U Kłusiaków z piątego wesele. Wiadomo: do 150 osób, zachowanie dystansu, ryzyko transmisji koronawirusa etc. Obostrzenia te spowodowały pewne tarcia i nieporozumienia. Pan Czesio, od dłuższego czasu upominany przez Pana Młodego, aby zachował zdrowy (dla siebie) dystans od Panny Młodej, nie zgadzał się z obostrzeniami, starając się ze wszystkich sił (a miał ich niewiele za sprawą zacnych trunków parkingowego Henia) dystans ten zmniejszyć.

Poproszony o interwencję kuzyn Grzegorz wytłumaczył Czesiowi niestosowność jego poczynań prostym. Gdy Czesio odzyskał przytomność, nie postępował już tak nierozważnie i na widok Panny Młodej cofnął się, aby nie uczestniczyć w kolejnych lekcjach kuzyna Grzegorza z zakresu wschodnich sztuk walki. Niemniej zwiększając dystans uczynił to na tyle niefortunnie, iż cofając się skleił się niemalże z panem Robertem, przywódcą ultrasów miejscowego klubu, który z bluzgami na temat pewnych części rowerowych rzucił Czesiem o meblościankę, rozbijając tym samym weselny barek i skrywane w nim płyny wysokooktanowe. Przez moment nastała cisza jak makiem zasiał. Następnie stało się to, co się musiało stać.

Gdy policja wywiozła ostatniego gościa do paki, gdy ugaszono wszystkie pożary w bloku, a karetki pogotowia odwiozły do szpitala ostatnią ofiarę zamieszek, spod zdemolowanej meblościanki wypełzł pan Czesio i udał się do najbliższego baru. Zanim wszedł, założył maseczkę ochronną. Zdyscyplinowany mamy naród, gdy sytuacja tego wymaga.

Facebook Comments