Obecnie św. Mikołaj kojarzony jest z dobrotliwym starcem rozdającym podarki. Od tego prawdziwego, zmarłego w IV w., można było dostać… po mordzie. Wiele wskazuje, że jego kult, w tym mikołajki, stał się zasłoną prastarych pogańskich wierzeń.

Święty Mikołaj, ulubieniec dzieci i handlowców, pozostaje jedną z najbardziej zmitologizowanych i tajemniczych postaci chrześcijaństwa. Długobrody dziadek z reklam, będący amerykańskim wymysłem, ma z nim niewiele wspólnego. Chodzi o prawdziwego świętego, greckiego biskupa, który choć kojarzony ze szczodrością i cudami, miał na koncie kilka wybryków. Za napaść na antytrynitarza Ariusza w czasie soboru nicejskiego trafił do kozy. Legendy przypisują mu również niszczenie świątyń Artemidy, której z jakichś powodów szczególnie nienawidził. Uczeni do dziś nie są pewni, dlaczego zyskał taką popularność w Europie, choć niewykluczone, że jego kult przejął wiele pogańskich wątków, których Kościół nie był w stanie wykorzenić z umysłów i mentalności świeżo upieczonych chrześcijan.

Typ niepokorny

Chociaż najbardziej wierzą w niego najmłodsi, kilka opowieści o żyjącym na przełomie III i IV w. św. Mikołaju nie nadaje się do powtórzenia na katechezie, bo… grożą traumą. Według jednej ze średniowiecznych legend przywrócił on do życia, poprzez wykonanie znaku krzyża, troje „zasolonych” w beczce dzieci, które niegodziwy rzeźnik zwabił do siebie, uśmiercił, a następnie zamierzał sprzedać jako mięso.

Niewykluczone, że popularność tego wątku w sztuce przyczyniła się do rozpowszechnienia przekonania o szczególnych związkach Mikołaja z najmłodszymi, co wpłynęło na ukształtowanie się jego kultu i tradycji – sugerował George H. McKnight w książce poświęconej tej postaci.
O życiu świętego wiadomo niewiele. Urodził się w rodzinie greckich chrześcijan w porcie Patara w Licji na południowo-zachodnim wybrzeżu dzisiejszej Turcji. Dla historyków od zawsze problemem pozostawało oddzielenie w życiorysie Mikołaja baśni od faktów, ponieważ większość źródeł na jego temat powstała kilka stuleci po jego śmierci, którą kościelni badacze wyznaczają na 345 lub 352 r. Wiadomo jednak, że u progu średniowiecza jego kult był już dość rozpowszechniony.

Według tradycji wywodził się z klasy średniej. Studiował pod okiem wuja, z którym zamieszkał w klasztorze po śmierci rodziców podczas epidemii. Po odbyciu pielgrzymki do Ziemi Świętej, uczony i pobożny Mikołaj został mianowany biskupem Miry, jednego z największych miast Licji. Jego posługa przypadła na burzliwy okres prześladowań chrześcijan ze strony cesarzy Dioklecjana i Maksymiana. Udało mu się przeżyć więzienie i za Konstantyna Wielkiego miał uczestniczyć w soborze nicejskim (325 r.), gdzie doszło do pamiętnych scen. Na oczach zgromadzonych biskupów i władcy Mikołaj, zwolennik idei Trójcy Świętej, podszedł do przemawiającego Ariusza (odrzucającego tę koncepcję) i uderzył go w twarz, za co został tymczasowo uwięziony. Inna soborowa legenda mówi, że podczas nudnych obrad święty zasnął tak mocno, że nie można go było obudzić.

W pamięci wiernych zapisały się przede wszystkim jego cuda oraz miłosierne uczynki. Najpopularniejsza opowieść mówi, jak potajemnie podrzucał pieniądze trzem córkom zubożałego ojca, które brak posagu skłaniał do zostania nierządnicami. Okazuje się jednak, że jest to kalka historii, której bohaterem był żyjący w I w. n.e. mag, cudotwórca i filozof Apoloniusz z Tiany, który zasłynął m.in. tym, że podawał się za Syna Bożego.

To niejedyny problem z lukami w biografii św. Mikołaja z Miry. Okazuje się, że nie pojawia się on w najwiarygodniejszych relacjach z soboru nicejskiego autorstwa Euzebiusza z Cezarei czy Atanazego Aleksandryjskiego, którzy powinni odnotować jego obecność. O pielgrzymce do grobu męczennika, św. Mikołaja wspomina jednak żywot jego imiennika i ziomka św. Mikołaja z klasztoru Syjon (VI w.). Także on słynął z cudów i pobożności, zyskując pod koniec życia godność biskupią, toteż wielce prawdopodobne, że w świadomości greckich chrześcijan te dwie postacie z biegiem czasu zlały się w jedną.

Mikołaj przejął też wiele cech dawnych bóstw i herosów, których miejsce zajęli Bóg, Jezus i święci. Okazało się, że nie różnią się tak bardzo od antycznego panteonu. Brodaty, krewki biskup, który w legendzie zdołał uciszyć morze i ocalić pasażerów tonącej łajby, przejął funkcje Posejdona i do dziś uznawany jest za patrona rybaków, żeglarzy oraz greckiej marynarki.

Mikołaj – herszt demonów

Św. Mikołaj miał przygody nawet po śmierci. Jego ciało złożono w krypcie kościoła w Mirze, która w ostatnim ćwierćwieczu XI stulecia znalazła się pod panowaniem Turków seldżuckich. Śmiała wyprawa kupców z włoskiego Bari wykradła kości świętego i w maju 1087 r. umieściła je w klasztorze benedyktynów, a potem w bazylice, która do dziś jest najsłynniejszym ośrodkiem jego kultu. Jakiś czas później resztę kości wywieźli Wenecjanie. Popularność relikwii wiązała się z pogłoską, że miały one emitować wonną „mirrę”, a nawet „mannę”. Rozczłonkowane z czasem rozproszyły się po całej Europie wraz z kultem świętego.

Podczas rekonstrukcji krypty w Bari w latach 50. ubiegłego wieku Watykan zezwolił na wykonanie pomiarów i prześwietleń czaszki należącej do Mikołaja. Na ich podstawie antropolog Caroline Wilkinson sporządziła dwa modele jego głowy. Model z 2014 r., wykonany w technologii 3D, ukazywał mężczyznę w wieku ok. 60 lat, z okrągłą twarzą i krzywym nosem – śladem po źle zrośniętym złamaniu. Czy była to pamiątka po burzliwym życiu, czy torturach z czasów prześladowań chrześcijan? Tego nie wiadomo. Wyniki badań zaprezentowano w dokumencie „Prawdziwa twarz świętego”, wyemitowanym przez BBC.

Współczesny święty mikołaj – symbol świąt Bożego Narodzenia w kulturze masowej, ma niewiele wspólnego z biskupem Miry, choć może być uznawany za jego kolejne ewolucyjne wcielenie. Według jednej z hipotez czerwononosy staruszek, znany m.in. z reklam Coca-Coli, pochodzi od postaci zwanej Sinterklaas, niderlandzkiej wariacji św. Mikołaja, wywodzącej się ze średniowiecza, która przeżyła renesans popularności w XIX stuleciu i razem z emigrantami trafiła za ocean. Wskutek braku własnych symboli bożonarodzeniowych, Amerykanie stopniowo asymilowali postać, opierając się głównie na ilustracjach z książek, prasy i reklam. Kamieniem milowym w tym procesie była publikacja wiersza „Noc wigilijna” (1823 r.) Clementa Clarke’a Moore’a, uznawanego przez niektórych za „wynalazcę” świętego mikołaja (w jego wypadku Rada Języka Polskiego zaleciła, by stosować zapis małymi literami, z imieniem włącznie).

Zaskakującą teorię na temat popularności świętych Mikołaja i mikołaja wysunęła amerykańska badaczka Phyllis K. Siefker, autorka książki „Święty mikołaj – ostatni z dzikich ludzi”. Zasugerowała, że biskup Mikołaj zastąpił nie tylko Posejdona, ale wiele innych bóstw i demonów, takich jak Befana, Perchta, przypominającego diabła Krampusa, a nawet słowiańskiego Welesa, upamiętnionego prawdopodobnie pod postacią turonia towarzyszącego kolędnikom. Wszystkie łączone były z okresem bożonarodzeniowym (do dziś we Włoszech uznaje się, że Befana przynosi prezenty pod choinkę, zaś Krampus jest towarzyszem Mikołaja m.in. w krajach niemieckojęzycznych). Kult biskupa Miry wziął więc pod skrzydła przedchrześcijańskie tradycje związane z przesileniem zimowym, których nie dało się wyrugować z mentalności Europejczyków.

Siefker uznawała, że święty mikołaj śmiejący się z reklam również odnosi się do dzikich, nieokrzesanych bóstw – boginek, elfów czy faunów, stanowiąc nawiązanie do dawnych wierzeń, przez co bliżej mu do szatana niż sfery sacrum.

„Bóstwo-bestia przypominało ludziom o cyklicznej naturze świata, śmierci i przemijania” – pisała badaczka, wskazując, że pogańskie naleciałości, choć zakamuflowane, nadal są silne. W tę pajęczynę została wplątana postać tajemniczego biskupa z Azji Mniejszej, który mimo ogromnej popularności został w 1969 r. „zdegradowany” wskutek planu rewizji kultu świętych zaproponowanego przez Sobór Watykański II. Jego święto zastąpiono niższym rangą wspomnieniem dobrowolnym, odpowiadając na wątpliwości związane z historycznością postaci.

Tymczasem badania z 2017 r., jakie przeprowadzili prof. Tom Higham i dr Georges Kazan z Oxford University na fragmencie relikwii świętego z Miry wykazały, że pochodzi ona z okresu, kiedy żył i działał.

– Możliwe, że patrzymy na szczątki prawdziwego św. Mikołaja – powiedział Higham.
Pozostaje pytanie, którego?

Facebook Comments