Na rozum. Pigułkę z dawką rozsądku w kwestii rządowego pomysłu wypowiedzenia przez Polskę konwencji stambulskiej oferuje ks. Krzysztof Mądel, filozof, teolog, jezuita. Na stronie Wiadomo.co zauważa, że w treści konwencji znajduje się „niezbyt fortunne” sformułowanie sugerujące, że religia może być źródłem przemocy w rodzinie, zaznacza jednak, że „nie można traktować niedoskonałości tekstu jako pretekstu do wylania dziecka z kąpielą”. Wskazuje też na uwstecznienie Kościoła, co widać, jego zdaniem, m.in. w usilnym bronieniu patriarchatu, który Mądel nazywa „przeżytkiem”, podobnie jak w działaniach partii politycznych w Polsce, które „nie umiejąc zaangażować się w dojrzały sposób w pomoc obywatelowi, wracają do starych, czasem kompletnie nieaktualnych kodów kulturowych” i za wszelką cenę bronią „pewnych elementów tzw. tradycyjnego postrzegania rodziny czy płci”, które być może mają wartość historyczną, ale nic poza tym.

Na wkurw. Pozostając w temacie konwencji, nie sposób nie wspomnieć o furii, jaką pomysł jej wypowiedzenia wzbudził w środowiskach kobiecych. Choć wyszedł on od strony rządowej, kobiety nie mają wątpliwości o wpływie Kościoła na proces wcielania go w życie. Dlatego w poprzedni piątek Strajk Kobiet zorganizował protesty przed siedzibą prokatolickiej organizacji Ordo Iuris, która zdaniem aktywistek jest „groźną grupą fundamentalistów, wspierających idee zakazu rozwodów, zakazu aborcji, zakazu edukacji seksualnej i wreszcie – legalizacji przemocy domowej”. Kobiety w strojach Podręcznych (postaci z powieści Margaret Atwood o państwie totalitarnym, sprowadzającym kobiety do roli niewolnic), protestowały pod siedzibą OI słowami: „Przestańcie nas wkur****” i „Nie będziemy ofiarami”.

Na mędrkowanie. „Szacunek dla demokracji oznacza także zaakceptowanie przegranej” – podkreśla ks. prof. Piotr Mazurkiewicz, politolog Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w rozmowie z KAI. Odnosi się tym samym do prób unieważnienia wyborów prezydenckich przez opozycję. Prawica i Kościół po wygranych przez Andrzeja Dudę wyborach prezydenckich przyjęły zmyślny front wyrażania zażenowania oburzeniem opozycji na wyborczy wynik. Problem w tym, że w demokracji honorowo jest walczyć zgodnie z regułami fair play, a ostatnia walka wyborcza w Polsce znamion uczciwej gry nie miała. Parafrazując ks. Mazurkiewicza, można by więc powiedzieć: „Szacunek dla demokracji oznacza nie akceptować zagrywek nie fair”.

Na szczęście. Jedni łykają prozac, inni szukają go na Tinderze, jeszcze innym do szczęścia potrzebna jest samotnia. Halina Dąbrowska-Jagodzińska znalazła je porzucając w 70. roku życia status ateistki i przyjmując chrzest. Jak donosi „Gość Niedzielny”, chrzciny odbyły się w archikatedrze oliwskiej, a chrzestnym Haliny został jej własny syn. „Dawno nie byłam tak szczęśliwa” – wyznała po ceremonii kobieta. Cóż, ścieżki do szczęścia są różne, choć czasami zwodnicze.

Facebook Comments