Rozstanie z Joanną przebiegło w tradycyjnej, polskiej, zdrowej atmosferze wzajemnego zrozumienia i kultury. Pozbierałem potłuczone szkło, połamany stolik i resztki doniczek. Zaplamionego okna już nie miałem siły oczyścić. Zwaliłem się do łóżka.

Obudziły mnie wczesnoporanne zaśpiewy gawiedzi zebranej pod moim oknem. W pierwszym rzędzie klęczały rozmodlone matrony, za nimi usadowieni na wózkach kombatanci oraz osobnicy w powłóczystych szatach, z wizerunkiem umęczonego sprzedawcy ciasnych koron. Na końcu stali panowie o słusznej muskulaturze, komicznie wykorzystywanej do trzymania koralików zakończonych miniskułą dwudziestej szóstej litery polskiego alfabetu.

Wyszedłem z mieszkania, by dowiedzieć się w cziom dieło. Usłyszałem, że w moim oknie ukazała się Madonna. Gdy usiłowałem wytłumaczyć, że to tylko resztki kawy i szkła niefortunnie umieszczone przez moją eks podczas krótkich negocjacji pokojowych, podeszli do mnie muskularni panowie i zaprezentowali mi inny model negocjacji.

Obolały wróciłem do domu. Przy wtórze podokiennych jęków i modlitewnych przekleństw zmyłem kawową Maryję.

Po chwili do mojego mieszkania weszli wcześniej wspomniani osobnicy, którzy w imię miłosierdzia uzupełnili me braki w edukacji, udzielając lekcji w zakresie konsekwencji płynących z obrazy uczuć religijnych.

Dzisiaj dostałem pismo z sądu jako oskarżony o przestępstwo, zgłoszone przez rosłych jegomości.
Co chwilę się przekonuję, że z uczuciami nie ma żartów.

Facebook Comments