Strona główna Kraj Rycerze Przedmurza

Rycerze Przedmurza

138
Dostać kijem między oczy nie boli aż tak, jak dowiedzieć się, że człowiek nie pochodzi od małpy, a świat ma zaledwie kilka tysięcy lat. Doświadczyłem jednego i drugiego podczas jedynego spotkania. Wszystko działo się w budynku kościoła katolickiego.

Wydawałoby się, że Dom Boży powinien być ostatnim miejscem, w którym propaguje się przemoc fizyczną oraz deprecjonuje teorie naukowe, dzięki którym funkcjonuje cała współczesna cywilizacja. Nic bardziej mylnego. W samym centrum Warszawy, przy ulicy Miodowej, stoi klasztor Braci Mniejszych Kapucynów. To tu co tydzień spotykają się członkowie Bractwa Przedmurza na wieczorach formacji rycerskiej, połączonych z katechezą. Bractwo Przedmurza to – jak określają jego członkowie – formacja militarna, apologetyczna i modlitewna. W szeregach bractwa jest ponad tysiąc osób. Po zajęciach związanych z walką na szable uczestnicy takiego spotkania idą na modlitwę, a później wysłuchują od brata mniejszego kapucyna chrześcijańskich nauk, którym muszą być wierni.

Szablą odbierzemy

Nawet bohaterowie Trylogii Henryka Sienkiewicza unikali wyciągania białej broni siecznej w miejscach świętych. W kościołach szlachta wolała się modlić lub, jak mistrz fechtunku Michał Wołodyjowski, przysięgać na życie swoje oddanie dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Bractwo Przedmurza odnosi się bezpośrednio do tradycji polski szlacheckiej, ale jego członkowie najwyraźniej nie mają problemu, żeby w murach kościoła uczyć siebie i innych posługiwania się bronią, która może zabić. Tak naprawdę owe zajęcia miały niewiele wspólnego z tradycyjnym fechtunkiem, bo prawdziwą szablę z wygiętą głownią miał tylko jeden uczestnik. Dwaj posiadali szable sportowe i maski, a reszta dostała zwykłe kije, które wyglądały dokładnie tak, jak pały zadymiarzy. Jedna z takich lag owinięta była czarną taśmą izolacyjną i zakończona patriotycznym elementem, flagą biało-czerwoną. Wyglądała, jakby była sprawdzana w prawdziwym, ulicznym boju. Dlaczego czarna? Bo na czarnym nie widać krwi.

Szable w dłoń

Miejsce spotkania też robiło wrażenie. Aby wejść do dolnej kaplicy, trzeba było przejść pod figurą Maryi, a w środku, na czarno-białej, zimnej posadzce zdejmować gacie i przebierać się w „stroje sportowe” obok Jezusa wiszącego na krzyżu, szopki noworocznej i malowidła przedstawiającego maltretowaną ludność stolicy podczas Powstania Warszawskiego.
Po krótkiej rozgrzewce prowadzący zajęcia krzyknął: Boże błogosław Polsce, amen!!! i zaczęło się lanie pałami. I to nie jakieś tam udawane, ale na poważnie, bez przebaczenia, po męsku. Równą godzinę trwała nauka bicia kijami po ciele w celu pogruchotania przeciwnikowi biodra, złamania ramienia, albo zrobienia mu dziury w czole. Niektórzy podeszli do tego „treningu” na tyle zajadle, że jeden z uczestników „Wieczoru formacji rycerskiej” o mało nie stracił oka na skutek ciosu, który doszedł celu. Fioletowego guza na łuku brwiowym nosi zapewne do dziś. Co istotne, na zajęcia z „szermierki szablą wojskową” może przyjść każdy, nawet osoba, która białą broń do tej pory widziała tylko na filmach z gatunku płaszcza i szpady. Nikt się tu z nikim nie patyczkuje i nie uczy podstaw fechtunku. Dostaje się do ręki lagę, trzeba atakować wroga i bronić się przed naporem przeciwnika. Warunek jest jeden – musisz być mężczyzną. Gdy przyjdziesz z własną bronią, jest jeszcze lepiej, bo solidne lagi często się łamią od uderzeń.

Szlachta zaściankowo-zagrodowa

Gdy wydawało mi się, że tego dnia nic już mnie nie zaskoczy, my, adepci sztuki rycerskiej, zostaliśmy zaproszeni na katechezę. Do zagrzybionej i malutkiej salki gdzieś w podziemiach klasztoru zaprosił nas ojciec Andrzej Nowakowski. Kapucyn mniejszy o siwych włosach i świdrującym, przerażającym wzroku znał większość uczestników spotkania po imieniu. Moja obecność nie przeszkodziła nikomu, by rozpocząć niezwykłą pogadankę. Dopiero teraz, gdy mężczyźni zdjęli stroje sportowe, poprzebierali się w garnitury, okazało się, że w spotkaniu biorą udział ludzie wykształceni. O czym była mowa? Otóż na początku ojciec Andrzej podważył teorię ewolucji, a zaczął wychwalać kreacjonizm. Oczywiście powoływał się na słowa Jana Pawła II, który w swoim przesłaniu w Papieskiej Akademii Nauk stwierdził kiedyś, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą, ale nie jest teorią, czyli nie może być traktowana jako nauka. Polski papież powiedział, że ewolucjonizm ma swój zasięg i nie można go rozpowszechniać na całą rzeczywistość. I tu ojciec Andrzej zaczął rozwijać wywód świętego JP2 mówiąc, iż ewolucja to mit, a teorię ewolucji należy odsunąć na bok i przyglądać się jej bardzo dokładnie. Gdy usłyszałem, że „nie należy przyjmować takiej interpretacji, iż pochodzimy od małpy”, po raz pierwszy opadła mi boląca od wcześniejszego ciosu kijem szczęka.
– Takich rzeczy nie można mówić! – grzmiał o małpach kapucyn mniejszy. – Różnica ontologiczna między człowiekiem a zwierzęciem jest wielka ze względu na istnienie duszy rozumnej i nieśmiertelnej. Tego zwierzęta nie mają. To jest różnica w bytowaniu. Bytowanie człowieka jest wyższe. Bytowanie zwierząt niższe, dlatego możemy je zabijać i jeść.
A propos mięsa. Według kapucyna mniejszego, możemy jeść mięso ludzkie, żeby przeżyć.
– Mówimy o godności osoby ludzkiej, a zwłoki nie są osobą – podsumował swój wywód na temat kanibalizmu ojciec Andrzej.
Według duchownego, hipoteza ewolucji ma wyłącznie podbudowę filozoficzną.
– Teoria ewolucji nie jest teorią naukową – rzucił na zakończenie tej części dyskusji do zgromadzonych, którzy w pełni zgadzali się ze zwolennikiem kreacjonizmu, uznawanego powszechnie za pseudonaukę.
Dalej było jeszcze ciekawiej. Otóż powołując się na badania amerykańskiego naukowca Roberta Gentry’ego, ojciec Andrzej stwierdził, że ziemia wcale nie ma 4 miliardów lat, a powstała zaledwie 6 tysięcy lat temu.
– Należałoby rozważyć możliwość, że ziemia i fundament ziemi zostały stworzone „ot tak”, jednym pstryknięciem, czyli przez Stwórcę, a nie w wyniku ewolucji – rzekł duchowny.
Dalej dostało się takim dziełom, jak „Tarzan” Edgara Rice’a Burroughsa, czy „Gwiezdne wojny” George’a Lucasa.
– To jest wykwit myślenia ewolucyjnego. Ewolucja opisana w tych powieściach i filmach nie zmierza do doskonałości, bo ludziom wyrastają ogony, a istoty takie jak Chewbacca są rozumne – stwierdził z obrzydzeniem ojciec Andrzej.
Dostało się także słynnemu astrofizykowi Stephenowi Howkingowi, który stwierdził, że świat powstał z niczego.
– On mówił o istnieniu czegoś z niczego i sam się wykreował. Więc skąd się wziął wielki wybuch? Powstał z niczego? To jest po prostu absurdalne – krzyknął zdenerwowany ksiądz i dodał, że żaden tytuł naukowy nie może uzasadniać takiego absurdu.
Pogadanka i wymiana zdań w gronie członków Bractwa Przedmurza trwała ponad dwie godziny. Nikt się nie kłócił, a wszyscy wyglądali tak, jakby naprawdę wierzyli w to, co bredzi klecha. Gdyby takie rzeczy mówił na przykład nauczyciel w szkole, od razu zostałby wyrzucony z pracy na zbity pysk, ale duchownemu przecież wolno. Co mu kto zrobi, przecież słuchali go dorośli, którzy wcześniej tego wieczora przyszli do kościoła uczyć się robienia fizycznej krzywdy drugiemu człowiekowi. Bądźcie czujni: na co dzień mogą być urzędnikami, lekarzami, prokuratorami, dentystami…

Facebook Comments