Na pokorę. Trudno znaleźć pigułkę na pychę młokosa, czasem pokora przychodzi z doświadczeniem życiowym bądź… pod wpływem społecznego nacisku. Hejt, jaki spadł na głowę słynnego salcesonowego egzorcysty ks. Michała Olszewskiego, który przechwalał się beztrosko swoimi niekonwencjonalnymi metodami walki ze Złym, skłonił duchownego do refleksji. Na łamach „Dużego Formatu” wyznaje dziś: „Miałem 29 lat, popełniłem wiele błędów w komunikacji. Moje anegdoty zostały źle zinterpretowane. Nie uważam, że oglądanie Harry’ego Pottera może doprowadzić do opętania (ani że salcesonem można wypędzić Szatana weganizmu – red.)”. Pokora? Chyba nie do końca, skoro to inni źle zrozumieli, przekręcili, wypaczyli przekaz.

Na ignorancję. „Ręce księdza nie przenoszą koronawirusa, bo przecież są święte”, „ksiądz to Boży posłaniec, nie zaraża”, a „Kościół – dom Boży daje wiernym ochronę, nie można zakazywać ludziom udziału w mszy św.” – tego typu bzdury padały z ust polskich duchownych w czasie pandemii. Tymczasem w parafii pw. św. Teresy w Siedlcach jeden z księży został zarażony koronawirusem i trafił do szpitala, a ośmiu księży wysłano na 14-dniową kwarantannę. To już kolejny taki przypadek w Polsce. Widać dla Boga nie ma równych i równiejszych, tylko kiedy zda sobie z tego sprawę kościelny personel?

Na ślepotę. W psychologii znanym mechanizmem obronnym jest mechanizm zaprzeczania, który ma człowieka chronić przed bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Pozorna to ochrona. To, że zaprzeczymy istnieniu problemu, nie znaczy, że on nie istnieje. Podobny mechanizm zastosował u siebie ks. Roman Kneblewski, który na antenie prawicowej telewizji internetowej wRealu 24, komentując najnowszy film braci Sekielskich, stwierdził, że w zasadzie w Kościele katolickim problem pedofilii nie istnieje. „Wśród księży pedofilia jest niesamowitą rzadkością. Przypadków stwierdzonych pedofilii, demoralizowania dzieci, to jest gdzieś koło pół promila, nawet nie procent jeden, w innych grupach zawodowych jest dużo więcej”.
Kurtyna!

Na obrazę uczuć. Konia z rzędem temu, kto wymyśli w końcu skuteczny specyfik na rozwolnienie wywoływane poczuciem urażonej świętej dumy. Specyfik taki mogliby sobie zażyć wierni z parafii św. Alberta Chmielowskiego w Łodzi i w końcu byłby… święty spokój. A tak od 11 maja, od kiedy w Łodzi działa komercyjna sieć 5G, ci ubzdurali sobie, że na krzyżu wspomnianego kościoła i dzwonnicy kościelnej zamontowano nadajnik tejże sieci, co według nich jest profanacją świętości i obraża ich uczucia religijne. Nic im po zapewnieniach księży ze św. Alberta, iż żadnych takich nadajników w kościele nie ma. Wierni piszą apele do radnych i wciąż czują się urażeni. Tak to już jest ze świętościami – urojony rozstrój gwarantowany.

Facebook Comments