Kościół miał rację, że w Polsce z poważną plagą można wygrać tylko modlitwą. Na państwo nie ma co liczyć, bo służby publiczne mają za dużo problemów ze sobą, żeby jeszcze zajmować się obywatelami.
Marne kilka tysięcy złotych

Na początku roku w warszawskiej policji było 1028 wakatów do obsadzenia. O 59 więcej, niż rok wcześniej. Tak przynajmniej podaje warszawska komenda. A skoro NSZZ policjantów doliczył się w całym kraju ledwie 4,5 tys. wakatów, to znaczy, że w stolicy jest jakiś dramat, albo z policyjną statystyką coś jest nie tak.

Wszyscy mądrale upatrują braku chętnych do bycia gliną w niskich zarobkach. Tymczasem średnio na rękę ktoś, kto bierze udział w kursie na policjanta, otrzymuje 2806 zł. Jak się skończy kurs i ruszy patrolować, to dostaje się już (średnio netto) 3875 zł. A do tego dodatki, trzynastkę, zwroty za bilety, urlopy pod gruszą i licho wie co jeszcze. Czyli coś, o czym nie może nawet pomarzyć człowiek pracujący nie na państwowym. Coś, co powoduje, że do podawanego średniego wynagrodzenia trzeba dołożyć jedną czwartą. Dlatego jak dzielnicowy powie, że zarabia 4522 zł, to pamiętajcie, że ma dodatkowo prawie 1200 zł. Ile jest fachów, żeby bez specjalistycznego wykształcenia, tuż po szkółce, dostawać ponad 4 tys. zł na rękę, wiedząc, że odchodzi się dużo wcześniej niż inni na emeryturę bez odliczeń? Dlatego policyjne wakaty brać się mogą tylko i wyłącznie z niekompetencji ludzi odpowiedzialnych za rekrutację. Efekty tej nieudolności to właśnie niezakłamany statystycznie niedostatek stołecznych mundurowych.

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments