PAETZ I ULOTNA PAMIĘĆ

Zmarł abp Juliusz Paetz. Nie przyłączymy się do konduktu żałobnego. Daleko nam też do „wybaczania” czy „współczucia”. Odszedł człowiek – hierarcha kościelny, który zapisał się w historii polskiego kościoła jako człowiek podły.

Nie sprawiało nam szczególnej przyjemności opisywanie jego zachowań. Ale cieszymy się, że prawda o nim ujrzała światło dzienne właśnie dzięki nam – „Faktom i Mitom”.

Kiedy inni przed nim drżeli, kiedy zabiegali o jego sympatię, względy, wpływy, my – jako pierwsi w Polsce – mieliśmy odwagę przedstawiać inne jego oblicze. I to już w sierpniu 2001 r. („Czerwone majtki arcybiskupa”, „FiM” 34/2001):

„Już podczas powitania zostałem objęty silnym, niby-ojcowskim uściskiem. Dziwnym trafem prawa ręka arcybiskupa wylądowała na moim pośladku. Ksiądz ordynariusz przytulił się całym ciałem i począł mnie tą ręką powoli głaskać po mojej pupie. Drżał przy tym na całym ciele i jakoś tak dziwnie, w sposób urywany, oddychał”.

Nie „odpuszczaliśmy tematu” i rozwijaliśmy go w kolejnych publikacjach w 2002 r. Nasze artykuły podsumował pan Paetz jednym zdaniem:

„Zaprzeczam wszystkim faktom podawanym w mediach…”.

To wystarczyło mediom ówczesnego mainstreamu by na długo „odpuścić temat” krewkiego arcybiskupa i jego ofiar.

Polecamy to pod rozwagę wszystkim, którzy dziś tak odważnie i ochoczo przypominają to co opisywaliśmy przed ponad 18 laty, ryzykując naprawdę dużo… Przypominają zapominając tylko o wskazaniu pierwotnego źródła tych informacji – tygodnika „Fakty i Mity”.

Sylwetkę pana Juliusza Paetza przypomnimy naszym Czytelnikom w kolejnym numerze.

Artykuł pochodzi z numeru 0 tygodnika Fakty i Mity