Jeszcze dwa miesiące temu ostra polaryzacja dzieliła Amerykanów na wielbicieli i przeciwników Donalda Trumpa. Teraz na ów podział nałożył się inny, przebiegający wzdłuż podobnej linii demarkacyjnej.

Stany podzielone Ameryki zamieszkują wrogie sobie plemiona, niemające wspólnego języka. Jedno, liczniejsze, stara się hamować postępy pandemii, przestrzega poleceń władz o zachowaniu dystansu, rozumie, że większość zakładów pracy, obiektów gastronomicznych, rozrywkowych i sportowych jest zamknięta, by wirus nie mógł infekować nowych ofiar. Plemię drugie, nie tak liczebne, lecz głośne i kipiące negatywnymi emocjami, żąda – coraz bardziej gwałtownie i agresywnie – powrotu do status quo z początku roku. Nie ogranicza się do artykulacji postulatów: z premedytacją łamie nakazy, np. nie nosząc masek ochronnych, nie przestrzegając dwumetrowego odstępu. Organizuje burzliwe demonstracje w całym kraju.

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments