Skoro bogaczom wolno kraść, to dlaczego nie maluczkim?

Prawie połowa dorosłych Amerykanów jest obecnie bezrobotnych. Gospodarka, po ciężkim nokaucie w pierwszej rundzie starcia z niewidocznym wirusikiem opieszale jęła się gramolić, lecz w czerwcu COVID-19 ponownie wymierzył jej – i Amerykanom – potężnego sierpowego. Perspektywy następnych rund? Lepiej nie myśleć!

Kongres USA, z inicjatywy członków Partii Demokratycznej, uchwalił program pomocy dla pracowników i pracodawców, którzy zostali na lodzie. Pomoc wyniosła ponad 3 biliony dolarów. Załapali się nie tylko bezrobotni, ale wszyscy zarabiający poniżej 100 tys. dol. rocznie. Biznesy miały dostać pieniądze (na początek łącznie 349 mld) pod warunkiem, że nie zwolnią zatrudnionych, pokryją z zasiłku wypłaty pensji i najpilniejsze rachunki.

Ameryka nie byłaby Ameryką, gdyby znacznej części tego funduszu nie zdefraudowano. Rozgrabiły go wielkie, bogate przedsiębiorstwa, rodzinne biznesiki nie dostały nic. W rezultacie znaczna większość miliarderów amerykańskich, nie dość że nie poszła podczas covidowej recesji z torbami, to się na kryzysie wzbogaciła. Mamy w tej kategorii ciekawy akcent polski.

Rodaczka, 43-letnia Monica Magdalena Jaworska, mieszkająca w podwaszyngtońskiej miejscowości Ashburn, pomyślała zapewne: firmy się obławiają, a czemu nie ja? Wraz z małżonkiem, 42-letnim Tarikiem Jaafarem, myślała, myślała i wymyśliła. Para wysłała 18 podań o zasiłek do kilku agencji. Dokumentacja wniosków zawierała lewe zestawienia podatkowe, z których wynikało, że o pomoc proszą firmy zatrudniające wielu pracowników. Była to czysta fikcja. Biurokracja federalna zdążyła zatwierdzić cztery wnioski, na konto Jaworskiej i Jaafara spłynęło 1 mln 438 tys. 500 dolarów. W porównaniu z tym, co skosili rasowi amerykańscy miliarderzy przewalacze to pewnie wdowi grosz, ale mimo wszystko coś. W sytuacji, gdy bliźni stoją godzinami w kolejkach do darmowych spiżarni po coś na ząb.

Ekspansję biznesu zapomogowego przerwał ambitnemu teamowi międzynarodowemu telefon: FBI zaprasza na rozmowę. Oj, za ciepło się robi – zmartwili się Monica i Tarik. Zamiast na rendez-vous z łapsami, śmignęli na lotnisko Kennedy’ego. Jako miejsce schronienia przed organami, które nie chcą pozwolić zwykłym ludziom, imigrantom, na to, na co pozwalają multimilionerom, Monica wybrała swą ojczyznę. Małżonek na ten wybór przystał, widać wieczorami snuła mu opowieści o szemrzących ruczajach i płaczących wierzbach w kraju „dobrej zmiany”.

Para popełniła klasyczny błąd, który uniemożliwił jej bezpieczne rozkoszowanie się pobytem na słowiańskiej wyspie wolności. Kupiła bilet w jedną stronę. Takie transakcje od lat automatycznie aktywizują alarm. Niejeden zbieg z najlepszego kraju świata już się naciął. Monicę i Tarika otoczyli w terminalu nowojorskiego lotniska agenci FBI oraz US Custom and Border Protection. To był koniec ich american dream, marzenia o amerykańskim sukcesie.

Organom łapiącym udało się zamrozić na kontach większość forsy wydrenowanej z agencji Small Business Administration. Przeczuwając, co się święci, Tarik zdążył wypłacić 30 tys. w gotówce. Prawie półtora melona wróci na konta federalne i zapewne w końcu trafi do jakiejś wielkiej korporacji, której prawnicy i księgowi wiedzą, jak bezpiecznie i wydajnie skubać maluczkich.

Departament Sprawiedliwości USA informuje, że za tego typu inicjatywy biznesowe kodeks przewiduje maksymalną karę do 20 lat w celi. Jednocześnie uspokaja: z reguły kary wymierzane nowicjuszom zbaczającym z drogi prawa są niższe. Nawet jeśli tak się stanie z Monicą i Tarikiem, będą mieli dość czasu, by dumać w rozżaleniu: dlaczego bogatym i wpływowym wolno, a nam nie? Gdyby nie udało im się na to pytanie odpowiedzieć, pomagamy. Na początku lipca ze sfer rządowych wyciekło, że Biały Dom blokuje postępowania karne przeciwko osobom i firmom, które defraudowały zasiłki przeznaczone dla ofiar covidowego kryzysu. „Wolny rynek powinien być arbitrem tego, co wolno, a co nie” – argumentują zwolennicy niekarania wpływowych oszustów., Accountability US, ugrupowanie monitorujące rząd, konstatuje: „Trump nigdy jeszcze nie natrafił konsumenta, którego należałoby chronić, ani na szemrany biznes, którego szefów powinno się postawić przed prokuratorem”.

Pani Monico i panie Tariku, gdybyście buchnęli 140 melonów i półtora wpłacili migiem na kampanię wyborczą Mr. T., nikt by wam się do skóry nie dobierał.

Facebook Comments