Tym razem piszemy głównie o naukowych osiągnięciach naszych zdolnych rodaków, choć będzie też o dwóch ciekawych projektach biznesowych, oczywiście rodzimego autorstwa.

Wstręt i osądy

Czy czynniki zewnętrzne, wpływające na uczucie wstrętu, np. przykry zapach, mogą wpływać na naszą racjonalność i wybory moralne? Pytanie z pozoru może wydać się absurdalne. Bo niby jak przykry zapach miałby wpłynąć na to, jak coś osądzamy? Czyżbyśmy naszych osądów nie opierali głównie na faktach? A jednak psychologowie z Wrocławia i Lublina postanowili zbadać sprawę i przeprowadzili eksperyment. W pobliżu śmietnika, wokół którego rozlali przykry dla ludzkich (i nie tylko) nozdrzy środek odstraszający dziki, przepytywali ochotników, poddając ich ocenie rozmaite dylematy moralne, np. czy gdyby była możliwość podróży w czasie, etyczne byłoby zabicie Hitlera, zanim dojdzie do władzy?; czy słuszne jest poddanie schwytanego zamachowca torturom, żeby dowiedzieć się, czy podłożył gdzieś kolejną bombę?; czy lekarz powinien podać chorym nowy lek, którego skutki uboczne doprowadzą do śmierci części osób, ale jednak większości chorych uratuje życie? Odpowiedzi osób przepytywanych w smrodliwych warunkach wykazały ciekawą zależność, a mianowicie, że osoby, które w ramach badania zadeklarowały większy poziom wstrętu wywołanego przykrym zapachem, były bardziej surowe w swoich ocenach moralnych. To znaczy, kładły większy nacisk na etyczność osiągania celu, czyli odpowiadały, że: „nie pozwoliłyby torturować zamachowca, nie podałyby leku ratującego życie o groźnych skutkach ubocznych, ani nie zabiły kogoś niewinnego, by nie dopuścić do wyrządzenia zła”. A więc wstręt związany ze smrodem może zmienić podejście do tego, co etyczne, a co nie. Jak wnioski z tego płynące można przełożyć na nasze życie? Chociażby analizując polską homofobię. Zgodnie z powyższymi badaniami, te spośród jednostek homofobicznych, które odczuwają wstręt na myśl o seksie osób tej samej płci, zapewne częściej postrzegać będą osoby homoseksualne jako z gruntu niemoralne.

Wdech bez toksyn

Polscy naukowcy pod kierownictwem prof. Juana Carlosa Colmenaresa z Instytutu Chemii Fizycznej PAN opracowali efektywny i tani adsorbent zdolny oczyszczać powietrze z różnych toksycznych związków. Innowacyjny materiał składa się z dwóch stosunkowo tanich i łatwych do pozyskania substancji: dwutlenku tytanu oraz tlenku grafitu i nie tylko adsorbuje z powietrza toksyczne opary, lecz dzięki właściwościom fotokatalitycznym również rozbija je na mniej toksyczne związki. Tlenek grafitu wyłapuje cząstki toksyn, a dwutlenek tytanu unieszkodliwia je dzięki fotokatalizie. Materiał, który pierwotnie miał być wykorzystywany jako dodatkowa warstwa w maskach przeciwgazowych dla żołnierzy, może też znaleźć zastosowanie w uniformach ochronnych, a także być pomocny w oczyszczaniu wody i gleby.

Plastyczny mózg

Tego odkrycia dokonał nasz rodak dr hab. Marcin Szwed z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego wspólnie z francuskim neurologiem prof. Laurentem Cohenem z Instytutu Badań nad Mózgiem i Rdzeniem Kręgowym (Institut du Cerveau et de la Moelle epinière). Jak podaje serwis „Nauka w Polsce”, obaj naukowcy pracowali wspólnie od 2007 r. Po latach badań wykazali, że grupy neuronów w korze wzrokowej potrafią się specjalizować w czytaniu tekstu, niezależne od kultury i systemu pisma. Oznacza to, że u osób niewidomych, które czytają tekst rękoma za pomocą alfabetu Braille`a aktywowane są w mózgu te same obszary wzrokowe (a nie dotykowe, jak zakładano wcześniej), co u osób widzących. Badania Polaka i Francuza są kolejnym dowodem na to, że mózg jest bardziej plastyczny, niż przez wiele lat przypuszczano. Obszary kory mózgowej, odpowiedzialne za wzrok czy słuch, potrafią się przestawić na odbiór informacji z innych zmysłów. Za swoje odkrycie badacze otrzymali prestiżową Polsko-Francuską Nagrodę Naukową, ufundowaną przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej, Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego, Nauki i Innowacji (MESRI) we Francji oraz Francuską Akademię Nauk z okazji Polsko-Francuskiego Roku Nauki.

Skaner stóp

Być może jesteś tym z miliona Polaków, który w popularnych salonach z obuwiem marki CCC miał już styczność z omawianym tu polskim wynalazkiem. Mowa o Esize.me, czyli skanerze stóp dostępnym w 190 sklepach CCC i 24 sklepach Eobuwie.pl. Esize.me pozwala na dokładny pomiar stopy, ułatwiając dobranie odpowiedniego dla nas rozmiaru obuwia. Znajomość właściwego rozmiaru naszych stóp przydaje się zwłaszcza wtedy, gdy butów nie możemy przymierzyć w sklepie stacjonarnym, lecz kupujemy je on-line. Przed pandemią z usługi Esize.me można było skorzystać wyłącznie w punktach stacjonarnych, ale czas zarazy przyspieszył rozwój projektu nad skanerem 2D do skanowania stóp w warunkach domowych. Teraz możemy już dokonać pomiaru nie ruszając się z fotela. Wystarczy biała kartka A4 oraz telefon z aplikacją Eobuwie.pl. Dodatkowo Esize.me pracuje nad udoskonaleniem funkcji przeznaczonych dla dzieci i dorosłych. Jak zdradził serwisowi Money.pl Konrad Jezierski, dyrektor przedsięwzięcia, teraz można już zeskanować stopę dziecka i pomóc wybrać dla niego idealny rozmiar, ale wkrótce będzie też można przewidzieć, jakie buty będą na dziecko pasować za kilka miesięcy. „Nasz system uczy się i przewiduje, w jakim tempie będzie rosła stopa. Przypomni również, kiedy dany model buta może być już dla stopy dziecka za mały” – dodaje. Choć do tej pory Esize.me dostępne było wyłącznie w Polsce, do końca roku zamierza zawojować pięć rynków poza granicami naszego kraju.

Wirtualne podróże językowe

Lockdown związany z trwającą obecnie pandemią nie dla wszystkich miał negatywne skutki. W niektórych uruchomił pokłady kreatywności, wiele osób popchnął do szukania rozwiązań tych problemów, które pojawiły się wraz z izolacją. Do takich osób należy Dorota Sakowska-Hunt, właścicielka dwóch firm związanych z korektą językową native speakerów oraz tłumaczeniem tekstów. Gdy zaczął się lockdown, stanęła przed problemem znalezienia native speakera do nauki języka hiszpańskiego dla swojego dziecka. Nie można było chodzić do szkoły, a córkę czekał egzamin z tego języka. Przydały się znajomości z osobami z zagranicy, jakie nawiązała, prowadząc swoje firmy. Znajomi, choć nie byli korepetytorami, chętnie rozmawiali z dziewczynką poprzez aplikację ZOOM, opowiadając jej o swoim kraju. Ta forma lekcji była tak ciekawa, że córka w lot łapała słownictwo. Nauka sprawiała jej frajdę, a egzamin zdała śpiewająco. Gdy zamknięcie szkół się przedłużało, a zaplanowane z rodziną wyjazdy zagraniczne zostały odwołane, Dorota Sakowska-Hunt postanowiła również poprzez ZOOM, z pomocą zagranicznych znajomych, zorganizować swoim dzieciom wirtualne podróże językowe. Łącząc się z osobami z różnych miejsc na świecie, które opowiadały i/lub pokazywały, jak się żyje w ich kraju i co ciekawego można tam zobaczyć dzieci miały możliwość przeżyć swego rodzaju przygodę, bez ruszania się z domu. Ponieważ młodzi „podróżnicy” bardzo pozytywnie ocenili te wyprawy on-line, przedsiębiorczyni stwierdziła, że pomysł ów warto skomercjalizować. Tak powstała LEO Academy oferująca wirtualne obozy językowe. Projekt ruszył tuż przed wakacjami i do końca lipca ma mieć w ofercie pięć propozycji różnych wypraw. Jak widać, Polak (Polka) potrafi nawet w czasach zarazy.

Facebook Comments