Rośnie napięcie przed wyznaczonymi na 8 sierpnia wyborami na Białorusi.

Obywatele kraju rządzonego od lat żelazną ręką Aleksandra Łukaszenki, byłego zastępcy przewodniczącego kołchozu „Udarnik” w rejonie szkłowskim, próbują zamanifestować swoje niezadowolenie. Siła tych protestów, mimo że autentyczna, nie jest w stanie wyprowadzić z równowagi białoruskiego dyktatora, który, o czym trzeba pamiętać, bił pracowników w kierowanym przez siebie sowchozie. Będąc już prezydentem, w 2013 r. dostał pokojową nagrodę Ig Nobla (humorystyczny odpowiednik Nagrody Nobla) za zakaz publicznego klaskania. Nagroda przyznana do podziału z białoruską milicją, której udało się aresztować klaszczącego jednorękiego mężczyznę.

Łukaszenka rządzi Białorusią od 1994 r. i wszystko wskazuje na to, że będzie rządził nią dalej. Jednym ze sposobów na osiągnięcie tego celu jest niedopuszczanie konkurentów do wyborów. I tak Białoruska Centralna Komisja Wyborcza odmówiła rejestracji kandydatury Wiktara Babaryki – bankiera uchodzącego za najgroźniejszego rywala urzędującego prezydenta Aleksandra Łukaszenki, aresztowanego wraz z synem przed kilkoma tygodniami pod zarzutem nadużyć finansowych.

Wcześniej, pod zarzutem braku wymaganej liczby 100 tys. podpisów poparcia, nie dopuszczono do udziału w wyborach Waleryja Cepkały, byłego dyrektora Parku Wysokich Technologii, czyli białoruskiej Krzemowej Doliny. Sam Wiktar Babaryka zebrał ponad 435 tys. podpisów. Radio Swoboda poinformowało po zakończeniu rejestracji kandydatów, że jest to rekordowa liczba podpisów zebranych na rzecz poparcia alternatywnych kandydatów w historii wyborów na Białorusi. Zianon Pazniak (jeden z liderów białoruskiego ruchu narodowego) w 1994 r. zebrał 217 tys. podpisów, Alaksandr Milinkiewicz w 2006 r. – 198 tys. Babaryka miał także rekordową grupę inicjatywną – dołączyło do niej 9183 osób. Jednocześnie białoruska telewizja TV Biełsat poinformowała, że poparcie dla Aleksandra Łukaszenki wynosi mniej niż 20 proc.

Po ogłoszeniu przez reżimowe media informacji o niezarejestrowaniu kandydatów opozycji na główne ulice białoruskich miast, między innymi Mińska, Homla, Brześcia i Grodna, wyszli młodzi opozycjoniści, by solidaryzować się z politykami, których nie dopuszczono do udziału w wyborach prezydenckich, zaplanowanych na 8 sierpnia. W trakcie protestów doszło do zatrzymania kilkudziesięciu osób, w tym dziennikarzy. Niektórzy demonstranci klaskali w dłonie, inni skandowali hasło: „Niech żyje Białoruś”. Należy jednak zauważyć, że protesty nie są zbyt liczne, tylko w stolicy na ulice wyszło kilkaset osób. Z kolei Centrum Praw Człowieka „Viasna” twierdzi, że w Mińsku aresztowano 81 protestujących. Białoruskie MSW zapowiedziało, że milicja „użyje wszelkich środków, by zachować porządek społeczny i powstrzymać nielegalne działania”, a „wszelkie prowokacje zostaną powstrzymane zgodnie z prawem”. Niestety, już od lat takie przyrzeczenia władze i siły bezpieczeństwa realizują zawsze i co do joty.

Facebook Comments
Poprzedni artykułFrancja – kraj płonących kościołów
Następny artykułDom uciech
Waldemar Janiec
Obiecujący 63-latek. Internauta. Uczestnik zakładów bukmacherskich. Prenumerator prasy krajowej i zagranicznej. Członek byłego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Nihilista i abnegat, od czterdziestu lat pod cierpliwą opieką żony Danuty, której pomaga dwoje dorosłych dzieci. Bonapartysta i doktor nauk humanistycznych. Dziennikarz. Pracował w Polskim Radiu i w PAP na odpowiedzialnym stanowisku korespondenta w Watykanie przy osobie św. Jana Pawła II. W pamiętnikach napisze, że papież go cenił (co nie będzie prawdą). Nieodznaczony żadnym wysokim orderem państwowym. (Co z pewnością kiedyś się zmieni – przyp. red.).