Strona główna Kraj Przestępstwo zajścia

Przestępstwo zajścia

73
Za zajście w ciążę można dostać dożywocie. Za mówienie,
jak nie zajść – trzy lata.

Bolało. Bardzo. A potem jeszcze bardziej.
Domyśliła się, co jest. Kucnęła. Podłożyła poduszkę. Napięła się i, jak zaczęło boleć mocniej, jeszcze raz się napięła. Wypadło. Małe, sine, całe w płynie i brudnych wodach. Nie ruszało się. Nie oddychało. Coś próbowała robić: masowała, stukała. Nic. Po prostu nie żyło. Zaniosła dziecko do łazienki. Umyła. Potem odczekała, aż wypadnie z niej reszta ciąży. Włożyła w majtki podpaskę. I zaczęła płakać. Pierwszy raz łzy leciały jej z powodu połączenia smutku, strachu i braku pomysłu, co robić.
Po kwadransie szok trochę minął. Ruszyła się, zawinęła martwego dzieciaka w szmatkę i odłożyła na kanapę. Ubrała się i wyszła. Dlaczego wybrała sklep z torbami? Była w nim dwa tygodnie temu i nic fajnego nie znalazła. A teraz tak. Torba była idealna. Dziecku będzie w niej dobrze. W domu włożyła do niej trupka. Pasowała jak ulał. A potem poszła do opuszczonej fabryki. Położyła w rogu i okryła, czym się dało. Pozbyła się strachu. Teraz nikt nie zrobi z niej „matki małej Madzi”.

Wykrywalność nade wszystko

Co robić, kiedy jest się 32-letnią kobietą, z której wypadnie półkilogramowy płód? Najprościej wpaść w panikę. W końcu niemal co miesiąc słyszy się o matkach mordujących noworodki. I o tym, jak policja je łapie, prokuratura oskarża, a sądy pakują do więzień.
Panna z Gubina o tym wiedziała. Domyślała się, że pierwsze, co zrobi policja, to ją zamknie. Dla nich bowiem, jak są zwłoki noworodka, to jasne, że zabiła matka. Bo w takich sprawach zawsze winna jest kobieta. Panna z Gubina, pochowawszy coś, co za kilka miesięcy miało być jej dzieckiem, i otrząsnąwszy się z szoku zadzwoniła do chłopa. Ten podzielił jej obawy. Oboje nie chcieli mieć nic wspólnego z organami ścigania.
W marcu na torbę natknęły się lokalne dzieciaki. Dały znać gdzie trzeba. Policja podrzuciła martwego noworodka patologom, a torbę specjalistom od kryminalistyki.
Pierwsi szybko uznali, że 24-tygodniowy płód w chwili wychodzenia z matki był nieżywy. Policja w Gubinie parę tygodni robiła wszystko, by znaleźć matkę. Geniusze od tropienia zła poszli tropem torby. Bo sprzedawał ją tylko jeden sklep w mieście. Dzięki monitoringowi zobaczyli, kto ją kupił. Znaleźli pannę i postawili jej zarzuty. Ta poszła w zaparte, ale DNA nie kłamało. Nie mogąc oskarżyć 32-latki o zabójstwo, prokuratura i policja wykombinowały, że kobieta odpowie za mataczenie w śledztwie i zbezczeszczenie zwłok. Co z tego, że torba grzebalna była nowa?
Przy okazji zarzuty składania fałszywych zeznań usłyszał facet panny. Dla organów ścigania sprawa zakończyła się więc sukcesem. Złapano dwoje przestępców, których przestępstwem był brak zaufania do państwa i wiara w to, co podają media.

Odpowiedzialność zbiorowa

Temu akurat nie można się dziwić. Przecież kiedy czytało się, że w Domanowicach w baraku znaleziono zabitego po urodzeniu noworodka, to wszyscy dowiedzieli się, że złą kobietą była 35-letnia Ukrainka Nina B. Ale też, że policja pobrała jej krew, żeby dowiedzieć się, czy dzieciobójczyni nie zrobiła czegoś gorszego. Czyli, jak to ujął występujący w mediach policjant, „czy użyto środków poronnych, bo wtedy może zmienić się kwalifikacja czynu”. Jak widać, standardowy w takich wypadkach art. 148 kk, mówiący o zabójstwie dziecka z dożywociem w tle.
Śledczym potrzeba współsprawców. Przecież ktoś widział, że brzuch dzieciobójczyni rósł. I dlatego suwalska uczennica siódmej klasy szkoły podstawowej, 14-letnia Zuzanna, usłyszała zarzut zabójstwa noworodka, którego urodziła kilka godzin wcześniej w domu i zwłoki zakopała. Dla policji jednak najistotniejsze okazało się ujęcie ojca, czyli kogoś, kogo można by zakwalifikować jako pedofila. A że był to 16-letni chłopak dziewczyny, tym gorzej dla niego.
Na rodziców i nauczycieli dziewczyny śledczy nie byli w stanie nic znaleźć, choć chcieli.
Oczywiście prokuratura ma możliwość prowadzenia śledztwa zgodnie z paragrafem, który nie skazuje kobiet uśmiercających po porodzie dzieci na wieloletnie więzienie. Jest przecież art. 149 kk mówiący, że „matka, która zabija dziecko w okresie porodu pod wpływem jego przebiegu, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”. Ale paragraf ten, dotyczący czegoś dawniej nazywanego szokiem porodowym, jest stosowany nader rzadko. W 2015 r., gdy zabito 19 noworodków, skorzystano z niego ledwie dwa razy. W 2016 r. (14 dzieciobójstw) tylko raz. A w 2017 r. spośród 14 pań łagodniejszą kwalifikację usłyszały tylko cztery.
Czy wobec tych danych można się dziwić, że kobieta ma prawo bać się zgłosić martwe urodzenie w domu? Bać się osądu mediów i sąsiadów? Być zabójczynią, bo przecież nikt nie uwierzy, że było inaczej.

W okieneczko puk, puk, puk

Jeśli jednak ktoś uważa, że kobieta, która jest w ciąży, a nie chce być matką, ma wiele innych wyjść miłych, przyjemnych i niewiążących się z potępieniem, to się myli.
Choćby podrzucenie noworodka do okna życia. Niby Sąd Najwyższy wypowiedział się, że nie wolno ścigać matki za porzucenie dziecka, ale policja i prokuratura wiedzą swoje i szukają takiej wyrodnej istoty. Po co? Policjanci, prowadzący akcję po podrzuceniu dziecka do okna życia we Włocławku tłumaczyli, że „muszą zbadać, czy matka nie została przymuszona do oddania dziecka, albo też czy sytuacja ta nie jest chorobowym objawem szoku poporodowego”.
Gdy znajdą, kobieta będzie przez parę miesięcy musiała świecić oczami przed dziesiątkami funkcjonariuszy i ludzi z prokuratury. O tym, co zrobiła, dowiedzą się przy okazji wszyscy jej znajomi. I ogólnie będzie miała przerąbane u wszystkich. Na tyle, że każda kolejna panna w jej sytuacji zastanowi się, czy nie lepiej dzieciaka spalić albo zakopać gdzieś, byle głęboko.

W dobre ręce

Na tym tle najsensowniej jest urodzić w szpitalu i tam zrzec się praw do dziecka. Trafiłoby wtedy szybko do odpowiedniej placówki, a po paru dniach w ramiona oczekujących na nie rodziców adopcyjnych, których ponoć mamy mnóstwo. Dzieci zostawianych przez matki w szpitalach też trochę jest, bo rocznie to jakieś 700–800.
Praktyka jest jednak zupełnie inna. Dziewczyna zostawiająca dzieciaka w szpitalu przeżywa gehennę już tam. Lekarze, pielęgniarki i inne pacjentki dadzą „szmacie” odczuć, co myślą o takiej decyzji. Potem czeka ją cały państwowy korowód proceduralny. Będzie musiała przed dziesiątkami osób w urzędach i sądach opowiadać, dlaczego nie chce być matką. Prawo stanowi bowiem, że zrzekająca się praw do dziecka po porodzie musi po upływie 10 tygodni w ciągu kolejnych sześciu tygodni potwierdzić decyzję w Sądzie Rodzinnym.
Dzięki tym procedurom nie tylko matka ma niefajnie. Dzieciak, który w tym czasie mógłby być otoczony tym, czym z reguły otoczone są noworodki, kwitnie w domu dziecka, czekając na uprawomocnienie się swego statusu sieroty.

Co by tu jeszcze…

Kobieta ma problem, gdy rodzi martwego dzieciaka. Jeszcze większy, gdy rodzi żywego i zabija. Oraz niezasłużenie stygmatyzujący, gdy rodzi i oddaje. Do tej pory nic szczególnie niemiłego nie dotykało tylko pań, które rodziły i sprzedawały. Czy raczej, najpierw sprzedawały, a potem rodziły. Teraz surogatki też będą miały niefajnie. Ich działalność nigdy nie była w Polsce legalna, ale teraz ma być nielegalna i karana. Za rodzenie dzieci dla innych surogatce ma grozić pięć lat więzienia. Choć nie ma poszkodowanego, a wszystkie strony są zadowolone, będzie przestępstwo.
Obowiązujące prawo jest złe, bo przez zakaz przerywania ciąży i pigułki „dzień po” na receptę kobiety muszą rodzić. Kiedy urodzą, to dają zajęcie policji, prokuraturze sędziom i setkom urzędników. O to, żeby tej grupie nie brakowało pracy w kolejnych latach zadbali „obywatele”, których projekt ustawy czeka na nowych posłów. „Obywatelski” projekt sprowadza się do tego, że „przez edukację seksualną oswaja się dzieci z seksem już od najmłodszych lat życia i niszczy naturalne mechanizmy obronne i dziecięcą niewinność”. „Obywatele” proponują więzienie za „propagowanie i pochwalanie przez małoletniego obcowania płciowego”. Znaczy, za prowadzenie edukacji seksualnej.
„Obywatelom” nie przyszło do głowy, że w kraju z głupimi przepisami adopcyjnymi, kraju bez możliwości legalnej aborcji, z utrudnionym dostępem do antykoncepcji oraz brakiem wiedzy, skąd się biorą dzieci, a także piętnującym niechęć do macierzyństwa społeczeństwem – popyt na torby grzebalne znacznie wzrośnie.

Facebook Comments