Alec Ryrie, brytyjski historyk religii, w swojej najnowszej książce przekonuje, że siłą napędową ateizmu nie był rozwój nauki, lecz emocje. Ludzie najpierw przestali wierzyć, a dopiero potem zaczęli poszukiwać racjonalnego uzasadnienia swojej niewiary.

Tego rodzaju ujęcie źródeł ateizmu jest z pewnością nowatorskie, ale czy adekwatne? Nie do końca.

Punktem wyjścia rozważań Ryrie w pracy „Unbelievers: An Emotional History of Doubt” jest odwrócenie perspektywy ateistycznej, zgodnie z którą religia ma swoje źródła w przekonaniach nienaukowych lub po prostu przednaukowych naszych przodków, zaś niewiara jest bezpośrednią konsekwencją rozwoju nauki i technologii. Jego zdaniem, większość wyborów, jakich dokonujemy w swoim życiu, ma w dużej mierze charakter intuicyjny i nieświadomy. Dotyczy to w takim samym stopniu tego, w co wierzymy, jak i tego, w co nie wierzymy. Początkiem sekularyzacji i ateizmu, zgodnie z tą perspektywą, nie są prace wybitnych filozofów, jak Spinoza, Diderot, Voltaire czy Hobbes, nie są nimi teorie naukowe ani dynamiczny rozwój przyrodoznawstwa, ani tym bardziej przemiany społeczne, lecz zwykli ludzie, którzy zaczęli kwestionować swoją wiarę i zorganizowane formy religii, stając się tym samym prekursorami niewiary praktycznej, która stała się później podstawą dla ateizmu filozoficznego. Zdaniem Ryrie, ateizm jest w istocie zakorzeniony w religii, co wynika bezpośrednio z natury ludzkiej. Zaznacza przy tym: „Nie twierdzę, że ateizm jest irracjonalny. Twierdzę, że ludzie są irracjonalni (…)”.

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments