Tak, jesteśmy „chamską hołotą”. My wszyscy. Ale to my zrobimy kiedyś z wami porządek.

Rzucając tę obelgę w twarz posłom opozycji, Kaczyński tak naprawdę nam wszystkim to powiedział. On. W limuzynach, otoczony ochroną, pan życia i śmierci, siejący nienawiść, uważający gości naszego domu za pasożyty, nasze dzieci skrzywdzone przez pedofilów – za pionki bez znaczenia, naszych rodaków LGBT – za śmiertelne zagrożenie, ateistów za agresorów, kobiety za inkubatory. On, od dekad żyjący na nasz koszt, prawdziwy pasożyt w naszej kieszeni, który nigdy nie zhańbił się uczciwą pracą. Podporządkowujący wszystko swojej chorej, ohydnej wizji władzy. Mający nas za nic. Nazwał nas chamską hołotą.

On może nas nazywać ubekami, komunistami, złodziejami, kanaliami, zdradzieckimi mordami, elementem animalnym, gorszym sortem. Jeśli zaś ktoś z nas nazwałby go skurwysynem, to natychmiast rzucą się na autora tego określenia – bądźmy szczerzy, ileż to razy używanego w prywatnych rozmowach wielu z nas w zaufanym kręgu – politycznie dyspozycyjni prokuratorzy, sprzedawczyki w togach sędziów, które nałożyła im jakaś bezwolna pacynka, ubeckie mendy udające policjantów i hieny wystrojone w dziennikarskie garniturki i garsoneczki, opinające tłuste ciała. Natychmiast też wyklną go klechy, po raz tysięczny przybrawszy swoją tradycyjną rolę kolaborantów niszczycieli ojczyzny.

Dotyka nas więc poczucie bezsilności. Co możemy zrobić, kiedy bandyta w sutannie broni pedofilów i chroniących ich wspólników, oskarżając chcących sprawiedliwości o najgorsze grzechy? Co możemy zrobić, kiedy obleśny rozwodnik kierujący telewizyjnym przekazem poucza nas o moralności? Co możemy zrobić, kiedy złodziej z rządową teką śmieje nam się w twarz, a ich propaganda robi z niego świętego pogromcę zarazy? Co możemy zrobić, kiedy przygłup w todze przyklepuje w trybunale każdą podłość władzy? Co możemy zrobić, kiedy prezydent wyrzuca z tłustych warg brednie o rzekomych sukcesach tej władzy w walce z wirusem, a my tracimy pracę albo opłakujemy bliskich? Co możemy zrobić, kiedy każdy ich ruch okazuje się podporządkowany albo chęci kupienia sobie głosów, albo przygarnięcia szmalu dla krewnych i znajomych?

Miejsce nasze i wasze

Oczywiście, pójdziemy wszyscy na wybory. I zagłosujemy – każdy na swojego kandydata. Mamy w czym wybierać: od lewicowca, przez liberała, ludowca, szołmena z klęcznikiem wyzierającym zza pleców, po faszystę. I może tym razem uda się skopać tyłki pisowcom. Pokazać im, gdzie ich miejsce. Pokazać, że jesteśmy może prości, może czasem dajemy się zmęczyć albo zwieść głupim obietnicom, czasem też dajemy się nabrać na gówno zawinięte w błyszczący papierek z broszką, ale jednak nie dajemy sobą pomiatać. Chamska hołota to my – Polacy. Macie nas za gówniany naród, który można kupić głupawym przesypaniem pieniędzy z jednej naszej kieszeni do drugiej? Może i macie rację. Ale ta chamska hołota, bardzo rzadko, raz na wiele lat, potrafi rozwinąć skrzydła i pokazać światu, że jest lepsza niż o nas wszyscy myślą. Lepsza, niż wy o nas myślicie.

Tak, jesteśmy chamską hołotą. Większość z nas ma chłopskie korzenie, którymi gardzi karłowaty gnom wychowany w willi zagrabionej prawowitym właścicielom. Jest w nas też spora domieszka „obcej krwi”: żydowskiej, ukraińskiej, niemieckiej, czeskiej, rosyjskiej. Taka z nas hołota – znajdy szamotane wiatrami historii, która rzadko była nam dobrą matką, a częściej złą macochą. Wy byście chcieli utoczyć nam krwi, żeby ją z tych domieszek „oczyścić”. Ale my, chamska hołota, lubimy siebie takimi, jak ukształtowały nas stulecia. Jesteśmy kundlami, mieszańcami, animalnym elementem, jak wolicie nas nazywać. Kij wam w oko.

Jesteśmy lepsi, niż wam się wydaje. Ta chamska hołota stworzyła przed setkami lat dom dla wielu, których inni nie chcieli. Nigdy nie poszła za swastyką, chociaż nie byliśmy tak idealni, jak chcecie nam to wmówić. Wy się wstydzicie naszej historii. My jesteśmy z niej dumni. W tej historii były i momenty, które wspominamy z bólem, ale w odróżnieniu od was – wyciągnęliśmy z nich wnioski i staliśmy się lepsi. Nigdy już nie zamkniemy naszych sąsiadów w stodole, żeby ich spalić i słyszeć, jak skwierczą ciała ich dzieci. My umiemy powiedzieć: przepraszamy. I wiecie co? To my jesteśmy lepsi. Nas wzmacnia prawda o naszej przeszłości. Was zżera rak kłamstwa i propagandy.

Nie wstydzimy się też 40 powojennych lat. Ten ustrój nie był naszym wyborem. Ale też nie walczyliśmy z nim po lasach, a waszych „bohaterów”, którzy zabijali po wojnie ludzi dla zabawy, mamy za zbrodniarzy. Wiemy lepiej od was, że po obu stronach było i dobro, i zło. Nic nie było jednoznaczne. Budowaliśmy tamtą Polskę orząc rolę, którą dał nam los. Wy, skończywszy tamte uczelnie, uzyskawszy stopnie naukowe za PRL, próbujecie nam dzisiaj odebrać tamten czas, wmawiając – znowu – że to był tylko czas rozpaczy. Była i rozpacz. Ale była i miłość, i zlana potem praca, i nadzieja, że kiedyś będzie przyzwoiciej, lepiej.

Próbujecie poróżnić nas z sąsiadami. Nigdy nie zrozumiecie nas, chamskiej hołoty. My mamy swoją godność i świadomość swojego miejsca na mapie. Jesteśmy Europejczykami. I wiemy lepiej od was, że Europa to wspólnota wartości, a nie bankomat, który po wyciągnięciu gotówki można bezkarnie obrażać. Bo to nasza Europa. Nasz „większy dom”. Latami marzyliśmy, żeby tu było tak jak tam. Nie chodziło tylko o pieniądze. My chcieliśmy też praw człowieka, równości. Tak, lubimy te parady LGBT z piórami, bo paradują nasi rodacy. Tacy sami jak my. Nie będziemy się ich wstydzić. Nikogo z naszych nie będziemy się nigdy wstydzić. W tyłek sobie wsadźcie tę goebbelsowską propagandę. Nie po to straciliśmy miliony naszych na wojnie z faszyzmem, żeby dzisiaj w waszej telewizji słuchać tłustego Goebbelsa w spódnicy.

Przebudzenie

Każecie nam się wstydzić ostatnich 30 lat. Mówicie, że to było „kondominium”, że „wszyscy kradli”… Mówicie tak, łobuzy, o naszym domu. Ciężko pracowaliśmy, żeby go zbudować. Tak, zrobiliśmy po drodze mnóstwo błędów. Kupowaliśmy za mało książek, kulturę traktowaliśmy jak zbytek. Zapominaliśmy o najsłabszych. Ale to są nasze błędy i nikt nie dał wam prawa, żeby nas z nich rozliczać. Ta Polska to dom nas wszystkich i taką ją chcemy budować. Jeśli chcecie budować ją z nami – prosimy, zawsze byliśmy otwarci. Zbudowaliśmy dom, do którego każdy może wejść i z którego każdy może wyjść – wolna droga. Wypierdalajcie zatem, jeśli tak tym domem i nami gardzicie. Chamska hołota? Pewnie tak. Ale to nas jest większość i wy u nas jesteście gośćmi. To nasza Polska: otwarta, dumna, zaradna i kolorowa. Nasza gościnność może się skończyć szybciej, niż wam się wydaje.

Każecie nam klękać przed klechą. Klękamy, bo lubimy tu tradycję. Ale dobrze pamiętamy, co pisał Kościuszko. Nie przeginajcie, bo jesteśmy chamską hołotą, ale o gorących sercach. Nie różnimy się tak bardzo od Francuzów, nas też stać na rewolucję. Pomawiacie nas, że zabiliśmy „wam” prezydenta, nazywacie nas „zdradzieckimi mordami”. To był też nasz prezydent, jeden z wielu błędów, które zrobiliśmy. Nie zabijamy swoich. A jak szukacie winnych, to najpierw poszukajcie wśród was. Ktoś im tam kazał lądować we mgle. Naprawdę nie wiecie kto? Bo my wiemy.

Nie wiemy jeszcze, jak zdecydujemy w tych wyborach. Ale rzucenie nam w twarz, że jesteśmy tą „chamską hołotą”, wielu z nas otworzyło oczy. Chcieliście nas obrazić. Nie wyszło. My wiemy, kim jesteśmy. Tak, macie rację, chamską hołotą. Nie jesteśmy banksterami jak ten wasz premier – oszust, opowiadający kłamstwa tak nałogowo, że stał się obiektem dowcipów. Nie wychowaliśmy się w krakowskim domu, w którym rodzice naukowcy nawet kompletnemu idiocie wymoszczą ścieżkę kariery. Nie wychowaliśmy się też w żoliborskiej willi, w rodzinie PZPR-owskich aparatczyków. Kiedy popełnimy błąd, rozlicza nas wasza bezpieka z prokuraturą, dla których wy jesteście świętymi krowami. Jesteśmy więc tylko chamską hołotą. Ale to my zrobimy z wami kiedyś porządek.

Jeśli nawet wygralibyście te jeszcze jedne wybory (w co nie chcemy wierzyć, ale wy potraficie oszukiwać jak nikt inny), to przecież już wiecie, że praktycznie was nie ma. Chamska hołota się obudziła. I przyjdzie po was. To tylko kwestia czasu. Prócz skrzydeł, mamy też mocne pazury i dziób. Jak nasze godło. Choćbyście ubrali je w tysiąc krzyżyków – to jest orzeł, a nie choinka czy ołtarzyk. A to bardzo drapieżny ptak.

Facebook Comments