Na niedawno zakończonych Targach Książki w Warszawie znalazło się stoisko Wyższej Szkoły Policji. Wśród fachowych publikacji oferowało zwiedzającym bezpłatnie książkę „Państwa. Kościoły. Policje”.

Wbrew zawartym w tym tytule ogólnikom, treść książki* odnosiła się przede wszystkim do Polski i do jedynie słusznej religii, czyli katolicyzmu. Na tle książek o technikach kryminalnych, reklamowanych przez policyjną szkołę, niniejszy tytuł wyglądał jak dzieło indoktrynujące policjantów, rodem z totalitarnej epoki. I faktycznie na podstawie pobieżnej lektury rzeczonej pozycji można domniemywać, że neutralność światopoglądowa jest przyszłym oficerom policji skutecznie odradzana.
Książka została wydana kilka lat temu, co oznacza, że już parę roczników oficerów pozycji czerpało z niej wiedzę na temat bezstronności służb państwowych. Słowo wstępne nie pozostawia wątpliwości, o jakiej roli Kościoła się w niej mówi: „Państwo, jako dobro wspólne (…) nie powinno stanowić takiego prawa, które sprzeciwiałoby się prawu naturalnemu lub wielowiekowej tradycji religijnej. Książka ta z pewnością przyczyni się do tego, aby tak ważne instytucje, jak: państwo, kościoły czy policja odkryły dla siebie szerokie możliwości współpracy dla dobra każdego człowieka”.
Jedyną wykładnią relacji państwo – religia jest punkt widzenia prezentowany przez katolickich hierarchów.
„Z punktu widzenia Kościoła podstawowe poglądy, na które powołuje się myśl liberalna (przekonanie o nieistnieniu Boga i uznanie wolności jednostki za wartość najwyższą) są deklaracjami niemającymi żadnych przekonujących uzasadnień”.
Kuriozum podobnych wypowiedzi sprowadza się do dwóch rzeczy. Po pierwsze, nie ma żadnych przekonujących uzasadnień w sprawie istnienia jakichkolwiek bogów, a po drugie, religijne stanowisko w sprawie sił objawionych nie powinno mieć jakiegokolwiek znaczenia dla osób sprawujących istotne społeczne funkcje, czyli m.in. dla pracujących w policji.
Tymczasem w książce sugeruje się rządowym strukturom, aby te w sposób podejrzany traktowały naukowców i wszelkiej maści racjonalistów.
„Skutki nadmiernej wiary w ludzki umysł, rozum i podkreślenie nieskrępowanej wolności jednostki okazują się jeszcze bardziej niebezpieczne” – czytamy w niej.
Krótko mówiąc, jedynie wolność ograniczona do kościółkowego sposobu bycia, jedzenia, ubioru i „niemyślenia” jest dopuszczalna i bezpieczna, zaś wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi intelekt policja powinna stać się czujna, bo to potencjalne zagrożenie.
Autorzy książki uważają, że ateistów w Europie nie ma, a jeśli są, to ich nie powinno być, co w tekście skierowanym do policjantów brzmi szczególnie złowrogo. W jednym z rozdziałów autorzy piszą:
„Wydaje się, że w Europie nawet ci, którzy nie przyznają się do żadnej religii, w głębi duszy są wierzącymi, chociaż czasem o tym nie wiedzą”.
Czyż to nie otwarte zachęcanie policji do wykluczenia, wyrzucenia poza nawias społeczny tych, którzy mimo wszystko nie wierzą w niewidzialnego przyjaciela? Wydaje się poza tym, że autorzy, usilnie dyskredytując racjonalność, niejako nie rozumieją, czym w zasadzie jest ateizm. Bo ten przecież (podobnie jak i teizm) nie opiera się na żadnych możliwych do ściśle racjonalnej weryfikacji przesłankach, więc jest raczej aktem wiary.
A już pojawiające się w książce argumenty, że „ateiści” pokroju Stalina i Hitlera byli największymi zbrodniarzami w dziejach, są prymitywną generalizacją, który w danej pozycji wydawniczej nie brakuje (patrz poniżej).
„Z punktu widzenia etyki chrześcijańskiej (na co zwrócił uwagę Jan Paweł II) uzasadniona jawi się obawa, że zanegowanie wrodzonej przynależności człowieka do Boga narazi społeczeństwa Europy na niebezpieczeństwa związane z umacnianiem się tendencji laicyzmu i sekularyzacji agnostycznej i ateistycznej, które w przeszłości przyniosły tragiczne skutki dla całego kontynentu. Owej wrodzonej potrzeby przynależności do Boga ludzie nie potrafi w sobie stłumić, są jednak w stanie zrealizować ją poprzez podporządkowanie się różnego rodzaju autorytetom”.
W podsumowaniu książki dostajemy zaś kwintesencję złotych myśli. Napisano tam bowiem: „(…) nie ma sprzeczności między wiernością wobec demokratycznego państwa, które szanuje godność człowieka i wolności obywatelskie, a wiernością córki lub syna Kościoła. I ewangelizacja. W przypadku policjantów polega ona na tym, by pracę w policji traktować jako służbę, wypełniać ją sprawiedliwie, starając się zapewnić poszanowanie godności innych i żyć wymogami ewangelii podczas pełnienia obowiązków. …człowiek może odnaleźć swoją wielkość, godność i wartość swojego człowieczeństwa jedynie w tajemnicy dokonanego przez Chrystusa Odkupienia”.
Oczywiście można uznać, że każdy, kto potrafi pisać i komu ktoś chce to wydać ma prawo snuć swoje religijne rozważania. Tylko dlaczego podobne rozważania wydaje drukiem Wyższa Szkoła Policji? I czy świadomość, że podobną demagogię zaszczepia się w głowach funkcjonariuszy, pozwala nam czuć się bezpiecznie?

Facebook Comments
Poprzedni artykułPedofil w habicie
Następny artykułPiąta kolumna 22/2019
Dariusz Kędziora
Jest dziennikarzem i tłumaczem. Zajmuje się przede wszystkim sprawami światopoglądowymi – komentując i oceniając je z ateistycznego punktu widzenia, co w kraju zdominowanym przez religijną większość nie jest częste. Jest prezesem Koalicji Ateistycznej – organizacji, która zabiega o prawa osób niewierzących, a także członkiem założycielem Kongresu Świeckości, grupującym większość organizacji, które stawiają sobie za cel realizację postulatów budowy świeckiego państwa. Jest absolwentem Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie i jej byłym wykładowcą (Otwarty na długie dyskusje światopoglądowe, nawet jeśli nie uda się ich zakończyć konsensem – przyp. red.).