O paradokumentach można dyskutować w pracy i przy stole. Wartości artystycznej tego typu serie nie mają, ale miewają czasem walor edukacyjny. Bywa więc, że ta „wstydliwa przyjemność” jest użyteczna.

„Ludzie lubią znane piosenki”. Najlepiej bawimy się w swojskich klimatach i podczas podglądania bliźnich. Uwielbiamy bać się na horrorach i płakać na melodramatach. A kiedy oglądamy tzw. prawdziwe życie, czyli dokumentalną telenowelę, np. „Ukrytą prawdę”, przyjemność sięga zenitu.

Kulturoznawcy, socjologowie i krytycy grzmią, że dokumentalne telenowele to „samo zło” – kicz, pretensja i krzywy obraz świata. Tymczasem każdego dnia miliony Polaków, od gospodyń domowych, przez bezrobotnych, emerytów, uczniów, studentów i pracowników korporacji na zwolnieniach zasiada przed telewizorami. To nic, że aktorstwo kiepskie, dialogi sztuczne, a zakończenie przewidywalne. Liczą się emocje i poczucie, że jesteśmy szczęściarzami, bo ci z telewizji mają gorzej.

Publiczność głosuje więc pilotami i z wypiekami na twarzy ogląda: „Na ratunek 112” o pracy operatorów nr 112, „Szpital”, „Ukrytą prawdę”, „Szkołę”, „Trudne sprawy”, „Dlaczego ja”, „Drogówkę”, „Sędzię Annę Marię Wesołowską”, „Oszukane”, „Gliniarzy”, „19+” i wiele, wiele innych. Najwięcej takich seriali pokazują na swoich antenach Polsat i TVN.

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

współpraca Norman Tabor

Facebook Comments