Czy polski Kościół kat. nawróci się wreszcie na chrześcijaństwo?

Takie pytanie krąży już po internecie. To efekt trzech wydarzeń, które wstrząsnęły polskimi internautami. Zwłaszcza tymi, którzy związki z polskim Kościołem kat. jeszcze utrzymują.

Pierwsze to ślub pana prezesa TVPiS Jacka Kurskiego. Ślub dokonany w budynku zwanym sanktuarium łagiewnickim, z licznym udziałem elity władzy PiS i polskiego Kościoła kat.

Ślub katolicki nie jest w naszym kraju czymś rzadkim lub szokującym. Zwłaszcza kiedy biorą go osoby związane z aktualną władzą, reprezentanci Polski narodowo-katolickiej.

Ale tym razem brał go powszechnie znany rozwodnik. Ojciec dorosłej już trójki dzieci z poprzedniego małżeństwa. Człowiek znany z wielce nieortodoksyjnego przestrzegania Dekalogu. Notoryczny kłamca. Wielokrotny łamacz przepisów drogowych. Bohater publicznych zdrad małżeńskich. Antywzór cnót propagowanych przez oficjalną doktrynę kościelną.

Jak każdy w naszym kraju wie, ślub katolicki można brać tylko raz w życiu. Kościół kat. nie uznaje rozwodów, bo przecież małżonkowie ślubując sobie miłość i wierność małżeńską, ślubują też nierozerwalność swego związku. Aby swe postanowienie wzmocnić, proszą katolickiego Boga o dopomożenie w tym zbożnym dziele. To Bóg jest notariuszem i gwarantem trwałości związku.

Dlatego ślub katolicki nie jest zwykłym kontraktem małżeńskim. Jest sakramentem świętym. Podobnie jak pierwsza komunia święta, bierzmowanie czy złożenie ślubów kapłańskich. Sakramentem teoretycznie jednorazowym, jak inne.

Czy słyszeliście o ponownym przystąpieniu do pierwszej komunii? A przecież wielu młodych „komunistów” zgodziłoby się na taką praktykę. Zwłaszcza gdyby wiązało się to z kolejnymi otrzymywanymi prezentami.

Ale praktyki unieważniania pierwszej komunii czy bierzmowania nie stosuje się.

Można za to dokonać „unieważnienia” sakramentu małżeństwa, czyli można rozwieść się i ponownie zawrzeć ślub w rycie katolickim.
Tak też uczynił pan prezes Jacek Kurski.

Diabeł w ornacie

Po cóż mu to było? To pytanie wielokrotnie zadawali sobie polscy katolicy i ludzie świeccy. Jacek Kurski nie był przecież wzorem żarliwego katolika. O jego perypetiach małżeńskich wielokrotnie informowały media. Podobnie informowano, że nowa katolicka żona pana prezesa też jest rozwódką. Co oczywiście też tym razem hierarchom polskiego Kościoła kat. nie przeszkadzało.

Do tej pory pan prezes Jacek Kurski nie popadał w dewocyjny katolicyzm. Zresztą osobie, która kieruje ogólnopolską, skomercjalizowaną telewizją nie wypada z taką dewocją przed szereg wychodzić.

Co innego, kiedy wchodzi się, lub wraca, do polskiej polityki.

Donald Tusk, gdy wchodził do ekstraklasy politycznej, publicznie zawarł ze swoją wieloletnią „cywilną” żoną ślub kościelny. Krzysztof Bosak na krótko przed prezydencką kampanią wyborczą zerwał ze starokawalerskim stanem i zawarł przykładny ślub katolicki z aktywistką Ordo Iuris.

Czy ten demonstracyjny katolicki ślub, udzielony wzorcowemu grzesznikowi przez hierarchów polskiego Kościoła kat., miał dać prezesowi Kurskiemu prawo powrotu na szczyt narodowo-katolickiej elity politycznej?

Zdjąć z niego błazeńską czapkę człowieka do wynajęcia, człowieka od brudnej roboty propagandowej, i ubrać w dziewiczy wianek przykładnego krajowego męża stanu?

To wielce prawdopodobne. Bo w czasie tego wypasionego ślubu brakowało jedynie chórów anielskich, zwiastujących Dobrą Nowinę.

Oto umarł Kurski – krętacz i oszust, a narodził się niewinny jak lilia Kurski – przyszły mąż stanu.

Twój ślub jest lepszy

Pamiętacie, jaką karierę zrobiła piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”? Polacy potrafią wybaczyć władzy okradanie podatników, czyli Polaków, wybaczą władzy jej nieuctwo i niekompetencję. Bo to na co dzień ich tak bardzo nie boli.

Nie potrafią za to wybaczyć, kiedy elity władzy rażąco wywyższają się. Kiedy ustanawiają głupie i restrykcyjne prawa dla obywateli, a sami publicznie olewają przestrzeganie tych praw. Pokazując, że prawo jest jedynie dla frajerów.

Podobny gest wykonała hierarchia polskiego Kościoła kat. Wbrew wszelkim zasadom uznała poprzednie katolickie małżeństwa prezesa Kurskiego i jego narzeczonej za nieważne. W czasach, kiedy tysiące podobnych rozwodników też chciałoby „unieważnienia” swych małżeństw.

Ale oni są na to za mali. Są zwykłymi frajerami, w przeciwieństwie do cwaniaczka Kurskiego.

Nic dziwnego, że rzesze tych frajerów odreagowały w internecie wulkanami nienawistnych wobec polskiego Kościoła kat. komentarzy. Zgodnych jak rzadko.

Uznano powszechnie, że hierarchia kościelna zachowała się jak prostytutka. Gotowa za pieniądze zrobić wszystko.

Już mniej zgodne były wezwania do bojkotu polskiego Kościoła kat. Polski doktor Luter jeszcze się nie pojawił.

Obrońcy pedofilii i lawendowej mafii

Nie umilkły jeszcze przygany za kolejny katolicki ślub prezesa Kurskiego, kiedy „Gazeta Wyborcza” ujawniła wstrząsające fakty.

Otóż naście lat temu nieletnia córka lokalnego polityka PiS i współpracownika Jacka Kurskiego była molestowana seksualnie przez starszego od niej osiem lat syna Jacka Kurskiego.

W 2015 r. sprawa wyszła na jaw. Podległa Ziobrze, koledze Kurskiego, prokuratura dwukrotnie umarzała śledztwo.

Czy miał w tym udział pan prezes TVPiS? Tego nie udowodniono.

Nie trzeba wykazywać prawdziwości powszechnie powtarzanej tezy, że elity PiS i hierarchowie Kościoła kat. zawarli sojusz tronu z ołtarzem.

To zapewne dzięki takiemu sojuszowi pan prezes Kurski mógł dostać „unieważnienie” swego małżeństwa.

To zapewne dzięki temu sojuszowi zapowiadana od ponad roku przez premiera Mateusza Morawieckiego komisja ds. pedofilii nie była powoływana.

Tu trzeba przypomnieć, że po projekcji pierwszego filmu braci Sekielskich, poświęconego ukrywaniu przypadków księży pedofilów przez hierarchów polskiego Kościoła kat., elity PiS obiecały wyjaśnienie tego problemu.

Ale instytucje, które miały oddelegować tam swoich przedstawicieli, nie śpieszyły się z tym.

Za to związane z elitami PiS media upowszechniały tezę, że pedofilia jest procederem powszechnym w innych środowiskach. Przede wszystkim murarzy i reżyserów filmowych.

Dopiero po projekcji drugiego filmu braci Sekielskich, też poświęconego kościelnej pedofilii, nastąpiła reakcja elit PiS. Prezydent, premier oddelegowali tam swoich przedstawicieli. Wszyscy czekali na Sejm RP, który miał wybrać jedną trzecią składu tej komisji.

Głosowanie zaplanowano na 19 czerwca, ale pani marszałek Elżbieta Witek arbitralnie przesunęła je na 15 lipca. Na czas po wyborach prezydenckich.

W czasie głosowania doszło do kolejnego wydarzenia, które wstrząsnęło polskim Kościołem kat.

Żelaznym kandydatem na przedstawiciela Sejmu w tej komisji był katolicki ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Zaprzyjaźniony z prawicowymi elitami. Współpracownik Pawła Kukiza, bliski wielu posłom PSL, no i parlamentarzystom PiS.

W czasie głosowania składu komisji pani marszałek Witek cały czas śmiała się gromko. Dostała istnego ataku „głupawki”. Mimo to nie przerwała głosowania, by opanować się i zachować powagę w tak ważnej chwili.

Taka „głupawka” była mimowolną zapowiedzią wyniku głosowania.

Otóż pomimo poparcia prawicowych parlamentarzystów z opozycji, ks. Isakowicz-Zaleski nie uzyskał wymaganej liczby głosów.

Bo wielu posłów PiS głosowało przeciwko niemu.

Czemu tak się stało – wyjaśnia w tygodniku „Najwyższy Czas!” sam odrzucony. Ksiądz Isakowicz-Zaleski wielokrotnie mówił i pisał o „lawendowej mafii” w polskim Kościele kat. O bardzo wpływowym środowisku hierarchów homoseksualistów, którzy stworzyli tam nieformalny system awansowania, uzyskiwania lepszej pracy za seks. Oferowany młodym klerykom i księżom przez starszych, ale wpływowych hierarchów.

„Lawendowa mafia” zainteresowana jest też unikaniem wszelkiej świeckiej kontroli w Kościele kat. W efekcie takiej postawy trudno jest ścigać pedofilów działających w strukturach kościelnych.

Ksiądz Isakowicz-Zaleski dla wielu polskich, prawicowych katolików jest symbolem ostatniego prawego nurtu w Kościele kat.

Dlatego, komentując to wydarzenie w internecie, często grożą swym rozbratem z Kościołem.

Co źle wróży hierarchom kościelnym.

Facebook Comments
Poprzedni artykułAntifa – chłopiec do bicia Trumpa
Następny artykułMusztarda po obiedzie
Piotr Gadzinowski
Poseł na Sejm RP w latach 1997–2007. Redaktor i felietonista w: „itd”, „Trybunie”, „NIE”, Lewica24. Publikował też w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Sztandarze Młodych”, „Przeglądzie”, „Dziś”, Onecie, Strajku, „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, mediach chińskich. Publicysta, komentator radiowy i telewizyjny, scenarzysta, wykładowca akademicki. Autor i współautor ośmiu książek poświęconych kulturze i polityce. Odznaczony medalem Zasłużony dla Kultury „Gloria Artis” oraz „Tęczowym Laurem”, „Srebrnymi Ustami” i „Złotą Odznaką” Stowarzyszenia Filmowców Polskich. (Wielbiciel i znawca orientalnych potraw, w tym trunków – przyp. red).