Zesłany na intratną posadę europosła do Brukseli były minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski po raz kolejny stara się dowieść swojemu szefowi z Nowogrodzkiej, że pomysł puszczenia w odstawkę jedynego w Europie (a może i na całym bożym świecie) ministra, który wie, gdzie leży państwo Escobar, był grubo przedwczesny, a na pewno niesprawiedliwy.

Eksminister udowadnia to w wywiadzie udzielonym „Naszemu Dziennikowi”, w którym dostrzega wojnę, która jego zdaniem ogarnęła już całą Europę.

– W Europie toczy się wojna ideologiczna, prowadzona przez kręgi lewicowo-liberalne, neomarksistowskie, wojna z ugrupowaniami, z rządami konserwatywnymi wyznającymi wartości, takie jak patriotyzm, rodzina, religia, wiara. Ta rewolucja kulturowa ma przeorać społeczeństwa i stąd mamy takie, a nie inne metody wywierania presji –powiedział Witold Waszczykowski, komentując rezolucję Parlamentu Europejskiego dotyczącą ustaleń budżetowych. Jak stwierdził, „usilne próby grillowania Polski w różnych gremiach europejskich mają stygmatyzować Polskę czy Węgry”. – Czyni się to z nadzieją, że dotrze to do ośrodków analitycznych określających ratingi czy ceny pożyczek, które zaczną rosnąć; że warunki ekonomiczne zmienią się na tyle, iż polskie władze nie będą mogły zapewnić rozwoju kraju i w ten sposób można będzie doprowadzić do upadku tego rządu – powiedział europoseł i były minister spraw zagranicznych. W ocenie pioniera stosunków z San Escobarem w Polsce „mamy totalną opozycję, mamy grono ideologicznych europosłów, także posłów z innych państw, którzy uważają, że z Polską nadal należy walczyć”. Zauważmy, że mianem wojny Waszczykowski określa żądania Parlamentu Europejskiego zwiększenia nakładów m.in. na służbę zdrowia, badania naukowe, edukację czy innowacje, a także zaostrzenia przepisów o praworządności, co podkreślił Charles Michel, szef Rady Europejskiej, wskazując, że po raz pierwszy budżet będzie powiązany z klimatycznymi celami i poszanowaniem praworządności.

Na ten ostatni temat wypowiedział się premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla sprzyjającego rządowi Orbána dziennika „Magyar Hírlap”. Morawiecki opowiadał w nim cuda, m.in. o szczególnej skuteczności polsko-węgierskiej współpracy podczas szczytu unijnego i powstrzymaniu presji w sprawie warunku praworządności. Jak widać warunek ten szczególnie boli obu premierów. Wraz z Viktorem Orbánem wywalczyliśmy ogromne fundusze dla naszych gospodarek, razem zatrzymaliśmy brukselską presję w kwestii praworządności, a wcześniej przeciwstawiliśmy się presji w takich kwestiach, jak polityka migracyjna. Jasno widać, że kwestie, z którymi się zmierzamy, zmieniają się dynamicznie, lecz jedna rzecz pozostaje bez zmian: przyjaźń polsko-węgierska – mówił Morawiecki.

Prawdopodobnie ze względu na ową przyjaźń Morawiecki nie wspomniał o masowych protestach antyrządowych na Węgrzech, gdzie Viktor Orbán konsekwentnie rozmontowuje niezależne od rządu media i – jak oceniają Reporterzy Bez Granic – osiągnął poziom kontroli nad mediami „bezprecedensowy dla członka Unii Europejskiej”. Polska chce najwidoczniej iść za nim… a w każdym razie prezes z Nowogrodzkiej et consortes.

Facebook Comments
Poprzedni artykułWojna na konsulaty
Następny artykułŹle, ale coraz lepiej
Waldemar Janiec
Obiecujący 63-latek. Internauta. Uczestnik zakładów bukmacherskich. Prenumerator prasy krajowej i zagranicznej. Członek byłego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Nihilista i abnegat, od czterdziestu lat pod cierpliwą opieką żony Danuty, której pomaga dwoje dorosłych dzieci. Bonapartysta i doktor nauk humanistycznych. Dziennikarz. Pracował w Polskim Radiu i w PAP na odpowiedzialnym stanowisku korespondenta w Watykanie przy osobie św. Jana Pawła II. W pamiętnikach napisze, że papież go cenił (co nie będzie prawdą). Nieodznaczony żadnym wysokim orderem państwowym. (Co z pewnością kiedyś się zmieni – przyp. red.).