Po politycznym mordzie na prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu odezwały się nożyce. Osoba o nazwisku Mazurek zapowiedziała, że PiS zacznie ścigać wszystkich, którzy będą „pomawiać” jej partię o polityczną odpowiedzialność za tę tragiczną śmierć. Pozwolą państwo, że ustawię się w kolejce.

Nie ulega wątpliwości, że polskie prawo nie zawiera odpowiednich instrumentów do ścigania nienawiści sianej w przestrzeni publicznej. Nie mam tu na myśli krytyki politycznej, takiej jak moje felietony – bo do nich mamy prawo w demokratycznym kraju, który próbuje udawać Polska pod rządami PiS. Mam na myśli podżeganie do nienawiści i sianie nietolerancji. Pełną odpowiedzialność za brak skutecznych instrumentów zapobiegających tragediom, takim jak zamordowanie prezydenta Gdańska, a także za podgrzewanie gęstej atmosfery nietolerancji, pomówień i nienawiści, ponosi PiS. Za wyjątkową bezczelność uważam zatem pohukiwania osoby o nazwisku Mazurek. Tak, to wy doprowadziliście do tej śmierci.

Akcja i reakcja

Przypomnę na wstępie, że to PiS sprawuje w Polsce całkowitą władzę nad prokuraturą, więziennictwem, służbami specjalnymi, a w dużym stopniu również sądami. Nie ma więc prawa wypierać się jakiejkolwiek odpowiedzialności za to, co się w Polsce dzieje. Taki jest urok autorytarnych rządów, szanowni państwo.
Przypomnę dalej, że kiedy dwa lata temu faszystowscy bojówkarze zaatakowali działaczy KOD, pokojowo demonstrujących przeciwko władzy, to właśnie osoba o nazwisku Mazurek publicznie ogłosiła, że chociaż nie pochwala bandytów, to ich rozumie, gdyż „każda akcja wywołuje reakcję”. Osoba o nazwisku Mazurek demonstracyjnie i publicznie popełniła przestępstwo z art. 126a kodeksu karnego, czyli publicznie pochwaliła popełnienie czynu określonego w art. 119 par. 1 kk, za co należało jej się do pięciu lat odsiadki. Czynem z art. 119 par. 1 kk jest stosowanie przemocy lub groźby bezprawnej wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności m.in. politycznej. Osoba o nazwisku Mazurek deklarując, że „nie pochwala, ale rozumie” napaść na działaczy KOD, w istocie pochwalała ten czyn. Jej wypowiedź miała tę samą konstrukcję, co publiczne zarzekanie się antysemitów w stylu „nie jestem antysemitą, ale uważam, że Żydzi się panoszą”. Otóż publiczne usprawiedliwianie faszystowskich bojówkarzy było w rzeczywistości ich pochwaleniem, skoro pochodziło od osoby wysoko postawionej w aparacie władzy i sprowadzało się do wyrażenia przekonania, że czyn politycznych bandytów był zrozumiały. Obecne odgrażanie się osoby o nazwisku Mazurek to polityczna hucpa, typowa dla PiS, równa zachowaniu złodzieja, który krzyczy „łapaj złodzieja!”. Sama się łap, Mazurkowa.
To również PiS sfinansowało, za pomocą powołanej przez siebie fundacji, billboardy szczujące przeciwko sędziom.
To także PiS, za pomocą swojej gadzinówki zwanej dla zmyłki „nadawcą publicznym”, od trzech lat prowadzi systematyczną politykę szczucia opinii publicznej przeciwko swoim rywalom i wybranym przez siebie wrogom politycznym. Nawet transmisja z pogrzebu prezydenta Adamowicza została przez prawicę wykorzystana do ordynarnej manipulacji zohydzającej opozycję. To PiS ustami Pawłowiczówny, Piotrowicza, Ziobry, Jakiego, Suskiego i Morawieckiego pomawiało polskich sędziów o nieuczciwość. Nie ma się więc co dziwić w tych okolicznościach, że cierpiący podobno na schorzenia psychiczne Stefan W., podejrzany o zamordowanie prezydenta Adamowicza, był przekonany o swojej krzywdzie ze strony sędziów i PO. Przecież takie persony jak sam minister sprawiedliwości udowadniały w reżimowej telewizji, że sędziowie są nieuczciwi, a też i stronniczy oraz powiązani z opozycją. Unikanie nazwania po imieniu tego, że to PiS ponosi pełną polityczną odpowiedzialność za napuszczenie Stefana W. na opozycyjnego wobec PiS prezydenta Gdańska, jest zwykłą nieuczciwością. Tak, panie i panowie z PiS, to wy, i nikt inny, niesiecie polityczny ciężar tej zbrodni.

Mowa nienawiści

PiS skutecznie hamowało także wszelkie próby nowelizacji polskiego prawa w taki sposób, żeby skuteczniej zapobiegać mowie nienawiści. Przypomnijmy, że chodzi o takie wypowiedzi, które podżegają do nienawiści wobec osoby lub grupy osób ze względu na kryteria dyskryminacyjne, czyli takie ich cechy, które prawo uznaje za chronione, np. pochodzenie etniczne, orientacja seksualna czy wyznanie albo bezwyznaniowość. Orzecznictwo Trybunału w Strasburgu (zobacz np. decyzję ETPC o niedopuszczalności z 20 października 2015 r. w sprawie M’Bala M’Bala v. Francja, skarga nr 25239/13) uznaje, że mowa nienawiści nie podlega ochronie wynikającej z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, dotyczącego ochrony wolności wypowiedzi. Niestety, polskie przepisy dotyczące przeciwdziałania mowie nienawiści oraz nietolerancji są niedoskonałe, a praktyka ich stosowania słaba, czasem haniebna. Walnie przyczynił się do tego minister Ziobro, wnosząc np. kasację (szczęśliwie nieudaną) od wyroku w sprawie drukarza, który dokonał aktu nietolerancji wobec fundacji LGBT. Nie zamierzam zapominać o takich zachowaniach ani udawać, że nie miały one wpływu na poczucie części społeczeństwa, że oto przyszedł sezon polowań na osoby niemiłe władzy.
Przypomnijmy następnie, że art. 256 i art. 257 kk, dotyczące przestępstwa propagowania faszyzmu i nawoływania do nienawiści (art. 256) oraz publicznego znieważania grupy ludności (art. 257) z nieznanych powodów odnoszą się tylko do takich kryteriów dyskryminacyjnych, jak przynależność narodowa, rasowa, etniczna, religijna oraz bezwyznaniowość. Niestety, nie obejmują one np. kryterium tożsamości seksualnej, przez co liczne pogłowie prawicowych bydląt pozwala sobie stale i wciąż na faszystowskie w swej istocie uwagi dotyczące mniejszości seksualnych.
Nie dość, że niedoskonałe, przepisy te są również w dużym stopniu martwe. Kiedy kilka lat temu skierowaliśmy do prokuratury apel, aby zajęła się obleśnymi wypowiedziami Pawłowiczówny, szczującymi przeciwko ateistom, prokuratura nawet nie raczyła zareagować. Kiedy Kaczyński w 2015 r. lansował się na tragedii syryjskich dzieci, opowiadając obrzydliwości o rzekomych zagrożeniach epidemiologicznych ze strony imigrantów, prokuratura również pozostała bierna. Niech więc PiS nie opowiada, że nie ponosi odpowiedzialności politycznej za nienawiść i nietolerancję w Polsce, bo ta partia buduje swoją pozycję właśnie na rozbudzaniu w Polakach tego, co w nich najgorsze. Trzeba mieć wyjątkowy tupet, żeby po tym wszystkim jeszcze odgrażać się, że PiS będzie ścigać ludzi, którzy o tych faktach przypominają.

Akt oskarżenia

Śmierć prezydenta Adamowicza uświadamia, jak fatalne w skutkach są nienawistne słowa. Od lat protestujemy na tych łamach przeciwko zamienianiu polskiego życia publicznego przez PiS w brunatny rynsztok. Dzisiaj pora na polityczny akt oskarżenia. A zatem: oskarżam partię Prawo i Sprawiedliwość o to, że poprzez zbudowanie państwowego mechanizmu nienawistnej propagandy, poprzez podporządkowanie prokuratury, służb specjalnych i sądów swojej chorej wizji stosunków społecznych, poprzez tolerowanie tysięcy najgorszych, najobrzydliwszych wypowiedzi swoich polityków, poprzez budowanie swojej pozycji politycznej na nienawiści i pomówieniach, w tym poprzez pomawianie zmarłego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza o posiadanie cech i dopuszczanie się zachowań, które mogły go poniżyć w opinii publicznej i sprowokować zamachowca, partia ta ponosi pełną polityczną odpowiedzialność za zamach na życie prezydenta Adamowicza. Domagam się delegalizacji tej partii jako antydemokratycznej i sprzyjającej atmosferze nienawiści i nietolerancji, która skutkowała zarówno zamachem na prezydenta Pawła Adamowicza, jak i samobójczą śmiercią nastolatków prześladowanych z przyczyn homofobicznych oraz fizycznymi i werbalnymi atakami na działaczy opozycji.
Nie mam wątpliwości, że czas na rozpoznanie mojego aktu oskarżenia przyjdzie dopiero po jesiennych wyborach. Oby.

Facebook Comments