Gloryfikowany przez Kościół katolicki stygmatyk św. Pio przez wielu uważany jest za zaburzonego psychicznie oszusta.

Święty ojciec Pio (właśc. Francesco Forgione) jest najsłynniejszym stygmatykiem w historii Kościoła katolickiego i rzekomym autorem wielu cudownych uzdrowień. Niezwykłe zdolności duchownego od lat podważane są przez badaczy i część kleru. Kim naprawdę był zakonnik i czy jego kanonizacja była uzasadniona?

Inkwizycja kontra Pio

Forgione urodził się 25 maja 1887 r. we włoskiej miejscowości Pietrelcina. Prowincjonalne miasteczko opuścił jeszcze jako 15-latek, kiedy rozpoczął nowicjat w Zakonie Braci Mniejszych Kapucynów w odległym niewiele ponad 20 km Morcone. Święceń kapłańskich doczekał się w 1910 r. i resztę życia spędził w klasztorze Matki Bożej Łaskawej w położonej w Apulii San Giovanni Rotondo.

Podczas modlitwy we wrześniu 1918 r. otrzymał stygmaty na dłoniach i stopach. Rany miały przypominać te zadane Jezusowi Chrystusowi przez rzymskich oprawców. Mieszkańcy okolicy zaczęli pielgrzymować do San Giovanni Rotondo, by zobaczyć na własne oczy o. Pio i jego niegojące się obrażenia.

Pierwsza reakcja Kościoła była racjonalna, bo Kongregacja Świętego Oficjum natychmiast zakazała mu publicznego odprawiania mszy i spowiadania wiernych. „Po przeanalizowaniu wybranych faktów z życia ojca Pio i jemu przypisanych, nie dopatruje się w nich charakteru nadprzyrodzonego” – poinformowali w dekrecie XX-wieczni inkwizytorzy. Przełożeni usiłowali nawet przenieść Forgione’a do innego klasztoru, co nie udało się ze względu na interwencję okolicznych religiantów i przyjaciół zakonnika. „Ludzie uzbrojeni w pałki i drągi gotowi byli na wszystko. Codziennie kontrolowali, czy o. Pio jest w klasztorze. Lada chwila w mieście mógł wybuchnąć bunt” – relacjonował jeden z zacytowanych przez Mariusza Agnosiewicza świadków tych wydarzeń.

Bałwochwalczy kult ojca nie spodobał się wszystkim mieszkańcom miasteczka. Historyk prof. Sergio Luzzatto przytacza treść listu, który zaniepokojeni parafianie wysłali w 1919 r. do Watykanu i donieśli w nim na zakonników. Duchowni mieli „nakręcać bzdurne opowieści” na temat Pio i korzystać z naiwności ciemnego ludu.

Niedługo później inna grupa wiernych z archidiecezji napisała skargę na tych samych braciszków, którzy rzekomo sprowadzali do klasztoru panienki i dopuszczali się z nimi cudzołóstwa. Papiestwo zignorowało oskarżenia ze względu na masowo płynące z San Giovanni Rotondo informacje o ozdrowieniach i cudach. Forgione miał m.in. przywrócić wzrok kobiecie, która urodziła się bez źrenic, wskrzesić zmarłego noworodka i leczyć ludzi ze śmiertelnych nowotworów. Wydarzenia zainteresowały Stolicę Apostolską, która jednak ponownie nie dała wiary w rewelacje duchownych z klasztoru Matki Bożej Łaskawej i ponownie pozbawiła Pio możliwości odprawiania większości czynności liturgicznych.

Pio z Pietrelciny, do czasu zgonu we wrześniu 1968 r., zdołał przekonać wiernych, że posiada dar bilokacji, proroctwa, lewitacji, czynienia cudów i w końcu całkowitego nieużywania pokarmów i wody (przez pewien czas żywił się tylko… opłatkami). Dopiero po jego śmierci hierarchowie Kościoła zaczęli traktować te doniesienia poważnie.

Podwójne życie stygmatyka

Przed zgonem Pio uchodził w Watykanie za zwykłego szkodnika i oszusta. Przywołany już prof. Luzzatto dotarł do zapisków papieża Jana XXIII, który wręcz brzydził się Forgione i jego lubieżnymi kompanami z San Giovanni Rotondo. Ojciec Święty został poinformowany przez podwładnych o stosunkach seksualnych stygmatyka z parafiankami, wchodzącymi w skład jego prywatnego haremu: „Odkrycie przy pomocy nagrania jego intymnych i niewłaściwych stosunków z kobietami, które stanowią jego gwardię pretoriańską, nie dopuszczają do jego osoby, każe myśleć o ogromnych rozmiarów katastrofie dusz” – pisał.

Najwyżsi hierarchowie Kościoła musieli również wiedzieć o innych występkach Pio. W 1923 r. zakonnikowi zabroniono nauczania w szkółce niedzielnej, bo był „szkodliwym Sokratesem, który może podburzać delikatne dusze chłopców”. Starożytny filozof spotykał się z zarzutami o deprawację młodzieży i pederastię. Podobnych czynów dopuścił się świętoszkowaty Forgione?

Być może stygmaty były tylko sposobem na zwrócenie na siebie uwagi nowych kochanek i kochanków – tego niestety już nigdy się nie dowiemy.

Zabawy z fenolem

Pochodzenie stygmatów świętego wzbudziło niemałe zainteresowanie naukowców. Profesor Luzzatto dotarł do relacji farmaceutki, Marii de Vito, która regularnie sprzedawała zakonnikowi silnie żrący kwas karbolowy (zwany też fenolem). Klient przekonywał kobietę, że substancja jest mu potrzebna do odkażania igieł. Prosił też, aby nikomu nie mówiła o tych zakupach.

Kwas karbolowy w kontakcie z ciałem człowieka powoduje martwicę, przenikającą do głębszych warstw skóry – substancja mogła doprowadzić do tego, że stygmaty Pio „jątrzyły się” i w oczach wiernych sprawiały wrażenie „świeżych”. Fałszerstwo w wykonaniu rezydenta klasztoru San Giovanni Rotondo podejrzewano już w czasach śledztwa kościelnego w dwudziestoleciu międzywojennym. Inkwizytorzy zlecili poprowadzenie dochodzenia o. Agostino Gemellemu – cenionemu lekarzowi, twórcy Uniwersytetu Katolickiego i założycielowi kliniki. Działania Gemellego przybliżone zostały przez prof. Luzzatto w bestsellerowej książce pt. „Ojciec Pio: Cuda i polityka w XX-wiecznych Włoszech”.

Medyk w liście do Świętego Oficjum poinformował Kościół o kłamstwach Pio. Stygmatyk – jego zdaniem – miał korzystać z trucizn i samookaleczać się, co robił, by żerować na łatwowiernych zwolennikach i czerpać dzięki temu korzyści materialne. Bohater niniejszego artykułu został również oskarżony o łamanie ślubów czystości, pazerność, psychopatię, chorobę psychiczną oraz ignorancję. Taka ocena Pio odpowiada też wnioskom wysuniętym przez amerykańskiego badacza Joego Nickella, który zajmuje się demaskowaniem mistyfikacji i spisków. „Ojciec Pio z czasem zaczął nosić rękawiczki bez palców, rzekomo by zakrywać swoje stygmaty z powodu wielkiej skromności. Wydaje mi się, że praktyka ta miała na celu wyeliminowanie konieczności ciągłego rozjątrzania ran” – twierdzi naukowiec.

Wątkiem chemicznych samookaleczeń zakonnika zajmowała się również specjalna komisja biskupa Carlo Maccariego. Hierarcha zdołał jednak udowodnić „tylko” zarzuty dotyczące rozwiązłości seksualnej stygmatyka i jego zakonnych współpracowników. Koronnym dowodem na wyskoki były nagrania, pochodzące z podsłuchów zamontowanych w klasztorze przez jednego ze skruszonych ojców kapucynów. Prawdopodobnie to właśnie o nich dowiedział się w latach 60. Jan XXIII.

Święty na wyrost

Kościół, który przez lata zwalczał mit Pio, zmienił nastawienie po jego śmierci. Duże znaczenie w tej nagłej zmianie orientacji miało to, że kult stygmatyka przynosił wielkie zyski i przyciągał w objęcia kleru wielotysięczne grono owieczek. Purpuraci zapomnieli o oszustwach i skandalach seksualnych zakonnika; w 1982 r. Watykan zgodził się na rozpoczęcie dochodzenia w sprawie wyświęcenia Forgione’a. W 1999 r., za zgodą Kongregacji Nauki Wiary, Jan Paweł II włączył go do panteonu błogosławionych, a już trzy lata później zakonnik został kanonizowany. W monumentalnej uroczystości wyświęcenia stygmatyka wzięło udział 300 tys. osób.

„Pio był szczodrym szafarzem Bożego miłosierdzia, okazując wszystkim gościnność, dając kierownictwo duchowe, a szczególnie udzielając Sakramentu Pokuty. Posługa konfesjonału, która jest jednym z rysów wyróżniających jego apostolstwo, przyciągała niezliczone rzesze do klasztoru w San Giovanni Rotondo. Nawet wówczas, gdy ten wyjątkowy spowiednik traktował pielgrzymów z pozorną surowością, kiedy tylko zdawali sobie sprawę z powagi grzechu i okazywali szczerą skruchę, niemal zawsze wracali jeszcze po przynoszący pokój uścisk sakramentalnego przebaczenia” – tymi słowami papież przemówił do wiernych podczas nabożeństwa na placu św. Piotra.

***

Przykład św. Pio pokazuje po raz kolejny, że Kościół dla mamony gotów jest zawiązać pakt z każdym i wcisnąć wiernym nawet największy kit. Kult – zgodnie z twierdzeniami prof. Luzzatto – motywowany jest tylko głębokością portfeli pielgrzymów, odwiedzających San Giovanni Rotondo.

Facebook Comments
Poprzedni artykułSkradzione relikwie
Następny artykułZnienawidzony kardynał
Norman Tabor
Urodziłem się w 1996 roku. Pochodzę z Wybrzeża i przez całe życie mieszkam w województwie zachodniopomorskim. Obecnie kończę studia licencjackie na kierunku bezpieczeństwo wewnętrzne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego. (Głęboko wierzy w to, że zdoła poprawić świat, ale młody wiek usprawiedliwia tę naiwność - przy. red.).