W środowisku naukowym coraz głośniej mówi się o badaniach nad odwracaniem śmierci mózgu, co zdaniem niektórych stanie się rzeczywistością w nieodległej przyszłości, kiedy zgon będzie traktowany jak choroba.

Śmierć, odwieczna tajemnica i nieodłączny element wszystkich religii, z których większość widzi w niej bramę do innego wymiaru egzystencji, w niedalekiej przyszłości może zostać pozbawiona otoczki sacrum i będzie traktowana jak… schorzenie, którego przyczyny można zwalczać. Coraz śmielej mówią o tym szanowani naukowcy, wskazując, że dotychczasowy sposób rozumienia śmierci przez biologów i neurologów mógł być błędny. Szczególne kontrowersje wzbudził eksperyment, którego wyniki opublikowano pół roku temu, udowadniający, że z pomocą dostępnych obecnie metod można przywrócić niektóre czynności martwego mózgu u świń. Czy to samo będzie kiedyś możliwe u człowieka? To pytanie, jeszcze do niedawna kojarzące się z szarlatanerią i wybrykami rodem z powieści „Frankenstein”, zadał niedawno na łamach prestiżowego pisma „Scientific American” prof. Christof Koch, jeden z czołowych światowych neurologów i specjalista od biologicznych mechanizmów świadomości. Jego zdaniem, dużymi krokami zbliża się chwila, kiedy ktoś zdecyduje się na złamanie tabu i spróbuje przywrócić do życia martwy ludzki mózg.

Mózg twardszy niż się wydaje

Marzenia ludzkości o zmartwychwstaniu są stare jak świat. Powracać z krainy umarłych mieli tacy bogowie jak Ozyrys czy Baal, a wieki później Jezus Chrystus, który – jak rzesze innych cudotwórców – miał także dysponować mocą przywracania do życia zwykłych śmiertelników. Przez kolejne stulecia różnej maści uczeni, alchemicy i szarlatani bezskutecznie poszukiwali sposobów na reanimację martwego ciała. W czasach bardziej współczesnych podobne eksperymenty prowadzili m.in. Giovanni Aldini i Robert E. Cornish, wykorzystując do tego takie metody, jak rażenie nieboszczyków prądem czy zastrzyki z adrenaliny. Ich marzenia dościgają współcześni uczeni, snujący wizje przywracania do życia mózgów pacjentów, którzy w normalnych okolicznościach zostaliby uznani za zmarłych.
W kwietniu br. w piśmie „Nature” ukazał się artykuł na temat eksperymentu przeprowadzonego przez zespół prof. Nenada Sestana z Yale University, który wzbudził ogromne kontrowersje. Udało mu się z pomocą specjalistycznego „systemu wspomagania” o nazwie BrainEx przywrócić niektóre funkcje w mózgach świń zabitych w rzeźni niedaleko laboratorium. Cztery godziny po śmierci mózgi zwierząt zostały umieszczone w specjalnych pojemnikach, a następnie potraktowane roztworem dostarczającym tlen, składniki odżywcze oraz substancje uniemożliwiające rozpad neuronów i blokujące zainicjowanie elektrycznej aktywności organu, choć – jak podkreśla „Nature” – uczeni byli przygotowani na podanie anestetyków, gdyby zauważyli, że świńskie mózgi zaczynają odzyskiwać świadomość i odczuwają z tego powodu cierpienie.
Badania Sestana były zmodyfikowaną wersją tego, co w latach 40. ubiegłego wieku próbowali osiągnąć uczeni radzieccy i co zostało utrwalone w głośnym filmie „Eksperymenty nad ożywianiem organizmów”. Kierujący pracami dr Siergiej Briuchonienko, specjalizujący się w ożywianiu martwych psów, opracował na tej podstawie jeden z pierwszych modeli płucoserca. Prof. Koch, komentując badania nad świniami, również zauważa w nich pewien potencjał dla homo sapiens:
„Kora mózgowa u świń jest silnie pofałdowana, podobnie jak u człowieka. Procedury neurochirurgiczne są też rutynowo testowane na tych zwierzętach nim przejdzie się do prób z ludźmi. Patrząc więc pod względem technicznym, można byłoby zrobić to samo z człowiekiem” – pisał na łamach „Scientific American”.
Sestan udowadniając, że nawet przez 36 godzin można podtrzymać niektóre metaboliczne i fizjologiczne funkcje wyjętego z czaszki mózgu, dodał też nowy wątek do trwającej od lat dyskusji o wyznaczaniu dokładnego momentu śmierci. Dr Lance B. Becker, specjalista medycyny ratunkowej wyjaśnia, że choć wielu lekarzy uznaje, że nawet kilka minut bez tlenu wywołuje w mózgu nieodwracalne uszkodzenia, badania nad świniami pokazują, że organ ten ma większą żywotność niż sądzono.
– Eksperymenty te wrzucają granat na pole panujących dotąd przekonań. Być może nie docenialiśmy w znacznym stopniu zdolności mózgu do odzyskiwania sprawności – dodał na łamach „The Nature”.

Nowi Łazarze

Prof. Koch studzi jednak emocje, tłumacząc, że nawet jeśli świński lub ludzki mózg odzyskałby świadomość w laboratoryjnym akwarium, miałaby ona szczątkową formę. Choć aktywowałyby się niektóre neurony, gros innych byłoby trwale uszkodzonych, a upośledzony organ byłby świadom swego cierpienia, co według niektórych czyni eksperyment Sestana wątpliwym pod względem moralnym i oddala perspektywę włączenia doń ludzi. Ma on także inne daleko idące implikacje związane m.in. z dawstwem organów – dodaje Koch. Praktyka tymczasowego utrzymywania przy życiu dawców, u których orzeczono śmierć mózgu, również może wydać się nieetyczna, skoro okazuje się, że BrainEx działa i potrafi im pomóc (przynajmniej hipotetycznie). Dlatego też każdy podobny eksperyment powinien być dokładnie omawiany, tym bardziej że mimo postępu nauki i techniki nadal nie osiągnięto konsensu, gdzie zaczyna się i kończy życie człowieka – tłumaczy uczony w rozmowie z „Nature”. Przykładowo w ubiegłym roku opublikowano wyniki badań, z których wynika, że krótko po śmierci organizmu uaktywniają się niektóre geny i nie jest do końca jasne, dlaczego tak się dzieje.
Choć Koch w ostatnich wypowiedziach wskazywał, że ewentualne badania nad przywracaniem ludzi z obszaru (pozornej?) śmierci to odległa i wątpliwa kwestia, w połowie października pojawiły się informacje o firmie Bioquark z USA, która miała otrzymać zielone światło na przeprowadzenie eksperymentalnej terapii z udziałem 20 „ochotników” w stanie śmierci klinicznej. Zadaniem projektu ReAnima (którego pełna nazwa to „Pierwsza neuroregeneracja i neuroreanimacja u człowieka”) ma być poprawa stanu pacjentów, pozwalająca im na funkcjonowanie bez respiratorów, poprzez zastosowanie specjalnej terapii wpływającej na funkcjonowanie górnego odcinka rdzenia kręgowego.
– To pierwsza tego rodzaju próba i kolejny krok w kierunku ostatecznego odwrócenia śmierci – deklarował dyrektor firmy Ira Pastor.
Testy mają być przeprowadzone w Indiach, gdzie wcześniej drogę przecierał lekarz Himanshu Bansal, łącząc terapię peptydami i mezenchymalnymi komórkami macierzystymi ze stymulacją laserową mózgu. Bansal, który w indyjskich mediach ogłaszał, że chce przejść do historii jako pierwszy wskrzesiciel człowieka, miał przeprowadzić udane testy na pacjentach w Delhi. Pastor dodaje, że wstępne stadium projektu będzie koncentrować się na diagnozie i doborze odpowiednich metod symulacji. Nie chodzi tu jednak o dosłowne wskrzeszanie umarłych, ale o próbę maksymalnego zbliżenia pacjentów spisanych na straty do w miarę „normalnego” stanu w zakresie niektórych procesów fizjologicznych. Problem w tym, że Pastor mówi o swoich planach od lat, a jego profil na Facebooku wypełniają fantastyczne deklaracje o planowanych badaniach nad hibernacją, regeneracją kończyn i walką z nieuleczalnymi chorobami. Trudno więc uznać, gdzie dla Bioquarka kończą się marzenia, a zaczynają konkrety, choć jego dyrektor przyznaje, że nie przejmuje się krytyką, ponieważ ci, których horyzonty sięgały daleko (łącznie z Jezusem), zawsze byli nienawidzeni.
Mimo to nawet wielcy uczeni jak prof. Koch nie boją się snuć przypuszczeń w sprawie badań nad odwracaniem skutków śmierci.
„To, co na początku XX w. było nieodwracalne, czyli np. ustanie oddechu, stało się odwracalne wraz z końcem stulecia. Bardzo trudno określić, czy tak samo może być ze śmiercią mózgu. Ostatnie eksperymenty sugerują jednak, że nie są to tylko dzikie fantazje” – dodaje.