W połowie października w Watykanie zaprezentowano model elektronicznego różańca kompatybilnego ze smartfonami. Ogłoszono, że kosztujące około 100 dolarów urządzenie pozwoli w wygodniejszy sposób pomodlić się za biednych. To jeden z wielu dziwnych katolickich gadżetów, jakie pojawiły się na rynku.

Jeżeli wydaje się wam, że wotywne kandelabry na monety, gdzie po wrzuceniu pieniążka zapala się dioda w danej intencji, są szczytowym osiągnięciem katolickiej elektroniki, jesteście w błędzie. Na rynek wszedł właśnie e-różaniec – odmiana
smartwatcha aktywującego się po przeżegnaniu się, który m.in. mierzy poziom żarliwości modlącego. Nietani gadżet, wypuszczony na rynek przez firmę z Tajwanu, zyskał aprobatę Kościoła katolickiego, usiłującego nadążyć za trendami w elektronice, by przyciągnąć do siebie młodych ludzi nierozstających się z komórkami. Nie jest to pierwsza tego typu próba.

Smartkrzyż w e-różańcu

Nowoczesny design, funkcjonalność i kompatybilność z systemami iOS oraz Android – te cechy kojarzone ze smartfonami posiada zaprezentowany w Watykanie i dostępny w przedsprzedaży e-różaniec. Urządzenie, które może być noszone jako bransoletka, posiada 10 hematytowych bądź agatowych paciorków oraz przechowujący dane „smart-krucyfiks” z inskrypcją IHS. Aktywuje się ono, kiedy noszący wykona znak krzyża, a następnie, dzięki synchronizacji z telefonem, łączy się z serwisem o nazwie „Kliknij, by zmówić e-różaniec” („Click To Pray e-Rosary”). Duchowe leniuchy, nie sądźcie jednak, że to urządzenie „samobieżne” i będzie się modlić za was. Po aktywacji właściciel ma do wyboru kilka opcji: różaniec standardowy, kontemplacyjny albo tematyczny w intencji za młodych albo uchodźców (kolejne opcje mają zostać dodane w najbliższych miesiącach).
Gadżet uzyskał oficjalne wsparcie Stolicy Apostolskiej, która przez działalność Papieskiej Ogólnoświatowej Sieci Modlitwy (obchodzącej 175. rocznicę powstania i 10. reaktywacji) mobilizuje katolików do zmierzenia się z duchowymi wyzwaniami stawianymi przed ludzkością i Kościołem. E-różaniec to najnowsza próba przyciągnięcia do siebie młodych osób, niewyobrażających sobie życia bez elektroniki i internetu.
– Różaniec to piękna tradycja duchowa, pozwalająca na kontemplowanie Ewangelii wspólnie z Maryją. To też prosta, skromna modlitwa. W świecie pełnym niesprawiedliwości, biedy, łamania elementarnych zasad, modlitwa o pokój oznacza zjednoczenie się w codziennych trudach z najuboższymi, przedstawicielami innych kultur i wyznań – powiedział salezjanin o. Frédéric Fornos, koordynator Papieskiej Ogólnoświatowej Sieci Modlitwy, na oficjalnej prezentacji urządzenia 14 października.
Słowa o ubóstwie były nieco nie na miejscu, bo elektroniczny, wodoodporny różaniec do tanich nie należy. Można go mieć za 110 dolarów, czyli około 425 zł. To dość dużo jak na smartwatcha, który nie oferuje zbyt wiele poza liczeniem kroków i pacierzy. Prezentując wynalazek dziennikarzom na konferencji prasowej, Fornos i jego koledzy dodali, że przypadnie on do gustu młodym, którzy dzięki niemu będą mogli utrzymywać stałą łączność z papieżem Franciszkiem mającym konto na specjalnej watykańskiej platformie. Dodali również, że to wspaniałe narzędzie „edukacyjne”, pozwalające monitorować własny postęp duchowy.

Elektroksiądz i aparat biblijny

Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad na rynku pojawiło się wiele gadżetów dedykowanych katolikom. Większość nie zrobiła furory, nierzadko stając się obiektem drwin.
Futurystyczne różańce od zawsze kusiły producentów elektroniki, a urządzenie zaprezentowane niedawno w Watykanie miało licznych tańszych i tandetniejszych poprzedników. Zaliczał się do nich m.in. Electronic Rosary ciągle dostępny w sprzedaży za 30 dolarów. Posiada plastikową obudowę w kształcie serca, głośniczek, diody i automatyczne zaprogramowane „tajemniczki” na każdy dzień tygodnia. Codziennie o 15 alarmuje on właściciela, że nadeszła „godzina miłosierdzia”. Ma też wbudowany „pacierzomierz”, pozwalający zarejestrować do 99999 modlitw, na wypadek gdyby ktoś je kiedyś sprawdzał.
Istniały też inne, bardziej nietypowe urządzenia. Pamiętacie komedię „U Pana Boga za piecem”, gdzie proboszcz rozdawał pagery, by mieć pod kontrolą odprawianie pokuty? Podobną usługę oferowała przed laty firma Pure Vision Ministries, wysyłając klientom na pagery cytaty z Pisma Świętego, które wspomagały religijne życie jednostki oraz szerzenie Słowa Bożego wśród bliźnich.
Bardziej zaawansowanym tworem jest Megavoice, oferujący 160 godzin nagrań cytatów Starego i Nowego Testamentu. Jego twórcy, o dziwo, przetrwali okres odtwarzaczy MP3 i smartfonów, a na ich witrynie internetowej można odnaleźć zdjęcie ubogiego Afrykanina słuchającego słów Boga z urządzenia, które przypomina skrzyżowanie walkie-talkie z licznikiem Geigera. Producenci wyjaśniają, że Megavoice musi być solidny, ponieważ powstał z myślą o osobach niepiśmiennych i najuboższych w biednych krajach, choć „wypasione” modele kosztują około 80 zł. Jest to więc rodzaj „przenośnego księdza” dla mieszkańców Trzeciego Świata.
Kilkanaście lat temu świadczono w USA bardziej ekscentryczne usługi. Przykładowo za kilka centów można było odmówić zdrowaśkę z lektorem przez telefon. Na rynku pojawił się też na krótko aparat fotograficzny ze specjalnym filmem z cytatami biblijnymi, które doskonale wkomponowywały się w scenki z życia każdej chrześcijańskiej rodziny. Po upowszechnieniu się smartfonów nastał z kolei boom na aplikacje biblijne i związane z życiem duchowym.

Katofony

Wielu specjalistów wspominało, że Kościół musi iść z duchem czasu, nie tylko poprzez media dostępne za pośrednictwem internetu, ale również różnego rodzaju aplikacje. Jedną z nich jest Prayo, które pomaga podróżującemu człowiekowi znaleźć najbliższy kościół z godzinową rozpiską mszy. W Polsce dostępnych jest też wiele serwisów oferujących nagrania Pisma Świętego czy modlitw bądź możliwość wykonania rachunku sumienia. Przykłady to „Modlitwa w Drodze” i „Maraton Różańca”, które pomagają łączyć się z Bogiem ludziom uprawiającym biegi długodystansowe albo np. kierującym tirem.
Wśród aplikacji katolickich są też prawdziwe perełki.
Dla przykładu „Confession” pozwala w profesjonalny sposób przygotować się do spowiedzi, ustalając, czy i w jakim stopniu się grzeszy. Zadaje ona użytkownikowi pytania typu: „Czy używałem antykoncepcji?” albo „Czy akty seksualne w moim małżeństwie są obliczone na powołanie nowego życia?”. Przy szczegółowym omawianiu każdego przykazania pada też oczywiście pytanie o homoseksualizm. Z kolei „Bible Shaker” pozwalał po potrząśnięciu telefonem „wylosować” biblijny cytat z jednej z wielu dziedzin, takich jak: błogosławieństwo, finanse, piekło czy wspomniany homoseksualizm. Inna aplikacja wyszukuje debiutantów i nowości w muzyce chrześcijańskiej.
Oczywiście podobne gadżety i usługi dostępne są też wyznawcom innych religii. Popularnością wśród pobożnych muzułmanów cieszą się aplikacje z cytatami Koranu, sunny albo wskazujące zabieganemu człowiekowi czas jednej z pięciu codziennych modlitw. Z kolei w 2008 r. w Chinach pojawił się przypominający puderniczkę telefon komórkowy Nokia dedykowany buddystom.
Trzeba dodać, że zalety nowych technologii rozumie papież Franciszek, który na początku 2019 r. uroczyście uruchomił aplikację, z którą związany jest e-różaniec. Ma to być modlitewny odpowiednik Facebooka, gdyż – jak mówił papież – Kościół też jest przecież swego rodzaju „portalem społecznościowym”.

Facebook Comments