Krytykowanie kleru i przykościelnych polityków nie jest objawem nienawiści do ludzi wierzących.

Nie jest nam w „FiM” po drodze z Kościołem katolickim. Używając terminu „Kościół”, mam na myśli jego funkcjonariuszy, których zbiorową twarz budują panowie Rydzyk, Głódź czy Jędraszewski, a także polityków, którzy zapisali Pambuka do partii PiS – a nie samych wyznawców tej religii, których jest nam żal, ale nie budzą oni naszej niechęci. Co więcej, uważamy, że kler katolicki zrobił niewiele dobrego dla Polski, za to uczynił dużo więcej złego. Przez stulecia kolaborował z państwami wrogimi Polsce, a później z władzami PRL, ciągnąc tłustą rentę ze swojej postawy np. wobec stanu wojennego czy strajków, współcześnie zaś dokonał finansowego rozbioru Polski, stając się drugim posiadaczem ziemskim po skarbie państwa. Kler i jego pomagierzy odpowiadają również za degradację praw kobiet i sianie nietolerancji, bezpośrednio przyczyniając się do mentalnej i politycznej putinizacji Polski w okresie rządów PiS.

Dlatego wystąpienie Leszka Jażdżewskiego na Uniwersytecie Warszawskim, poprzedzające wykład Donalda Tuska, oceniam jako nadzwyczaj łagodne, ale przede wszystkim prawdziwe i oddające rzeczywiste emocje większości Polaków wobec katolickiej dyktatury sumienia. Jażdżewski nie mówił oczywiście o katolikach rozumianych jako zbiorowość złączona węzłem wiary. Jego przemówienie odnosiło się wprost do kleru i polityków katolickich. To nie moherowe babcie są „obciążone niewyjaśnionymi skandalami pedofilskimi” i „opętane walką o pieniądze i o wpływy”.

Cyniczni czarnoksiężnicy

Po wystąpieniu Jażdżewskiego odezwał się jeden z adresatów jego krytyki, niejaki Kaczyński. Kiedy bowiem Jażdżewski mówił o „cynicznych wrogach nowoczesności, czarnoksiężnikach, którzy liczą, że przy pomocy zaklęć i manipulacji złymi emocjami będą w stanie zdobyć władzę nad duszami Polaków”, adresował te słowa do Kaczyńskiego i jego wasali oraz tych, których wasalem jest sam Kaczyński, czyli do kleru. Kaczyński zaskrzeczał, że „kto podnosi rękę na Kościół, ten podnosi rękę na Polskę” (niemal dosłowny cytat z Cyrankiewicza). Otóż, panie Kaczyński, Polska to nie Kościół, a Kościół to nie Polska. Nie będziesz nas, sojuszniku esbeckich kapusiów w rodzaju Kujdy, uczył, jak kochać Polskę. A cynicznym czarnoksiężnikiem jesteś ty właśnie. Używasz nienawiści do kolejnych grup społecznych (prawników, nauczycieli, kobiet, LGBT, lekarzy) jako paliwa do swojego politycznego silnika. A o twoim ograniczeniu świadczy to, że nie rozumiesz, iż silniki zacierają się na złym paliwie. I to jest twoja rychła przyszłość. To również ty, Kaczyński, zostałeś porównany (wraz z całą twoją polityczną świtą) przez Jażdżewskiego do świni, której ulubionym zajęciem jest tarzanie się w błocie. Pasuje jak ulał. Kaczyński od dekad sprowadza polskie życie publiczne do poziomu wychodka, w którego ekskrementach tarza się jego retoryka. Tymi ekskrementami są najgorsze emocje siedzące w Polakach, które Kaczyński wywleka, a następnie nobilituje, twierdząc, że ślad gówna na czole to aureola. Gównem tym jest antysemityzm i ksenofobia, które Kaczyński nazywa „wstawaniem z kolan”, gównem jest także homofobia, którą Kaczyński nazywa „moralnością”, nacjonalizm, który Kaczyński pieści jako rzekomy „patriotyzm”, seksizm, który Kaczyński nazywa „tradycją” itd.

Uderzenie Jażdżewskiego w stół prawdy wywołało też dźwięk innych nożyc. Odezwał się rzecznik Epidiaskopu, mówiąc, że „takie wypowiedzi odbieramy jako przejaw nienawiści i piętnowania ludzi wierzących”. Otóż najwyraźniej Epidiaskop słyszał inne wystąpienie, bo na pewno te słowa nie pasują do wystąpienia Jażdżewskiego. Jażdżewski nie mówił o „ludziach wierzących”, tylko o obleśnych klechach.
No i ta rzekoma „nienawiść”… W Polsce przyjęło się uważać, że o klerze katolickim należy mówić publicznie wyłącznie w pozycji klęczącej, a jakakolwiek krytyka tych panów jest „nienawiścią”. W wystąpieniu Jażdżewskiego nie było niczego nienawistnego. Była za to diagnoza moralnego utytłania kleru i jego politycznych wasali. W tym nie ma nienawiści, są tylko suche fakty.

Bulgot w szambie

Mój zdecydowany sprzeciw budzi iście goebbelsowska propaganda, która zakłamuje polski dyskurs publiczny od lat, terroryzując Polaków źle pojętą poprawnością polityczną. Ta kretyńska odmiana poprawności politycznej zabrania nam zawołać głośno, żeby kler odpieprzył się od naszych podatków, a także zapłacił zadośćuczynienia ofiarom pedofilskiego bestialstwa, które uprawiał poczynając od najmniejszych parafii, a kończąc na kardynalskich pałacach. Hamuje ona też rzetelną i krytyczną ocenę pontyfikatu Wojtyły, za którego czasów Watykan krył pedofilów i walczył z ludźmi mówiącymi prawdę o masowych gwałtach popełnianych na dzieciach przez kler.
To jest oczywistość w całym demokratycznym świecie, tylko w Polsce nadal udajemy, że nie widzimy problemu. Słusznie więc powiedział Jażdżewski, że „dla tych ludzi wszystko co narusza konsensus, że Kościół dostaje to czego chce, jest czymś niebezpiecznym. To, co powiedziałem, jest absolutną prawdą, a nie żadną kontrowersją”. Szczytem perwersji jest to, że za „kontrowersję” uchodzi krytyka kleru, a nie gigantyczny skandal pedofilski obciążający kler. Kontrowersja? Powiedzcie to gwałconym dzieciom!

Wystąpienie Jażdżewskiego spowodowało bulgotanie w prawicowym szambie. Pisowskie szczujnie rzuciły się do ataku, np. poczęły prześwietlać finanse Fundacji Industrial, której założycielem jest Jażdżewski, dopatrując się – łomatko! – datków ze strony fundacji niemieckiej i węgierskiej oraz polskiego ministerstwa kultury (z czasów sprzed nastania tam tego śmiesznego pana zwalczającego jedzenie bananów, któremu ktoś chyba przez pomyłkę dał tytuł profesora). Nie wiem, co miałoby w tym być dziwnego, że fundacja otrzymuje dotacje od zagranicznych podmiotów. Raczej nie ma przecież co liczyć na szczodrość Caritasu.

Zaskakująca jest reakcja rektora UW na wystąpienie Jażdżewskiego, wygłoszone w murach uniwersytetu. Otóż pan rektor ogłosił, że ocenia wystąpienie „bardzo krytycznie”. To zabawne. Siedzibą pana rektora jest Pałac Kazimierzowski, siedziba dawnej Szkoły Rycerskiej, której najwybitniejszym absolwentem był Tadeusz Kościuszko. To Kościuszko, a nie Jażdżewski, był autorem słów: „Widziano rządy despotyczne posługujące się tą zasłoną religii w przekonaniu, że była ona najmocniejszą podporą ich władzy; wówczas to wyposażono w sposób możliwie najbogatszy księży kosztem nędzy ludów. Przyznano im najbardziej oburzające przywileje łącznie z zasiadaniem przy tronie. Słowem, do tego stopnia rozmnożono łaski, dobra i bogactwa duchowieństwa, że połowa narodu z tego powodu cierpi i jęczy w nędzy, podczas gdy oni nic nie robiąc opływają we wszystko”. To również Kościuszko głosił, że „księża będą zawsze wykorzystywać ciemnotę i przesądy ludu. Będą posługiwać się religią jak maską, pod którą kryje się obłuda i zbrodniczość ich poczynań”. Przy nim Jażdżewski to niemal klerykał. Proponuję panu rektorowi, żeby wyniósł się z pałacu symbolicznie związanego z Kościuszką. Może właściwszą siedzibą dla osoby tak głęboko dotkniętej krytykowaniem kleru byłby pałac prymasowski? Zadziwiające jest, do jakich czynów gotowi są posunąć się ludzie w imię konformizmu.

Wystąpienie Jażdżewskiego ma być ocenione także przez prokuraturę, o czym poinformował poseł PiS Jan Mosiński, zarzucając Jażdżewskiemu „przestępstwo stypizowane w art. 257 kk” i zapowiadając złożenie zawiadomienia w prokuraturze. Rozumiem, że pan Mosiński to były działacz związkowy z koncesjonowanego przy układzie władzy związku o przewrotnej nazwie Solidarność, a także politolog, a nie prawnik. To może trochę tłumaczy głuptactwo publicznego pomówienia przezeń Jażdżewskiego o czyn z art. 257 kk. Otóż Jażdżewski, co jest oczywiste, nie „znieważał publicznie grupy ludności z powodu jej przynależności wyznaniowej”, lecz krytykował kler. Kler nie jest grupą wyznaniową, tylko zawodową, a jego krytyka nie stanowi znieważenia. Natomiast pomówienie Jażdżewskiego o przestępstwo z powodu jego poglądów (jest on bowiem klarownie „bezwyznaniowy” i temu dawał wyraz) samo wyczerpuje znamiona czynu z art. 257 kk („kto publicznie znieważa […] osobę z powodu jej […] bezwyznaniowości”). To panem Mosińskim powinna się więc zająć prokuratura, a nie Jażdżewskim. Oczywiście, w tym celu musielibyśmy mieć prokuraturę, a nie bezpiekę na usługach władzy.
Dla krytyków kleru wystąpienie Jażdżewskiego, tylko pozornie oderwane od wykładu Tuska, to jasny sygnał, aby głosować w wyborach europejskich. Będą one początkiem budowy nowej Polski, która zerwie ostatecznie z dyktatem religijnej ciemnoty. Niech się święci!

Facebook Comments