Kaczyński idzie w ślady Lorda Farquaada: „Zapewne wielu z was zginie, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów”.

To, że prezes jest ścierwożercą politycznym, nie ulegało dotychczas wątpliwości. Wytrwale budował swoją karierę na trupie brata i innych ofiar katastrofy lotniczej, kłamliwie zapewniając o innej niż niedbalstwo przyczynie tego wypadku. Urządzał obleśne „miesięcznice”, będące manifestacją mieszanki trupiego jadu i niebywałej wprost nienawiści, wykrzykiwanej wulgarnie przez uczestników. Szerzenie trupiego jadu było czynnikiem formacyjnym dla jego partii, zanim stał się nim pęd ku korytu.

Przez całe lata Kaczyński spijał ten trupi jad, tucząc się nim politycznie i sondażowo. Ponieważ jednak źródełko zaczęło wysychać, gdyż atrakcyjność smoleńskiego kłamstwa o rzekomej „zbrodni” przygasła nawet dla najgłupszej klienteli spod znaku „smród, horror i smoleńszczyzna”, Kaczyński zapragnął posilić się, niczym wampir, krwią świeżą, choć zakażoną koronawirusem.

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments