Biskup Edward Janiak, który z 3,44 promila w organizmie trafił do szpitala, nie jest jedynym przedstawicielem Kk, mającym „epizody” z alkoholem.

Problemy pasterzy Kościoła katolickiego to nie jest temat, którym ta instytucja lubi się dzielić z opinią publiczną. Mówi się o tym tylko wtedy, kiedy jakiś sukienkowy „wywinie” coś po pijaku. Alkohol w kręgach księży nie jest wcale „owocem zakazanym”.
Po bijącym obecnie rekordy popularności bp. Janiaku, najsłynniejszym hierarchą, który wiernym kojarzy się z granatowym nosem jest abp Sławoj Leszek Głódź. Informacje o jego ekscesach alkoholowych pojawiały się co najmniej od początku lat 90. Kiedy został mianowany biskupem polowym Wojska Polskiego, oficerowie poznali jego alkoholowe możliwości i do dziś można usłyszeć, jak słabe głowy mieli w porównaniu z biskupem. Jak mówił w jednym z wywiadów Leszek Miller, to właśnie Głódziowi były prezydent Aleksander Kwaśniewski zawdzięcza, że w 1999 r. chwiał się nad grobami polskich oficerów w Charkowie.

– Nie wiem, który ile wypił, ale po Kwaśniewskim było widać, a po Głódziu nie – wyznał Miller.

Na kartach „alkoholowej księgi księży” zapisał się również były biskup pomocniczy warszawski Piotr Jarecki. W 2012 r. biskup wjechał samochodem w latarnię, mając we krwi 2,6 promila alkoholu. O dziwo, biskup zachował się przyzwoicie, przyznał się do winy, przeprosił, a na dodatek wyjawił publicznie prawdę o swojej chorobie alkoholowej. W 2003 r. wypadek po pijaku spowodował nieżyjący już biskup elbląski Andrzej Śliwiński. Ucierpiały wtedy dwie osoby – mężczyzna i dziecko, a biskup Śliwiński złożył
rezygnację.

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments
Poprzedni artykułTęczowi księża na celowniku
Następny artykułDramat w zwierzęcym folwarku
Katarzyna Wilk-Wojtczak
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).