Ofiarami ogólnoświatowego buntu przeciw rasizmowi, wywołanego zabójstwem George’a Floyda w amerykańskim mieście Minneapolis, niespodziewanie stały się… pomniki.

Gniew demonstrantów coraz częściej – i coraz gwałtowniej – zwraca się przeciw statuom przywódców i dowódców Konfederacji oraz osób kojarzonych z niewolnictwem. Na południu USA do niedawna było półtora tysiąca takich obiektów, w tym 700 monumentów i 100 szkół imienia konfederatów. Próbowano je traktować jako świadectwa trudnej historii, ostrzeżenia przed niemoralną polityką bądź wyraz pojednania. Wydarzenia sprzed czterech tygodni nadały im wymiar gloryfikowania rasizmu i opresji.

W krótkim czasie zniszczono lub przeniesiono 31 budowli oraz podjęto decyzję o demontażu kilkunastu kolejnych. Z piedestałów strącono monumenty prezydenta Konfederacji Jeffersona Davisa sprzed siedziby parlamentu stanu Kentucky i w Alei Pomników w stolicy Wirginii – Richmond, zniszczono lub zabrano pomniki głównodowodzącego wojskami Południa gen. Roberta E. Lee (Fort Myers na Florydzie, Montgomery w Alabamie), dokonano dekapitacji statui Kolumba w Bostonie i zlikwidowano jeszcze cztery jego upamiętnienia. Przewodnicząca Izby Reprezentantów Nancy Pelosi zażądała usunięcia tuzina figur z Kapitolu, siedziby legislatywy USA.

W brytyjskim Bristolu manifestanci utopili w morzu pomnik Edwarda Colstona, XVII-wiecznego handlarza niewolnikami, choć był też znanym dobroczyńcą i przyczynił się do rozwoju miasta. Za rasizm dostało się też Churchillowi. W Belgii podobną złość wzbudza król Leopold II – jego wyzysk Konga na przełomie XIX i XX w. kosztował życie przynajmniej kilku milionów Afrykanów.

W kwestii rzeźb postaci historycznych mamy własne doświadczenia. W czasie transformacji gniew ludu spontanicznie kierował się przeciw brązowym lub kamiennym postaciom. W ostatnich pięciu latach stosunek władz do monumentów nabrał systematycznego charakteru, stając się elementem polityki. Stawiający na cokołach muszą jednak liczyć się z możliwością stanowczej reakcji, gdyby doszło do gwałtownych zmian na szczycie.

Inną rzeczą jest wprowadzenie polityki pomnikowej do działań na arenie międzynarodowej. Obecna Rzeczpospolita potrafi na tym tle zaognić swe relacje nie tylko z narodami, z którymi łączy nas skomplikowana historia (żołnierze radzieccy, Ukraińcy, Żydzi), ale też z uznawaną za najważniejszego sojusznika Ameryką – jak to się stało przy okazji pomnika katyńskiego w Jersey City.

Facebook Comments