Śmierć i polityka

PiS gra trupami. Dzieli zmarłych na swoich i obcych.

Pisowcy zapisali do swego obozu masę ludzi, którzy nie mogą zaprotestować, gdyż nie żyją. „Żołnierze wyklęci”, powstańcy warszawscy (ci, którzy jeszcze żyją oponują – ale nikt ich nie słucha). Pogromcy bolszewików z 1920 r. Legiony Piłsudskiego (czy naprawdę Marszałek chciałby mieć takich spadkobierców, jak pisowska „nowa elita”?). Sięgając dalej do czasów Piastów, PiS uzurpuje sobie prawo do całej polskiej tradycji patriotycznej. Niczym armia umarłych we „Władcy Pierścieni”, wszystkie te widma – Mieszko I, Kazimierz Wielki, Jan III Sobieski (pogonił kota muzułmanom, brawo!), „Inka”, Jan Paweł II – mają walczyć po stronie PiS, w zamian za co władza funduje im liczne „upamiętnienia”.

Największymi bohaterami okazują się ci, którzy podjęli beznadziejną walkę, wiedząc, że zginą albo doprowadzą do ogólnej masakry. Dlatego w pisowskiej polityce historycznej „wyklęci” wyparli akowców. Wzorem dla młodzieży ma być marnie uzbrojony i słabo obeznany z polityką chłopak z lasu, który po zakończeniu wojny wyczekuje Andersa na białym koniu i łudzi się, że – zabijając od czasu do czasu jakiegoś milicjanta lub geodetę od reformy rolnej – wypędzi z kraju Armię Czerwoną. To samobójcze zachowanie dyktuje mu bowiem… honor (patrz załgany serial TVP „Czas honoru”). Lepiej zginąć z honorem, niż żyć na klęczkach…
Autor Dorota Wróblewska
Więcej efaktyimiy.eu

Artykuł pochodzi z numeru 41/2019 tygodnika Fakty i Mity