Biskup wyklęty

Gościnny występ abp. Marka Jędraszewskiego w Warszawie wyglądał jak oblężenie okopów Świętej Trójcy. Kościół św. Ojca Pio, w którym metropolita krakowski celebrował mszę ku czci „żołnierzy wyklętych” (i bredził jak poparzony, że oczy generała Fieldorfa „Nila” wydają nam rozkaz-cytat z Herberta: „Bądź wierny, idź”), otoczyła szczelnie policja, pod kościołem zaś trwał protest pod hasłem: „Tęczowa zaraza i cywilizacja śmierci witają abp. Jędraszewskiego”. Demonstranci przynieśli tęczowe banery z napisami: „Nie masz Boga w sercu”, „Przekazujesz znak nienawiści”, „Dymisja subito”. Kilku z nich chciało iść na mszę, lecz nie wpuścili ich mundurowi. Kulsony muszą teraz nieomylnie odróżniać prawdziwych katolików, którym wolno wejść do kościoła, od elementów niepożądanych. A Jędraszewski, zamiast brać przykład z „Nila” i z Herberta, chowa się tchórzliwie za kordonem policji.

Sprawcy zarazy

Wrocław. W kościele św. Michała Archanioła ks. Leonard Wilczyński nie odczytał na mszy zaleceń Episkopatu, według których w okresie zagrożenia koronawirusem komunię można przyjmować „na rękę”, a wierni nie muszą korzystać z wody święconej. „Podczas kazania ksiądz bardzo żywiołowo dowodził, że maseczki i żele antybakteryjne nie pomogą nam w walce z koronawirusem, bo tylko modlitwa może ochronić ludzi. Tłumaczył, że epidemia to kara boska za życie w grzechu: za homoseksualizm, za pary, które mieszkają razem bez ślubu i za tych, którzy mordują nienarodzone dzieci” – opowiada Wyborczej.pl uczestniczka mszy Patrycja. Kaznodzieja zaatakował też lekarzy (bo wspierają „eksperymenty na płodach” i zakazują wiernym używania wody święconej, chociaż w kościele „jest duża przestrzeń, nie to co w klubach”) oraz Chińczyków („są brudni, jedzą nietoperze i martwe płody”). Ludzie zaczęli wychodzić z kościoła. Dziennikarze, którzy chcieli porozmawiać z ks. Wilczyńskim, usłyszeli, że „jest ostatnio trochę chorowity” i nie może podejść do telefonu. Czyżby spotkała go kara za wszystkie wymienione w kazaniu grzechy?

Ucieczka z kruchty

„Polska jest najszybciej laicyzującym się państwem świata” – przyznał ks. dr hab. Paweł Mąkosa z KUL na dorocznym spotkaniu formacyjnym proboszczów archidiecezji warszawskiej. „W Warszawie realnie w eucharystii uczestniczy 8–10 proc. młodych. Systematycznie rośnie liczba tych, którzy deklarują, że nigdy nie uczestniczą w mszy. Wskazania moralne (Kościoła – D.W.) przyjmuje jedynie 7 proc., odrzuca je jednoznacznie aż 72 proc. Od 2013 r. ok. 30 proc. uczniów szkół średnich zrezygnowało z katechezy, w Warszawie nawet 44 proc.” – dodał. Skoro tak, to wypadałoby uderzyć się w piersi, poszukać przyczyn na własnym kościelnym podwórku. Uczony z KUL obwinia jednak „brak przekazu religijnego w rodzinie, materializm i panseksualizm”; dopiero na czwartym miejscu wymienia „błędy ludzi Kościoła”. Nie kojarzy też nachalnej odgórnej klerykalizacji z galopującą oddolną laicyzacją. Tylko tak dalej, wielebni.

Państwo policyjne

Szesnastolatek z małopolskiego Jordanowa, który pobożni radni ogłosili „strefą wolną od LGBT”, zamieścił na Facebooku herb swojej gminy na tęczowym tle, żeby zaprotestować przeciw dyskryminacji osób nieheteronormatywnych. Miejscowy burmistrz poszczuł go policją, ta zaś wszczęła postępowanie z art. 137 kk, który dotyczy ochrony symboli państwowych – hymnu, orła i flagi – a nie herbów miast czy gmin. Po drugie, nieletni nie podlega odpowiedzialności karnej z tego artykułu. Po trzecie, wmawiano mu, że znieważył herb Jordanowa, co kłóci się z przyjętym orzecznictwem i zdrowym rozsądkiem (sprawca nie godził symbolicznie w swoją gminę, lecz w decyzję jej władz). Na komendzie grożono małolatowi, że wyląduje w poprawczaku. Zastraszony, przeprosił na FB za swój czyn. Dr Mikołaj Małecki z UJ powiedział w TOK FM, że w tej sprawie przestępstwo wymuszenia groźbą bezprawną określonego działania popełniła policja, ale kogo obchodzi prawo w dobie kaczyzmu-ziobryzmu.

Czyste sumienie

Pracując nad zmianą ustawy o zawodzie lekarza, sejmowa Komisja Zdrowia przemyciła zapis, że lekarz, który odmówi pomocy pacjentowi, powołując się na klauzulę sumienia, nie będzie już musiał informować go o możliwości uzyskania danego świadczenia medycznego gdzie indziej – u innego lekarza czy w innej placówce. Inaczej mówiąc, katolicki lekarz, bo o nich tu chodzi, będzie mógł w majestacie prawa wyrzucić za drzwi pacjentkę potrzebującą antykoncepcji, badań prenatalnych, in vitro lub aborcji: ja się tego nie podejmę i nie obchodzi mnie twój dalszy los. Za tak rozumianym komfortem psychicznym lekarzy opowiedział się Trybunał Konstytucyjny w 2015 r., jeszcze pod wodzą prof. Rzeplińskiego. W obradach komisji brał udział Marcin Olszówka z Ordo Iuris, organizacji non stop lobbującej w Sejmie na rzecz dalszej klerykalizacji prawa. Im więcej wolności dla lekarzy, tym mniej dla pacjentów, którzy ich utrzymują.

Do kosza obok figury

Wałbrzych, parafia pw. Matki Boskiej Częstochowskiej. Jak czytamy na jej stronie internetowej, odprawia się tam regularnie „Modlitwę za niewierzące potomstwo”: „W każdą środę i piątek przed Mszą św. modlimy się za tych, którym zabrakło wiary: dzieci, chrześniaków, wnuków. Imiona potrzebujących modlitwy wypisujemy na kartkach i wrzucamy do kosza obok figury Matki Bożej. Warunkiem wypisania imion jest osobiste zaangażowanie we wspólną modlitwę, na miarę swoich możliwości”. Łatwo zrozumieć, że administratorzy strony, czyli biegły w internecie wikary lub jakiś jego pomagier, chcą zwabić wiernych do kościółka, by osobiście modlili się za niewierzących zstępnych (dzieci, wnuki, prawnuki). Cykliczność tych obrzędów („w każdą środę i piątek”) podpowiada jednak, że niewierzący uporczywie nie chcą się nawrócić. A może o to właśnie chodzi – mieć pretekst do modłów w nieskończoność?

I znów bijatyka

Łowicz, kampanijna wizyta Andrzeja Dudy. W internetowym reportażu Wolnych Mediów sceny ulicznych przepychanek przeciwników i zwolenników gościa przeplatają się z migawkami z odprawianej z tej okazji w kościele mszy. „Panie, zmiłuj się nad nami…”. „Wstydu nie masz, człowieku!”. „Dlaczego?”. „Dlatego, że stoisz z tymi dziadami”. „Chryste, zmiłuj się nad nami…”. „Gdzie kultura, żeby gwizdać na prezydenta?!”. „Kocham prawo”. „Nie gwizdać!”. „A pan chodzi do kościoła?”. „Poczułem się jak w katolickiej rodzinie”. „I bardzo dobrze”. Reportaż kończy się piosenką: „I znów bijatyka, i znów bijatyka, i znów bijatyka cały dzień”.

Katodoradztwo

Pod koniec lutego odbył się Kongres Profesji i Zawodów Pomocowych pod auspicjami prezydenta RP. Aktyw kościelny, w tym Beata Choroszewska z Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin, postuluje zarejestrowanie zawodu katolickiego doradcy rodzinnego (jest ich już 5 tys.), finansowanie przez państwo katolickich poradni rodzinnych (tych z kolei jest blisko 3 tys.) oraz refundację oszukańczej naprotechnologii. Pracownik socjalny w Polsce zarabia średnio 2100 zł netto, lecz muszą znaleźć się miliony na doradztwo katolickie. A ono wymaga klauzuli sumienia: „Osoba udzielająca porady może odmówić prowadzenia sprawy w razie wystąpienia konfliktu sumienia”. Kiedy to wszystko wejdzie w życie, będzie można odesłać z kwitkiem nastolatkę w ciąży, geja w depresji, maltretowaną żonę, która chce rozwodu. „Chyba że się przeżegna i odmówi paciorek, to może porada lub miska zupy za państwowe pieniądze się znajdzie” – komentuje „Kuna” na stronie Polskiateista.pl.

Facebook Comments