Masz kiepskie życie? Nie martw się. Prawdopodobnie żyjemy więcej niż raz. Tak przynajmniej sugerują badacze, zajmujący się poszukiwaniem dowodów na wędrówkę dusz.

W połowie 2019 r. brazylijscy uczeni z uniwersytetu w Juiz de Fora zaskoczyli środowisko naukowe deklaracją, że szukają ludzi dysponujących wspomnieniami z poprzednich wcieleń. Choć dla niektórych zabrzmi to jak absurd, poszukiwania naukowych dowodów na reinkarnację trwają ponad pół wieku i nie można nazwać ich uganianiem się za mrzonkami. Zgromadzono pokaźny materiał dowodowy, obejmujący podlegające weryfikacji wspomnienia z poprzednich żywotów, a także znamiona i deformacje mające być „pamiątką” po przeżytej już raz śmierci. Najwięcej tego rodzaju przypadków, także w Europie, udokumentował i opisał kanadyjski psychiatra dr Ian P. Stevenson (1918–2007).

Pamiętać czyjeś życie

Choć koncepcja reinkarnacji kojarzy się głównie z hinduistycznym i buddyjskim kręgiem kulturowym, znana jest również innym grupom religijnym, m.in. muzułmańskim alawitom. Obecna była także w przedchrześcijańskiej Europie, choć należy podkreślić różnice pomiędzy „reinkarnacją” a „wędrówką dusz”. Mimo że terminy te są używane zamiennie, pierwszy oznacza cykl narodzin w ciałach różnych istot, drugi inkarnowanie się duszy w kolejnych ludziach. Wierzyli w nią uczniowie Pitagorasa, Germanie, Celtowie, a także prawdopodobnie Słowianie, o czym pisze w książce „Religia Słowian” prof. Andrzej Szyjewski. Wędrówka dusz, sprzeczna z naukami chrześcijaństwa, ostatecznie zniknęła jednak z mapy kulturowej świata zachodniego. Okazjonalnie publikowano jednak relacje o ludziach mających pamiętać, kim byli lub jak zginęli w poprzednim wcieleniu.

Zjawiskiem tym w latach 60. ubiegłego wieku zafascynował się kanadyjski psychiatra Ian P. Stevenson z Wydziału Psychiatrii Uniwersytetu w Wirginii. Słysząc o podobnych przypadkach w Indiach, skierował tam swe pierwsze kroki. Najsłynniejsza z tamtejszych historii dotyczyła Shanti Devi (1926–1987) z Delhi, która w wieku kilku lat uciekła z domu rodzinnego do odległej o prawie 150 km Mathury przekonana, że mieszka tam jej mąż. Na miejscu w dziecku rozpoznano wcielenie Lugdi Devi – kobiety, która zmarła przy porodzie, zaś sprawa zwróciła uwagę samego Mahatmy Gandhiego.

W Indiach dr Stevenson odkrył wiele podobnych spraw, opisanych w książce „20 przypadków sugerujących reinkarnację” (1966 r.). Sceptycy zwracali jednak uwagę, że poszukiwania „dzieci reinkarnacji” w kraju, gdzie silna jest wiara w nią, nie jest niczym trudnym ani niezwykłym. Sugerowano także, że mogły być one specjalne uczone pewnych zachowań, by wyłudzać środki od rodzin, do których rzekomo należały w poprzednim życiu.

Znaki reinkarnacji

Dr Stevenson wyszczególnił kilka cech charakteryzujących dzieci dysponujące wspomnieniami z poprzedniego życia, bez względu na ich pochodzenie etniczne. O szczegółach z dawnych inkarnacji zaczynały mówić bardzo wcześnie, zwykle zaskakując tym rodziców. Trwało to kilka lat, najczęściej do wejścia w okres szkolny, kiedy wspomnienia zaczynały się zacierać. Uczony odnotował, że w wielu przypadkach nie miały prawa znać szczegółów zdarzeń, o których wspominały, ponieważ dotyczyły one zupełnie obcych im ludzi (choć zdarzały się też przypadki „reinkarnacji w rodzinie”).

„Większość opowiadała o swoich wcześniejszych wcieleniach z takim zapałem, a czasem silnymi emocjami, że zaskakiwało to dorosłych” – pisał psychiatra. „Wiele z tych dzieci nie odróżniało jeszcze przeszłości z minionego życia od teraźniejszości, dlatego pojawiały się u nich stwierdzenia typu: Mam żonę i dwóch synów. Opowieści zawierały także pewne odniesienia do rodzaju śmierci, jakiej doświadczyły w minionym życiu. Były częstsze, jeżeli śmierć miała charakter nagły” – dodawał.

Najbardziej zaskakującą rzeczą wyróżniającą niektóre „dzieci reinkarnacji” były wrodzone znamiona mające być śladem tragicznej śmierci w poprzednim żywocie. Obejmowały gamę nietypowych szram, przebarwień i deformacji. Najciekawsze przykłady dr Stevenson udokumentował w Birmie, a materiał ten, z fotografiami włącznie, jest powszechnie dostępny w sieci.

Przykładami są m.in. Maung Zaw Win Aung (ur. 1950 r.) z Meiktili, który jako dziecko mówił o szczegółach z życia amerykańskiego lotnika i buntował się przeciw birmańskim tradycjom, wyróżniał go nietypowy jak na mieszkańca tego kraju wygląd – europejskie rysy twarzy i jasne włosy. Urodzona w 1962 r. Ma Win Tar posiadała z kolei na przedramieniu ślad, przypominający skrępowanie liną. W dzieciństwie miała opowiadać o byciu japońskim żołnierzem, jakiego birmańscy chłopi spętali i podpalili. Podobny ślad na udzie miała Ma Htwe Win (ur. 1970 r.) twierdząca, że w innym życiu, jako mężczyzna, padła ofiarą morderstwa. Jego ciało zabójcy wrzucili do studni, wcześniej obcinając mu palec, którego dziewczynka również nie posiadała.

W Turcji dr Stevenson natknął się na inny zaskakujący przypadek powiązania pamięci z poprzedniego życia z deformacjami. Dotyczył Semiha Tutuşmuşa (ur. 1958 r.), który przyszedł na świat z deformacją ucha i hipoplazją połowy twarzy. Od małego twierdził, że nazywa się Selim Fesli i został zabity przez niejakiego Isę Dirbekliego strzałem z pistoletu w głowę. Mały Tutuşmuş czuł przywiązanie do rodziny Fesliego, a nawet miał rozpoznawać dalszych krewnych. Przez długie lata szukał nawet odwetu na krzywdzicielu – ustalił kanadyjski badacz.

Dzieci reinkarnacji w Europie

Środowisko akademickie chłodno przyjmowało ustalenia dr. Stevensona, intensywnie poszukującego wyjaśnień zjawiska, na którym się skupiał. Jego zdaniem po ustaniu funkcji życiowych organizmu świadomość ma możliwość powtórnego wcielenia się. „Wymaga to istnienia pewnego szablonu, poprzez który embrion lub płód przejmują blizny czy inne cechy dawnego ciała. Szablon ten musi przenosić również wspomnienia z ciała fizycznego, jego właściwości poznawcze i behawioralne. Na określenie tego rodzaju nośnika zaproponowałem termin psychofor” – pisał uczony.

Największym zaskoczeniem okazała się jego książka z 2003 r., opisująca przypadki „reinkarnacyjnych dzieci” w Europie. Miała szczególnie interesujący charakter, jako że koncepcja ponownego wcielania się duszy dla mieszkańców Starego Kontynentu pozostawała kulturowo obca.

Jeden z bardziej poruszających przypadków dotyczył Davida Llewelyna (ur. 1970 r.) z Chester, o którym Stevenson pisał: „Gdy miał kilka lat, zaczął budzić się spanikowany. Potem rozwinął się u niego nietypowy zwyczaj pisania od prawej do lewej. Wykazywał też pewną wiedzę o żydowskich zwyczajach, co zdaniem jego matki było niewytłumaczalne, ponieważ nie mógł jej od nikogo nabyć. Opisywał także miejsca i zdarzenia pasujące do scenerii niemieckiego obozu zagłady z lat 40.”.

Wspomnienia z „drugiej strony barykady” zachował z kolei Carl Edon (1972–1995) z Middlesbrougha, którego przypadek wywołał sensację. Urodzony w religijnej rodzinie, jako kilkulatek zaczął wykonywać gest „Heil Hitler!”, chodził marszowym krokiem i rysował swastyki. W wieku 11 lat zapomniał o swoim problematycznym dziedzictwie z poprzedniego życia, poprzez które jego rodzice niejednokrotnie najedli się wstydu. Pojawiły się spekulacje, że Edon mógł być wcieleniem niemieckiego lotnika – ofiary bitwy o Anglię, do którego był fizycznie podobny.

Dr Stevenson znalazł następcę – dr Jima Tuckera, współpracownika, reprezentującego tę samą uczelnię. Dał się on poznać światu dzięki filmowi dokumentalnemu „Chłopiec, który żył już kiedyś” (2006 r.), dotyczącego sprawy Camerona Macaulaya, dysponującego bardzo szczególnymi wspomnieniami z życia rodziny Robertsonów z wyspy Barra (Hebrydy). Z pomocą ekipy filmowej udało się odnaleźć jego „rodzinny dom”, a także „dawnych krewnych”, mieszkających już gdzieś indziej. Na zdjęciach z albumu Macaulay rozpoznawał członków dalszej rodziny z poprzedniej inkarnacji. Problem w tym, że postać, której życie miał pamiętać Shaun Robertson, nie była im znana. Sprawa do dziś pozostaje niewyjaśniona, podobnie jak zjawisko pamięci reinkarnacyjnej, wskazujące nie tylko, że nasza rzeczywistość ma bardziej skomplikowany charakter niż przypuszczamy, ale również, że chrześcijańska wizja życia pośmiertnego jest kompletnie do kitu.

Facebook Comments