Strona główna Polityka Rząd zrywa z kościołem

Rząd zrywa z kościołem

12

Przez część mediów prześlizgnęła się nieśmiało pewna informacja: Grecja zrywa z finansowaniem swojego narodowego kościoła. Informacja w Polsce nie zdobyła popularności – zbyt mocno skłania do refleksji.

„Premier Grecji Aleksis Tsipras i arcybiskup Aten Hieronim II zawarli umowę, na mocy której grecki rząd nie będzie już zatrudniał prawosławnych duchownych w służbie cywilnej. Dotychczasową miesięczną pensję zastąpi coroczna dotacja w wysokości około 200 mln euro. To krok w stronę rozdziału Kościoła i państwa” – pisze na stronie internetowej swojej polskiej edycji amerykański tygodnik „Newsweek”. „Warunek? Kościół ortodoksyjny nie będzie sprzeciwiał się przekształceniu Grecji w państwo świeckie, a także nie będzie zgłaszać roszczeń do nieruchomości zabranych przez państwo w 1952 r. Zostanie także utworzony wspólny fundusz zarządzający spornymi nieruchomościami, a zyski i koszty mają być dzielone po połowie pomiędzy rząd i Cerkiew” – informuje pismo.

Ewentualny entuzjazm zwolenników państw świeckich studzi dalszymi szczegółami katolicki portal Deon.pl: „Aby bardzo silny i wpływowy w tym kraju Kościół prawosławny nie sprzeciwiał się za bardzo proponowanym zmianom, rząd zapewnił, że nadal będzie opłacał około 9 tys. duchownych i inne osoby zatrudnione w różnych instytucjach kościelnych. Jednocześnie szef rządu oznajmił, że z chwilą wprowadzenia nowych przepisów księża przestaną być pracownikami publicznymi, jak to jest dotychczas, choć nadal będą otrzymywać pensje państwowe. Na ich utrzymanie i niektóre inne publiczne wydatki Kościoła państwo przeznacza rocznie ok. 189 mln euro ze specjalnego funduszu przeznaczonego na ten cel”.

Ograniczenie skali finansowania greckiego Kościoła prawosławnego przez państwo to jeden z wymogów wierzycieli długu Grecji, m.in.: Unii Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jeszcze do niedawna (2015 r.) blisko co piąty Grek był zatrudniony w sektorze publicznym. Formalne oddzielenie Cerkwi od państwa ma poprawić tę statystykę i uspokoić wierzycieli, bo patrząc na sprawę wprost, widać, że kryzys gospodarczy w Grecji naprawiany jest unijnymi – a więc i naszymi pieniędzmi, a setki milionów złotych z puli pomocowej trafiają do „sług bożych”. Obecnie dług Grecji to 179 proc. jego PKB (produktu krajowego brutto – wartość wszystkich dóbr i usług wyprodukowanych w danym państwie). Dla porównania: zadłużenie Polski jest na poziomie około 51 proc. PKB. Od 2010 r. na ratowanie finansów Grecji międzynarodowe instytucje finansowe wydały około 273,7 mld euro! Grecki Kościół Prawosławny ma przyznany status religii państwowej.

Analizując – bardzo, bardzo pobieżnie – to co ma miejsce w Grecji, widzimy, że ichni „czarni” zrzekają się częściowo przysługujących im praw do dokarmiania z państwowego żłobu. Mają za to dostawać 200 mln euro rocznie, czyli 860 mln zł. Odnotujmy jeszcze, że Grecja ma ponadtrzykrotnie mniej mieszkańców niż Polska, bo niecałe 11 mln. Gdyby nasi „czarni” mieli przyjąć podobne warunki,
musieliby dostawać około 660 mln euro rocznie, czyli 2 mld 840 mln zł rocznie; zaokrąglijmy to do 3 mld zł.
W Polsce katolicyzm nie ma jeszcze statusu oficjalnej religii państwowej. Mamy co prawda Królową Polski – Maryję (zawsze dziewicę!), mamy Króla Polski – Jezusa Chrystusa, mamy prezydenta, rząd i parlament ochoczo uczestniczących w kolejnych zawierzeniach, ale formalnie jesteśmy republiką, deklarującą rozdział Kościoła od państwa.

Nie ma precyzyjnych wyliczeń, ile skarb państwa traci na drenażu budżetu przez hordy księży i mnichów, bo nie ma dostępu do ich dokumentacji finansowej. Wiemy tylko, że jako Polacy utrzymujemy: prawie 11 tys. parafii, 44 diecezje ze 140 biskupami, ich pałacami i dworami, około 30 tys. księży, ponad 12 tys. zakonników i około 20 tys. zakonnic (2,2 tys. żeńskich domów zakonnych i 83 klasztory). Zakonnicy prowadzą około 700 parafii i 150 sanktuariów. Mają 140 zamkniętych domów rekolekcyjnych, 25 szkół podstawowych, 55 gimnazjów, 42 licea, 12 szkół podstawowych, 15 przedszkoli, 28 internatów, około 100 wydawnictw prasowych – to tylko maszynki do zarabiania pieniędzy należące do zakonników, czyli grupy stanowiącej zaledwie 20 proc. polskiego duchowieństwa! Do tych 62 tys. duchownych dorzućmy jeszcze ponad 2 tys. alumnów, czyli studentów 42 seminariów diecezjalnych, i 500 studentów 22 seminariów zakonnych – da nam to 65 tys. mordek do codziennego wyżywienia. Nienasyconych mordek. Dorzucamy się do utrzymania 12 uniwersytetów katolickich (wliczając w tę grupę „wydziały teologiczne” działające w ramach świeckich uczelni). Jeśli ich „kadrę” oszacujemy skromnie na 3 tys. osób, da nam to 68 tys. „gęb”.

No, to bez krępacji powiększmy tę liczbę o 30 tys. katechetów opłacanych z naszych podatków. Właśnie dobiliśmy do 100 tys. twarzy wołających kilka razy dziennie: chleba, igrzysk, wina. Wołają też o mieszkania, samochody, opiekę medyczną itd. Oni wszyscy niczego nie produkują – są tylko konsumentami tego, co wyprodukują zwykli ludzie i co odprowadzą do budżetu ze swych podatków.
Mamy też na utrzymaniu tłumek generałów i pułkowników, działający w ramach ordynariatu polowego w 10 rodzajach sił zbrojnych. Kapelanów więziennych, szpitalnych, policyjnych; kapelanów w straży pożarnej, straży granicznej, służbie kolei, służbie leśnej, administracji publicznej – w tym naszym państwie świeckim są wszędzie.
Przykład Grecji pokazuje, że można skłonić kler do opanowania. W naszym wypadku sumą „sprawiedliwą” byłaby kwota 3 mld zł rocznie, wypłacana z budżetu państwa. Za co wypłacana? Ano za to, żeby sobie poszli w jasną (przenajjaśniejszą) cholerę! Ale teraz, po tej wyliczance powyżej, pomyślcie: poszliby sobie? Oczywiście nie. Sumę tę musielibyśmy pomnożyć przynajmniej pięciokrotnie, by zrekompensować im roczne zyski „utracone” w służbie Panu (teraz i na zawsze!).

O co więc naprawdę w tym chodzi? Jak w każdym biznesie – o forsę; i wpływy polityczne, dzięki którym będzie jej jeszcze więcej. Oczywiście na chwałę Pana!

Poprzedni artykułHiszpania: Haniebne milczenie kleru
Następny artykułKronika wstydu
Dariusz Cychol
Młody, zdolny, dobrze zapowiadający się. Od 35 lat w dziennikarstwie. Dziennikarz agencyjny (PA INTERPRESS, PAP), prasowy (m.in. tygodnik „NIE” – zastępca redaktora naczelnego), telewizyjny (TVP INFO, TVP Regionalna), internetowy (tvp.info, regionalna.tvp.pl, tvpparlament.pl), krótko wykładowca akademicki (socjologia mediów). Wielbiciel nietypowych podróży, zakręconych ludzi i piesków wszelkiej maści. Wróg chamstwa, głupoty i nietolerancji. Bardziej ceni polską wódkę czystą (pod boczek lub słoninkę) niż whisky (pod orzeszki), a jeszcze bardziej niż wódkę lubi wytrawne, zrównoważone wina czerwone; w sporej ilości. (Jak ojciec: wymagający, ale wyrozumiały – przyp. red.).