Strona główna Kościół Od oazy do niewoli

Od oazy do niewoli

123
fot. Adobe Stock
Rodziny katolickie się organizują i radykalizują. Są bardziej papieskie niż sam papież i bronią religijnych przesądów silniej niż polski episkopat.

Kościół Domowy, zwany także Oazą Rodzin, bo o nim mowa, to formacja będąca częścią Ruchu Światło-Życie, czyli tzw. nurtu odnowy w Kościele rzymskokatolickim. Co oferuje swoim członkom? Modlitwę i posłuszeństwo.
Rodzina jest najważniejsza, oczywiście wielodzietna, z matką, która zajmuje się tylko i wyłącznie rosnącą gromadką pociech. W zasadzie ideał pisowskiego państwa. Członkowie Kościoła Domowego są posłuszni, zdyscyplinowani i podporządkowani. Nie dyskutują, rozmnażają się i już. Jest tylko jeden problem – bywają niepokorni, jeśli czują, że narusza ich „boską suwerenność”.

W góry lub nad morze

Dawno temu zetknęłam się z oazami, czyli wyjazdami organizowanymi dla dzieci przez działających w parafiach księży, związanych z Ruchem Światło-Życie. Coś w rodzaju kolonii, ale mocno nacechowanych katolicką indoktrynacją. Wyjazdy były tanie, dzieci chętnie na nie jeździły, a rodzice cieszyli się, że wysyłają pociechy na bezpieczny wypoczynek. Byłam dzieckiem niepokornym, wolałam siedzieć w domu niż jechać z księdzem w góry. Na szczęście rodzice nie naciskali, zwłaszcza nieprzychylnie nastawiony do Kościoła ojciec. Za to sąsiadki nieustannie pytały, dlaczego nie jestem na oazie i nagabywały moją uprzejmą dla wszystkich mamę.
Nie wyobrażałam sobie wakacyjnego życia, którego rytm odmierzały jutrznie, msze i modlitewne wieczornice. Uważnie za to wsłuchiwałam się w opowieści koleżanek, które wracały z oazy w Zakopanem. Mówiły o pierwszych miłościach, fascynacjach, o chłopakach i przystojnych klerykach, o imprezach przy dźwięku gitar i „fajnych” piosenkach kościelnych. Były też te natchnione, które z błyskiem w oczach opowiadały o przepięknych świadectwach wiary i modlitwach. One właśnie zostawały potem animatorkami, a gdy dorosły, wychodziły za chłopców z oaz. Tak tworzyły się zręby Kościoła Domowego.
Teraz z niepokojem przypominam sobie historie o zabawach w kręgu, podczas których księża szukali szpilek ukrytych w ubraniach 10-, 11-letnich dziewczynek. Nikt na to wtedy nie zwracał uwagi, podobne zabawy działy się zresztą na obozach harcerskich. O molestowaniu się wtedy nie mówiło. Kto by tam zwracał uwagę na to, że ksiądz przytula małe dziewczynki albo chłopców – swój chłop i tyle.

Wakacyjne rekolekcje

Oazy to indoktrynacja doskonała, w atmosferze zabawy, w tzw. pięknych okolicznościach przyrody. Wyjazdy są stosunkowo tanie. „W tym roku koszt rekolekcji wakacyjnych, 15-dniowych, organizowanych przez Ruch Światło-Życie Archidiecezji Warszawskiej wynosi 800 PLN, w tym 300 PLN zadatku” – czytamy na stronie
www.warszawa.oaza.pl.
Na stronie diecezji białostockiej znajdziemy z kolei np. taką informację: „Rekolekcje nie są wyjazdem kolonijnym i nie mają charakteru rozrywkowo-wczasowego. Zasadniczym celem wyjazdu jest pogłębienie życia wewnętrznego i formacja biblijno-liturgiczna. Dlatego też codziennymi punktami programu rekolekcji są: modlitwa osobista i wspólnotowa, Eucharystia oraz spotkania w grupach. Element formacyjny stanowią również wycieczki, zabawa, wspólny wypoczynek oraz cisza nocna”. Duża część uczestników wyjazdów oazowych bawi się jednak doskonale. Na oazy jeżdżą dzieci od 10. roku życia. W czasach PRL oazy organizowano w polskich górach lub nad morzem, teraz przed oazowiczami świat stoi otworem. Wspomniana już diecezja białostocka proponuje wyjazdy m.in. do Rzymu.

Historia Maryjki

Tak jak napisałam, znałam w dzieciństwie wiele osób, które jeździły na oazy. Zaledwie kilka z nich do tej pory jest gorliwymi katolikami. Jedna z moich koleżanek z klasy budowała komórki Kościoła Domowego. Doczekała się siedmiorga dzieci – byłaby dziewiątka, ale zmarła para bliźniaków. Dzieci są już pełnoletnie.
Najstarsza córka Uli – Maryjka – ma 26 lat, czteroletni staż małżeński i jest właśnie w czwartej ciąży. Gdy się spotkałyśmy, słuchałam jej opowieści z niepokojem. Mąż Maryjki prężnie działa w Kościele Domowym. Pracuje w kilku szkołach jako katecheta. Ona zajmuje się domem. Jest cicha i zmęczona. Rytm dnia wyznaczają modlitwy i nabożeństwa. Pokazuje mi domową kapliczkę, urządzoną w jednym z trzech pokojów ich odziedziczonego po babci mieszkania na osiedlu z wielkiej płyty w Radomiu. W kapliczce zaczynają i kończą dzień modlitwą, wszyscy klęczą na podłodze, także niespełna trzyletni Krzyś.
Maryjka, choć skończyła pedagogikę, do pracy nie pójdzie. Nie ma czasu, a rodzina na pewno będzie się powiększała. Żyją skromnie, rodzice pomagają niewiele, a sporą część budżetu domowego pochłaniają dobrowolne, ale regularne datki na wspólnotę.
Małżeństwa należące do Kościoła Domowego wybierają życie w posłuszeństwie doktrynie. „Duchowość małżeńska proponowana w ramach Domowego Kościoła jest realizowana poprzez przyjęcie elementów formacyjnych nazywanych zobowiązaniami – darami. Są to codzienna modlitwa osobista połączona z lekturą Pisma Świętego, regularne spotkanie ze słowem Bożym, codzienna modlitwa małżeńska jako wspólne stawanie przed Panem, codzienna modlitwa rodziny jako wspólnoty zanurzonej w Bogu, comiesięczny dialog małżeński i wynikająca z niego reguła życia (systematyczna praca nad sobą), uczestnictwo przynajmniej raz w roku w rekolekcjach formacyjnych. Nie są one celem samym w sobie, ale środkiem do celu. Ich realizowanie odbywa się w małżeństwie poprzez codzienny wspólny wysiłek małżonków, podejmujących i realizujących poszczególne zobowiązania oraz poprzez wzajemną pomoc małżeństw w kręgu w dążeniu do Chrystusa (idea małej grupy jako środowiska koniecznego do wzrostu wiary)” – czytamy na stronie www.dk.oaza.pl.
Wspólnota chroni, pomaga i pilnuje. Na wątpliwości nie ma miejsca, a uciec – jeśli mąż okaże się „zbyt surowy” – nie ma dokąd, zwłaszcza z gromadką dzieci.

Imperium się rozrasta

Ruch Światło-Życie powstał w Polsce w 1976 r. Założycielem był ksiądz Franciszek Blachnicki, uznany przez Kościół za Czcigodnego Sługę Bożego, czyli osobę o „cechach heroicznych”. Od tamtej pory rośnie w siłę. Blachnicki od 1954 r. organizował pierwsze oazy dla ministrantów. Aż w końcu udało mu się stworzyć organizację, która działa już w większości parafii w Polsce. Ewangelizuje i kształtuje, tworzy diakonijne wspólnoty. Staje się też coraz bardziej popularna w innych krajach.
Nad świetnie zorganizowanym Ruchem Światło-Życie czuwa moderator generalny – od 2015 r. jest nim ksiądz Marek Sędek. Jeździ po całym kraju, spotyka się z wiernymi i swoimi podopiecznymi. Trzódki trzeba doglądać.
W czerwcu tego roku na Jasnej Górze odbyła się 44. Kongregacja Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie. Przyjechało na nią ponad tysiąc osób – moderatorów i animatorów z Polski i zagranicy. Regularnie odbywają się też Krajowe Kolegia Moderatorów Ruchu Światło-Życie.
Sympatykiem ruchu i jego orędownikiem był Jan Paweł II. Czuł, jak wielką ma moc. Już jako kardynał odwiedzał oazy. W 2003 r. nakładem Wydawnictwa Światło-Życie ukazała się książka „Bądźcie Kościołem. Słowa Jana Pawła II do Ruchu Światło-Życie”.

Od kołyski

Księża puchną z dumy, bo rosną zastępy młodzieży, która z dumą nosi wizerunki Jezusa na koszulkach, jest pro-life, przeciw LGBT, ewangelizuje i napiętnuje tych, którzy nie wierzą. Właściwie nic nie zmienia się od lat. Kościół staje się dla tych młodych ludzi stylem życia, gwarantem emocjonalnej stabilizacji, akceptacji i przezwyciężenia stresu. Jest miło, bezpiecznie, a poza tym pojawia się poczucie „ratowania świata”.
„Im wcześniej (chodzi o staż małżeński i wiek dzieci) małżonkowie wejdą na drogę formacji Domowego Kościoła, tym łatwiej im spełniać posługę na rzecz swojej rodziny. Małe dzieci wychowywane w klimacie świadomej wspólnoty chrześcijańskiej w sposób naturalny wzrastają w wierze, ucząc się Boga przez wspólną modlitwę rodzinną, potem lekturę Słowa Bożego, swoiste kręgi biblijne w rodzinie, modlitwę Liturgia Godzin. Możliwość zadawania pytań związanych z wiarą, na równi z pytaniami z innych dziedzin życia, poczucie akceptacji i miłości, świadomość miłości Pana Boga – są ogromnym zapleczem siły i równowagi dla dziecka, gdy zaczyna wchodzić w czas dorastania i odkrywania własnej drogi życia” – czytamy na stronie Kościoła Domowego.

Facebook Comments