Na początku lat 90., gdy świeżo odzyskaliśmy wolność i nikt nawet nie wyobrażał sobie jakiejkolwiek nowej formy dyktatury, myślenie ludzi mediów o konsekwencjach ewentualnego niezadowolenia siły przewodniej (autocenzura) także miało się dobrze, o czym świadczy „podziemne życie” słynnego wtedy utworu „ZChN zbliża się”.

W 1993 r. w jednym z nocnych programów radiowej Jedynki prowadzący Marek G. tak się rozochocił odzyskaną wolnością słowa, że zaczął od wstępu mniej więcej takiego: „Za komuny była powszechna cenzura. I gdy Lech Wałęsa otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla, to fakt ten tak rozsierdził ówczesne władze, że wydały zakaz puszczania w Polskim Radiu muzyki norweskiego kompozytora Edvarda Griega. Ale teraz wreszcie mamy wolność i możemy sobie słuchać wszystkiego, na co mamy ochotę i nikt nam tego nie zabroni. I dlatego proszę o dzwonienie do naszego programu z propozycjami utworów, jakie państwo chcieliby usłyszeć”.
Znałem dobrze Marka G., przez którego poznałem też nieżyjącego już prezentera Andrzeja Jaroszewskiego. Andrzej powiedział mi, że po zmianie systemu w 1989 r. „czerwonych” cenzorów zastąpili w mediach „czarni”, zwani asystentami kościelnymi. I że ci to dopiero są przeczuleni na swoim punkcie i bezlitośnie tępią wszelkie wrogie miazmaty. I że z tego właśnie powodu na powstałą w 1992 r. piosenkę „ZChN zbliża się” zespołu Piersi był nieformalny „zapis” w mediach publicznych.

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments