Charyzmatyczny zakonnik, znani politycy, koncert Antoniny Krzysztoń, fundacja i szczytny cel wybudowania klasztoru jako centrum pomocy dla niedoszłych samobójców. Cudowna wizja zaczęła się chwiać kilka dni po konferencji założycielskiej. Później okazało się, że duchowny… nie jest duchownym.

Konferencja założycielska Fundacji „Brat dla Brata” odbyła się 7 lutego br. w pałacowych wnętrzach Zajazdu Europejskiego w Szadowie Księżym nieopodal Turku. Brali w niej udział znamienici goście. W pierwszym rzędzie zasiadali wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, poseł PO Rafał Grupiński, poseł PiS Ryszard Bartosik i starosta Dariusz Kałużny. W entourage’u wielkiego wydarzenia ks. Robert Bińkowski, prezes fundacji, informował, że już za kilka lat w Tarnowej (gm. Brudzew) powstanie klasztor, w którym schronienie znajdą osoby z problemami osobowościowymi.

Klasztor z ideą

W mowie inaugurującej działalność fundacji prezes Robert Bińkowski mówił:
– Każdego dnia w Polsce samobójstwo popełnia 15 osób. Zrzeszeni w organizacji chcą pomóc przede wszystkim właśnie osobom o skłonnościach samobójczych, ale na nasze wsparcie może liczyć każdy. W poznańskiej kurii często spotykałem się z ludźmi, którzy u duchownych szukali pomocy. My nie mieliśmy tej możliwości. Wtedy zrodziła się myśl, by stworzyć instytucję dla takich osób. Dlatego powstała Fundacja „Brat dla Brata”. Mam nadzieję, że w przyszłości przekształci się ona w zgromadzenie zakonne, które ideę fundacji będzie kontynuować. Jako fundacja chcemy to czynić, nie zważając na konsekwencje i krytykę innych. Mamy cztery główne cele działania: Boży, społeczny, edukacyjny i polityczny. Pierwszy będzie się odnosić do Ewangelii. Zdaniem członków organizacji to mocny fundament, który się nie rozpadnie. To, że chcemy na nim budować fundację nie oznacza, że odrzucamy osoby niewierzące, ateistów lub inne religie. Mimo swoich zasad jesteśmy otwarci na innych. Ta inność nigdy nas nie osłabi, a wręcz przeciwnie – wzmocni. Chcemy pomagać każdemu bez względu na wyznanie, kolor skóry lub to, jaką partię polityczną popiera. Celem fundacji jest zapobieganie ludzkiej niezaradności, leczenie ludzkiej poranionej duszy. Jednak głównym zadaniem jest zahamowanie fali samobójstw w Polsce, gdzie dziennie popełnia je aż 15 osób. Chcemy być blisko polityki i polityków, bo mają oni wpływ na zmianę prawa, ale również na kulturę myślenia społecznego. Politycy muszą wiedzieć, że to też ich zadanie, by przeciwdziałać pladze samobójstw. Tylko życzliwe współdziałanie może ten problem rozwiązać. Proszę Platformę Obywatelską i PiS, by w swoich programach wzięły pod uwagę założenia fundacji, bo są bliskie społeczeństwu, któremu chcecie służyć – zakończył brat Robert.

Powrót do korzeni

Brat Robert pochodzi z Turku. Można powiedzieć, że powrócił na stare śmieci. Tu ukończył Szkołę Podstawową nr 2 i Liceum Ogólnokształcące. Po szkole średniej postanowił zostać księdzem. Jak twierdzi, od 15 lat pełni posługę kapłańską w kurii arcybiskupiej w Poznaniu. Wygląda i zachowuje się jak osoba duchowna. Nosi czarny garnitur i koloratkę. Lokalne władze z dumą chcą wspierać projekt krajana. W zaplanowanym budynku klasztornym mają znaleźć się pomieszczenia biurowe, pokoje dla podopiecznych, kapliczka oraz aula na 500 osób.
Architekt Rafał Tratwal przedstawił krótką wizualizację przyszłego klasztoru. Już wiadomo, że będzie posadowiony na pięciohektarowej działce, ofiarowanej w trakcie konferencji przez miejską radną Marylę Stolarek.
– Bracie Robercie, czeka cię ciężka praca, ale znając twoje zaangażowanie i niesłabnący zapał, życzliwość i wytrwałość, wiem, że zrealizujesz to wielkie dzieło. Jestem dumna, że tworzysz fundację na terenie powiatu turkowskiego, że wracasz do korzeni – mówiła hojna radna.
Entuzjazm zgromadzonych studził nieco sam inicjator.
– Na razie budowa klasztoru jest jedynie projektem – tłumaczył. – Nie ma na niego zabezpieczonej żadnej kwoty pieniędzy, choć zarząd fundacji wierzy w hojność rodaków nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Kościół jest biedny i nikt nie buduje kościoła, mając na koncie miliony. Jeżeli jest Boże błogosławieństwo w tym, co się chce robić, to ludzie pomogą – wyjaśniał brat Robert.
Jego poglądy popierała obecna na konferencji wiceprezes i jednocześnie bratowa Monika Mruk-Bińkowska. Deklaruje, że wierzy, iż klasztor uda się zbudować w ciągu najbliższych pięciu lat. Na koniec, dopełniając atmosferę dzieła na chwałę Boga, przed zgromadzonymi wystapiła znana pieśniarka Antonina Krzysztoń.

Kuria w szoku!

Wydarzenie znalazło oddźwięk w prasie lokalnej. Po publikacji w tygodniku „Echo Turku” sprawą zainteresowała się Kuria Metropolitalna w Poznaniu. Według niej działania Roberta Bińkowskiego mogą „nosić znamiona mistyfikacji”. Stanowisko to potwierdziliśmy u źródła: kuria z całą stanowczością stwierdza, że „brat” Bińkowski nie jest ani księdzem, ani bratem zakonnym.
– Pan Bińkowski nigdy nie był kapłanem i nie był zatrudniony przez kurię. Podejmowane przez niego działania nie mają nic wspólnego z działalnością Kościoła katolickiego w Polsce. Należał on wprawdzie do Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego, ale dobrowolnie z niego wystąpił, nie jest już bratem zakonnym – wyjaśnia „FiM” rzecznik prasowy KM w Poznaniu ks. Maciej Szczepaniak.
Udało nam się skontaktować z księdzem – bratem – prezesem Robertem Bińkowskiem.
– Ja nikomu nie mówiłem, że jestem księdzem – zaprzecza oburzony Bińkowski.
– Jestem tzn. byłem zakonnikiem i jestem w trakcie zmiany statusu. To, że kuria się ode mnie odcina, to bardzo dobrze, bo ja także odcinam się od kurii. Dla nas najważniejsze jest nieść pomoc. Śluby zakonne mam ciągle ważne. To nieistotne, czy jestem, czy nie jestem duchownym – skwitował.
Na nasze pytanie, dlaczego ośrodek dla niedoszłych samobójców jest planowany w formule klasztornej, Robert Bińkowski odpowiedział, że w planach ma założenie nowego zgromadzenia o charakterze religijnym, ale na razie zamierza działać na bazie fundacji.
– Zakon to odległa przyszłość i nie jest wykluczone, że będą ją realizować moi następcy – poinformował „FiM” w rozmowie telefonicznej.
„Echo Turku” ustaliło w tym czasie, że rewelacje nie wprawiły w zakłopotanie radnej Stolarek.
– Może to po prostu plotka? – próbowała tłumaczyć lokalnemu tygodnikowi. – Sytuacja jest trudna. Będę wszystko sprawdzać i wyjaśniać. Jednak przekazanie pięciu hektarów ziemi nie dotyczy mojej działalności jako radnej i jest to moja i męża prywatna sprawa – dodała.
Obrotem sprawy zaskoczony jest za to poseł PiS Ryszard Bartosik, goszczący na lutowej konferencji założycielskiej. Parlamentarzysta twierdzi zdecydowanie, że Bińkowski był jakiś czas temu w Starostwie Powiatowym w Turku i wszystkim przedstawiał się jako rzymskokatolicki ksiądz.
– Wygląda na to, że zostałem wprowadzony w błąd i wydam w tej sprawie stosowne oświadczenie – deklaruje poseł.

***

Powszechnie wiadomo, że sutanna otwiera wiele drzwi, możliwości, serc i portfeli. Dobry zatem kurs obrał pan Bińkowski, planując realizację swojej inwestycji. Dziwi jednak, że w dobie internetu, telefonu, podsłuchów, CBA i permanentnej inwigilacji samorządowcy i politycy z atawistyczną naiwnością dziecka dali się zrobić w konia, poznając księdza wyłącznie… po koloratce.

Facebook Comments