Gdyby nie pandemia, dość niedwuznaczna zapowiedź Prawa i Sprawiedliwości, że nie zamierza wykonać decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE, wstrząsnęłaby polskim życiem politycznym.

Najważniejsza instancja w systemie prawnym Unii Europejskiej orzekła, że Izba Dyscyplinarna polskiego Sądu Najwyższego musi natychmiast wstrzymać orzekanie. W rozumieniu standardów Wspólnoty nie jest bowiem w ogóle sądem, ponieważ brak jej przymiotu niezawisłości. Piętnastu sędziów TSUE wydało tzw. środek zabezpieczający, uznając, że kontynuowanie postępowań przed Izbą Dyscyplinarną wyrządziłoby nieodwracalne szkody naszemu – a tym samym i europejskiemu – wymiarowi sprawiedliwości. W odpowiedzi rząd zapowiedział skierowanie w tej sprawie pytania do Trybunału Konstytucyjnego. Ten organ, kierowany przez Julię Przyłębską, „odkrycie towarzyskie” prezesa Kaczyńskiego, który regularnie spotyka się u niej w domu na kolacyjkach, i składający się w większości z wiernych żołnierzy Nowogrodzkiej, wyda każdy wyrok oczekiwany przez władzę (i zapewne z nią po cichu uzgodniony).

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments