No to mamy gotowy przepis na doprowadzenie państwa w kilka lat do katastrofy. Wystarczy wykonać kilka prostych ruchów.

W pierwszym ruchu demontujemy normalne instytucje państwa i zastępujemy je atrapami, a gdzie się da, wyrzucamy fachowców i zastępujemy ich Misiewiczami i Przyłębskimi. W drugim ruchu kupujemy sobie chwilowe poparcie ludzi, rozwalając budżet na łapówki, nazywane „transferami socjalnymi”, typu 500+ czy trzynasta emerytura, zarazem ograniczając oszczędności i inwestycje. Kiedy już państwo nie funkcjonuje, bo nie ma ludzi zdolnych intelektualnie do zarządzania nim i nie ma pieniędzy na żadne nagłe wydatki, czekamy na przyjście pandemii wirusa. Kiedy ona nadchodzi, w rozpaczliwym szamotaniu się udajemy, że coś dobrze robimy, a tak naprawdę szykujemy się do wprowadzenia stanu wyjątkowego, bo to jedyna możliwość opanowania tragicznej sytuacji. Następnie wprowadzamy stan wyjątkowy. W ten prosty sposób obietnica „Polski w ruinie” zostaje spełniona i nikt nam nie zarzuci, że okłamaliśmy ludzi w kampanii wyborczej – miała być ruina, to jest.

Oczywiście działania PiS mające rzekomo chronić Polaków przed skutkami katastrofy są pozorne, bo inne być nie mogą. Polska stała się państwem upadłym i nie jest w stanie podołać żadnym poważniejszym wyzwaniom, nie mówiąc już o pandemii koronawirusa. Co ma zrobić właściciel małej firmy, który musi posłać ludzi na przymusowy urlop, a jednocześnie płacić im pensję, ZUS i podatki, nie mając dochodów? Co mają zrobić szpitale, w których dramatycznie brakuje kadry, bo wydatki na zdrowie systematycznie zmniejszane (w proporcji do PKB) przez PiS sytuują nas na szarym końcu już nie tylko UE, ale nawet OECD? Co mają zrobić gminy, których budżety PiS opróżnił, obniżając wpływy z podatków, a dzisiaj oczekuje się od nich nadzwyczajnych środków pomocy dla mieszkańców? Za co niby ta pomoc miałaby być realizowana? Specustawa koronawirusowa nie zmieniła przepisów o dyscyplinie finansów publicznych, z których wynika, że na każdy wydatek trzeba mieć najpierw przewidziane środki w budżecie.

Mnożą się sytuacje, które może byłyby po prostu śmieszne, gdyby nie ich tragizm: rozdawanie policjantom po jednej gumowej rękawiczce, zapas masek w rezerwach materiałowych dla 2,5-milionowego województwa, wynoszący 38 (słownie: trzydzieści osiem) sztuk, brak testów na wirusa, wynikający z tego, że Polska jako jedyne państwo UE nie wzięła udziału we wspólnym zamówieniu na testy, wyjazd na narty ministra zdrowia w momencie rozwijającej się pandemii… To wszystko pokazuje bezmiar indolencji pisowskiej władzy. Nie wspomnę już o brakach zaopatrzenia w sklepach.

Władza się wyleczy

Ciekawostka – nikt nie wspomina o możliwości zniesienia zakazu handlu w niedziele, chociaż oczywiste jest, że otwarcie sklepów w niedziele przyczyniłoby się do zmniejszenia kolejek i rozgęszczenia tłumów szturmujących sklepy. Już choćby ten przykład pokazuje debilizm i skandaliczną ignorancję rządzących. A gdzież są dziewczynki Macierewicza z procami, czyli sławetne Wojska Obrony Terytorialnej? Jakoś cichutko o nich, a przecież mogłyby zostać użyte do zaopatrywania seniorów w żywność i leki.

Bezmiar nieprzygotowania i głupoty tej władzy widzimy na każdym kroku. Przykład pierwszy z brzegu: minister edukacji „zamknął” szkoły, ale nie wspomniał już w swoim rozporządzeniu o tym, co z nauczycielami. Rezultat jest taki, że w niektórych szkołach nauczyciele są spędzani celem odsiadywania dudogodzin, bo dyrektorzy (i słusznie) boją się płacić pedagogom pensje za nic. A wystarczyło wpisać, że zamknięcie szkół oznacza, że cały personel jest zwolniony ze świadczenia pracy z zachowaniem prawa do wynagrodzenia. Inny przykład: nie zmieniono przepisów sanitarnych dotyczących rozwożenia żywności. W rezultacie, jeśli mamy się trzymać przepisów, to zabraknie samochodów spełniających warunki, aby móc rozwozić żywność. Trudno, starsi ludzie będą umierać, jak ucieszył się publicznie poseł Krasnodębski z PiS („społeczeństwa trochę się odmłodzą”). Tylko nie rozumiem, dlaczego ci sami starsi ludzie potem tak tłumnie popierają władzę, która cieszy się z ich śmierci. Naprawdę Polacy są aż tak krańcowo tępi? Inny pisowski funkcjonariusz, dziennikarz Lisicki, zachęca ludzi do odwiedzania kościołów i umierania wskutek zakażenia, bo „życie po śmierci jest ważniejsze”. Żadna władza tak otwarcie nie wyrażała radości z wizji eksterminacji własnego narodu.

Tymczasem w warszawskim szpitalu za pieniądze podatników przygotowano luksusowe izolatki z respiratorami dla pisowskich VIP-ów. To trochę tłumaczy spokój rządu i „prezydęta” Dudopisa w obliczu groźby masowego wymierania Polaków. Przecież władzy ten problem nie dotyczy, bo ona o siebie zadbała. „Rząd się sam wyleczy”, powinien powiedzieć pan Dworczyk, rzecznik rządu specjalizujący się w dezinformowaniu opinii publicznej. Może jednak słowa są zbędne, bo najlepiej wyraziła tę myśl swoim gestem pani Lichocka, pokazując umierającym fucka. Na panią Lichocką czeka już luksusowa izolatka z ekskluzywnym respiratorem. W tym samym czasie Polacy zaczęli już wymierać.

Egzamin z odpowiedzialności

Klasy polityka nie poznaje się po tym, jak pląsa na powiatowych dożynkach, lecz po tym, jak zachowuje się w obliczu katastrofy. Pamiętam powagę i powściągliwość Tuska w momencie katastrofy smoleńskiej. I zestawiam sobie ten obraz z widokiem konwencji pana Du*y, zorganizowanej krótko po tym, jak władza wiedziała już – co Du*a sam przyznał – że zaczęła się pandemia. Konwencję z tonami confetti i wesołymi piosenkami, za prawie milion złotych, zorganizowano tuż po tym, jak już było wiadomo, że ludzie zaczną umierać. To zestawienie pozwala mi powiedzieć, że niestety pan Du*a klasy nie ma. Wiem, nikogo nie zaskoczyłem. Ale jednak trochę zaskakuje, że oni tam tańczyli i śpiewali, pomimo wiedzy o nadchodzącej hekatombie (tak się to pisze po polsku, Patrysiu).

Wybory prezydenckie, o ile się odbędą, muszą doprowadzić do zmiany władzy w Polsce na administrację odpowiedzialną. To powinno być jej podstawową cechą: odpowiedzialność. Mamy dosyć pisowców z ich syndromem życia w rytm sondaży opinii publicznej i ciągłego kupowania sobie poparcia za wszelką cenę. Koronawirus musi uświadomić Polakom, że od polityka trzeba oczekiwać przede wszystkim dbania o przyszłość państwa i społeczeństwa, a nie o bieżące poparcie. Nie może być tak, że w momencie, kiedy w Chinach już umierają tysiące zakażonych wirusem, władza przekazuje 2 miliardy na propagandę, zamiast wydać te pieniądze na przygotowanie do epidemii. Rolą odpowiedzialnego prezydenta było zawetowanie ustawy przekazującej pieniądze na TVPiS i zgłoszenie projektu przeznaczenia tych miliardów na zakup respiratorów. Profesjonalny respirator to koszt rzędu 100 tysięcy złotych. Za 2 miliardy można było kupić 20 tysięcy respiratorów – po jednym na 2 tysiące Polaków. Tymczasem w Polsce mamy obecnie 10 tysięcy respiratorów. Gdyby Du*a zawetował ustawę o przekazaniu pieniędzy na obleśną propagandę i debilne popisy ludzi pokroju Ogórkowej, Holeckiej czy Rachonia, zamiast tego żądając przeznaczenia tych pieniędzy na respiratory, to nie musielibyśmy się bać pandemii. Ponieważ tego nie zrobił, to Polacy będą masowo umierać. I to jest najstraszniejsze „dokonanie” prezydentury tego człowieka.

Nie mam wątpliwości, że za to nie tylko nie powinien on uzyskać reelekcji, ale też powinien zostać pozbawiony emerytury oraz wszelkich tytułów i odznaczeń. Żaden polski prezydent nigdy się tak wobec Polaków nie zachował.

Facebook Comments