiego, ta linia obrony upadła. Oczywiście te spostrzeżenia przerastają horyzonty intelektualne skromnego prawnika z Brześcia Kujawskiego, jakim jest Muszyński.

Tupanie na IKEA

Przypomnijmy, że w październiku 2015 r. Trybunał Konstytucyjny, jeszcze w legalnym składzie, wyrokiem SK 54/13 oddalił skargę konstytucyjną Doroty Rabczewskiej, która zarzucała niekonstytucyjność art. 196 kk („kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej…”). Wówczas TK uznał, że co prawda kij wie, co to są „przedmioty czci religijnej”, ale nie przeszkadza to w karaniu za ich „znieważanie”. Jak wiemy, aktualnie PiS-prokuratura mgr. Ziobry specjalizuje się w ściganiu „obrazy uczuć”, w ramach robienia laski pewnemu przedsiębiorcy z Torunia i jego kolegom w sutannach.

Warto porównać te dwa wyroki TK. Prosto mówiąc: niedookreśloność pojęcia „przedmiot czci religijnej” nie przeszkadza w ściganiu jego „znieważania”, ale rzekoma niedookreśloność sformułowania „umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany” – stała się przyczyną orzeczenia o niekonstytucyjności. Trudno o dobitniejszy dowód na instrumentalne potraktowanie Konstytucji, wykorzystanie jej do zagonienia osób LGBT do ich getta i pokazania miejsca w szeregu. Jak pamiętamy, świeży wyrok TK zapadł w następstwie skazania drukarza za homofobiczną odmowę wydrukowania plakatu fundacji LGBT. Osoby LGBT mają prawo obecnie czuć się w tym obrzydliwym kraju jak Żydzi w czasie wojny, kiedy na drzwiach sklepu widzieli napis „nie dla Żydów”.
Drugi akt przemocy instytucjonalnej z ostatnich dni to tupanie mgr. Ziobry wobec informacji o zwolnieniu z pracy pracownika sieci IKEA, który w intranecie firmy rozpowszechniał homofobiczne obrzydliwości o „topieniu we krwi” gejów, dla niepoznaki powołując się w tym celu na Biblię. Ziobro zawył, że sprawą zajmie się prokuratura. Otóż trudno nie dostrzec pewnej koincydencji w tym, że niemal w tym samym czasie Muszyński deklaruje, że drukarzowi wolno dyskryminować gejów, a Ziobro grozi prokuraturą firmie, która za wymierzoną w nich mowę nienawiści zwalnia z pracy człowieka, mówiąc mu, że jego homofobia jest nie do pogodzenia z wartościami tej firmy. Obydwa te akty pisowskich aparatczyków osadzonych w wymiarze sprawiedliwości miały być i są komunikatem dla osób LGBT o treści: „Polska was nienawidzi, jesteście wyjęci spod ochrony prawa”.

Te akty przemocy pisowskiego aparatu władzy mają stanowić zachętę dla popierającej go tłuszczy, aby dokonała pogromów na ludziach LGBT. Teraz wystarczy już bowiem iskra, aby do takich pogromów doszło. W ten sposób Polska sama dostarczyła argumentów pomawiającym ją o prowadzenie w czasie wojny obozów zagłady. Warto pamiętać, że biletem do Auschwitz było nie tylko żydowskie pochodzenie, ale również „niewłaściwa” orientacja seksualna. Wygląda więc teraz na to, że jednak jest coś w tym, co mówią w Izraelu, iż nie bez powodu naziści zlokalizowali obozy zagłady właśnie w tym, a nie innym, miejscu.

Facebook Comments