Nikt nie przewidział, że to wszystko będzie tak wyglądać! A przecież jedno było zupełnie oczywiste – Wielka Niedziela to Światowy Dzień Czekolady!

I dlatego, skoro mamy ograniczoną możliwość świętowania, wyprawmy sobie czekoladowe święta. Warto czekoladowo pogrzeszyć choćby z jednego powodu – czekolada poprawia nastrój. A ponieważ, siedząc od tak dawna w domach, umyliśmy okna, wysprzątaliśmy wszystkie kąty i teraz mamy nadmiar wolnego czasu, to przygotujmy czekoladowe słodkości, którymi uszczęśliwimy siebie i naszych współkwarantannowiczów.

Najpierw zaproponuję Wam tarty, wmówcie rodzinie, że to takie nietypowe mazurki.

Czekoladowa tarta

Przygotujcie ciasto maślane. Zmiksujcie 30 dag mąki pszennej z 15 dag zimnego pokrojonego w plasterki masła i szczyptą soli, dodajcie 70 ml lodowatej wody aż do uformowania ciasta. Potem szybko wyróbcie dłonią, by powstało gładkie ciasto. Schowajcie je do lodówki na godzinę albo na całą noc. Ja często robię ciasto z podwójnej lub potrójnej porcji i zamrażam, by wyjąć wtedy, gdy będzie mi szybko potrzebne. Wyjmijcie je z lodówki 15–20 minut wcześniej, a kiedy lekko się ogrzeje, rozwałkujcie między dwoma papierami do pieczenia lub pomiędzy folią spożywczą. Wyłóżcie papierem formę na tartę, a na nim rozwałkowane ciasto. Ponakłuwajcie je widelcem i upieczcie na złoto w piekarniku nagrzanym do 180°C. Aby ciasto pod wpływem ciepła nie zmieniło kształtu, połóżcie na nie papier, na który wysypiecie na 20 minut pieczenia fasolę. Potem wysypcie ją (wykorzystacie przy innym pieczeniu), ściągnijcie papier i dopieczcie na złoto.

Gdy spód się piecze, przygotujcie krem. Pół litra mleka, cztery łyżki cukru, trzy żółtka, jajko, dwie łyżki mąki pszennej, dwie łyżki mąki kukurydzianej, dwie łyżki mąki ziemniaczanej zmiksujcie i razem gotujcie, mieszając przez cały czas trzepaczką rózgową. Kiedy masa jest gorąca, ale jeszcze nie zgęstniała, dodajcie do niej jedną trzecią kostki masła. W chwili, gdy zacznie przypominać budyń, odstawcie z ognia i dodajcie tabliczkę gorzkiej czekolady połamanej na kawałki i czekajcie do jej rozpuszczenia. Na koniec wlejcie kieliszek rumu. Na upieczoną tartę rozłóżcie masę i wstawcie na 10–15 minut do piekarnika z temperaturą 160°C. Kiedy tarta będzie już zimna, ubijcie śmietanę, do której dodajcie oprócz cukru pudru trochę rumu. Udekorujcie śmietaną i wiórkami z czekolady.

Kiedy rodzina będzie walczyć o ostatni kawałek, obiecajcie, że następnego dnia zrobicie powtórkę.

Tarta czekoladowo-cytrynowa

Uwielbiam cytryny, więc wiele oddam za tartę cytrynową. A ponieważ jedna z moich przyjaciółek lubi połączenie cytryny z czekoladą, kiedyś wymyśliłam coś takiego.

Przygotujcie klasyczne kruche ciasto (30 dag mąki pszennej, 20 dag masła, 10 dag cukru pudru, dwa żółtka) i upieczcie je (jak wyżej) na złoto. Jeśli chcecie, by było bardziej czekoladowo, to użyjcie 25 dag mąki i 5 dag kakao.

W czasie pieczenia zróbcie masę cytrynową. Zmiksujcie w rondelku trzy czwarte szklanki soku z cytryny z 20 dag cukru, dwoma jajkami, trzema żółtkami i 15 dag masła, dodajcie startą skórkę z dwóch cytryn i podgrzewajcie, cały czas mieszając, aż do zgęstnienia. Wyłączcie, przelejcie na spód, a kiedy ostygnie, wstawcie do lodówki do stężenia.

Jeśli wolicie wersję tylko cytrynową, to możecie zakończyć pracę na tym etapie. Taka tarta jest też znakomita. Dobrze smakuje udekorowana bitą śmietaną.

A to wersja z czekoladą. Wlejcie do rondelka trzy czwarte szklanki śmietany 36-proc. i zagotujcie do wrzenia. Wyłączcie. Dodajcie do śmietany 20 dag posiekanej czekolady deserowej, mieszajcie aż do uzyskania gęstego sosu. Wylejcie go na zimną masę cytrynową.
Wolicie połączenie pomarańczy z czekoladą? Zastąpcie sok cytrynowy pomarańczowym i dodajcie skórkę startą z pomarańczy.

Tarta karmelowo-czekoladowo-orzechowa

Orzechy laskowe (20 dag) podprażcie na suchej patelni lub w piekarniku rozgrzanym do 170°C, mieszając i uważając, by się nie spaliły. Obierzcie je ze skórki, pocierając między dłońmi w suchej szmatce, posiekajcie na grube kawałki.

Wymieszajcie nożem dwie szklanki mąki z pół szklanki cukru pudru, 20 dag roztopionego masła, czterema łyżkami kakao, a kiedy będzie przypominać kruszonkę, dodajcie dwa żółtka i zagniećcie. Możecie też zrobić zwykłe kruche ciasto. Uformujcie kulę, schowajcie do lodówki minimum na godzinę. Wyłóżcie ciastem formę, pieczcie tak samo jak w przypadku pierwszej tarty w temperaturze 180°C.

W czasie pieczenia włóżcie do rondelka 15 dag masła, 15 dag brązowego cukru i trzy łyżki mleka. Gotujcie, cały czas mieszając (Wiem, powtarzam się. Ale cóż ja mogę? Tak trzeba w każdym z tych przypisów) przez trzy minuty. Dodajcie 20 dag orzechów, łyżkę miodu, a potem wciąż mieszając, gotujcie kolejne trzy minuty. Możecie dodać ziarenka z laski wanilii, wystudźcie, wylejcie na ciasto i pieczcie razem jeszcze 15 minut. Na zimne ciasto wylejcie sos czekoladowy z przepisu wyżej.

Sernik czekoladowy

Ten sernik zrobi każdy z Was. Pamiętajcie o jednym – składniki powinny mieć temperaturę pokojową. Zmielcie trzykrotnie kilogram dobrego tłustego, niekwaśnego sera. Dodajcie do niego pół kilograma sera mascarpone, otartą wanilię, szklankę cukru (ostatnio użyłam cukru kokosowego, uzyskując wspaniały karmelowy kolor i smak), dziewięć żółtek, sześć łyżek purée ziemniaczanego. Zmiksujcie krótko, do wymieszania składników. Na koniec dodajcie rozpuszczone 20 dag czekolady i dobrze wymieszajcie. Teraz delikatnie wmieszajcie pianę ubitą z czterech białek. Przełóżcie do blachy wyłożonej papierem do pieczenia, stuknijcie, by z masy wyszły bąbelki powietrza, aby sernik zbytnio nie wyrósł. Pieczcie przez godzinę na środkowej pozycji w piekarniku w temperaturze 180°C z grzaniem góra – dół. Po upieczeniu sernik powinien na środku pozostać jędrny, wygląda podobnie do galaretki i lekko się trzęsie. Na gorącym serniku rozłóżcie kostki czekolady. A kiedy rozpuści się pod wpływem jego ciepła, rozsmarujcie.

Jeśli chcecie, by było absolutnie dekadencko, to po upieczeniu odstawcie sernik, by się wystudził. Kiedy będzie zupełnie zimny, zróbcie mus z białej czekolady i śmietany. Rozgrzejcie 20 ml śmietany kremówki, dodajcie do niej dwie tabliczki połamanej na małe kawałki białej czekolady, wymieszajcie. Odstawcie, by lekko przestudzić. Ubijcie pół litra śmietany kremówki, a kiedy będzie sztywna, część śmietany dodajcie do sosu, wmieszajcie, a potem dodawajcie sos partiami do śmietany, delikatnie mieszając rózgą. Możecie wzbogacić jej smak dwoma, trzema łyżkami rumu lub koniaku. Rozsmarujcie na serniku, wstawcie do lodówki najlepiej na kilka godzin. Na wierzchu posypcie startą czekoladą.

Drożdżowe czekoladowe

Czym pachną dla Was święta? Dla mnie ciastem drożdżowym. Od dzieciństwa był to zapach soboty wielkanocnej. A gdzieś tam daleko w tle była pasta do podłogi. Czy znacie kogoś, kto dziś pastuje podłogi?

Większość ludzi boi się ciasta drożdżowego, ale ono wcale nie jest takie groźne. Przesiejcie do naczynia dwie i pół szklanki mąki. Przygotujcie zaczyn z trzech deka drożdży z pół szklanki mleka, trzema łyżkami mąki oraz dwoma łyżkami cukru i odstawcie w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Zmiksujcie na puszystą białą masę pięć żółtek ze szklanką cukru i ziarenkami z laski wanilii. Kiedy zaczyn z drożdży podwoi objętość, dodajcie go do mąki razem z ubitymi żółtkami, pół szklanki letniego mleka, szczyptą soli i wyrabiajcie drewnianą łyżką około 10 minut. Podzielcie ciasto na pół, do jednej części dodajcie dwie płaskie łyżki przesianego przez gęste sito kakao, do drugiej usmażoną skórkę pomarańczową lub startą na tarce skórkę pomarańczy. Wysmarowaną masłem formę wysypcie mąką. Napełnijcie do połowy ciastem, posypcie kruszonką (10 dag masła, 20 dag mąki, 10 dag cukru). Kiedy urośnie, wstawcie je do piekarnika nagrzanego do temperatury 150°C, po 15 minutach podnieście temperaturę do 180°C i pieczcie około 25 minut.
Sprawdźcie patyczkiem.

Zdrowych Świąt!

Facebook Comments