Postanowiłem zrobić u siebie remanent, by zdecydować co wywalić.

Zacząłem od ubrań. Skarpetki. Jedna para czerwonych, jedna para białych, czarne, brunatne i kolorowe. Czarne i brunatne wywaliłem. Z przykrością stwierdziłem, że wszystkie pary butów mają but lewy i prawy. Trudno. Będę musiał z tym jakoś żyć. Postanowiłem, że w miarę możliwości będę skakał na lewej nodze do kiosku po fajki. Zdrówko jest najważniejsze. Psychiczne też. Kapelusz, bejsbolówka i oprychówka. Wywaliłem kapelusz, bo nie mam się już komu kłaniać w bloku. Po ostatniej krytyce pewnego wesołka na fotelu prezydenckim podczas zebrania samorządu blokowego, beneficjenci 500+, czyli pozostali mieszkańcy mojego bloku, stwierdzili, że na co dzień jestem niewidzialny, a jeżeli już okazjonalnie jestem, to idealnie nadaję się do ćwiczeń z zakresu wszelakich sztuk walki, rzutów do celu czy też rzutu ogólnie.

Bejsbolówka się przyda do rapowania przy #Hot16Challenge, a oprychówka, gdy będę miał sprawę na Żoliborzu. Wpasuję się w konwencję pewnej jego części. Krawaty wywaliłem wszystkie. Po co kusić sąsiadów i mój fanklub? Mam takowy. Od czasu mego wystąpienia na zebraniu chodzą za mną wiernie jacyś panowie i śledzą każdy mój krok. Jeszcze gotowi się rzucić, aby wyszarpać mój krawat na pamiątkę i nieszczęście gotowe. Zdarzało się już tak innym celebrytom mego pokroju. Miło być popularnym, ale żywym. Zawahałem się nad szalikiem, prezentem z roboty, z napisem „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Strasznie długi. Muszę go trochę skrócić.

Facebook Comments