Okładka tygodnika "Fakty i Mity" nr 28/2019
Trwa śledztwo w sprawie przyczyn samobójstwa diakona w łomżyńskim seminarium. Badane są stosunki rodzinne i koleżeńskie niedoszłego duchownego.

18 maja br. około godz. 23.12 Prokuratura Rejonowa w Łomży została powiadomiona przez dyżurnego Komendy Miejskiej Policji w Łomży o nagłym zgonie diakona z łomżyńskiego Wyższego Seminarium Duchownego (WSD). Ciało ubrane w sutannę znaleziono na strychu w jednym z budynków należących do uczelni. Zwłoki diakona Marcina*, pilnowane przez policjanta, wisiały całą noc w oczekiwaniu na pojawienie się prokuratora. Dopiero rankiem ruszyło śledztwo.

Bez udziału osób trzecich

– Przy udziale prokuratora przeprowadzono oględziny miejsca ujawnienia zwłok. W ich wyniku ustalono, że do śmierci doszło prawdopodobnie przez powieszenie – tuż po zdarzeniu informował „FiM” rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łomży Rafał Kaczyński. – Prokuratura Rejonowa w Łomży wszczęła śledztwo w sprawie o czyn z artykułu 151 kk, który mówi: „Kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do lat pięciu”. Wstępne oględziny, przy jakich zwyczajowo obecny jest prokurator, nie wskazują na udział w zdarzeniu osób trzecich. Niemniej jednak Zakładowi Medycyny Sądowej w Białymstoku zostały zlecone szczegółowe badania – wyjaśnia rzecznik.

Po tragicznym wydarzeniu na stronie internetowej łomżyńskiego seminarium rektor, ks. dr Jarosław Kotowski, napisał: „W związku z tragedią seminarium podjęło starania o zorganizowanie spotkań dla kleryków z psychologami. Odbyły się już konsultacje indywidualne i mamy już zaplanowane spotkanie z przedstawicielami Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego oraz z terapeutą. (…) Będziemy informować przez stronę seminaryjną i komunikat kurii”. Obok formalnych informacji o tragedii zamieścił prośbę o modlitwę za współbrata.
Desperacki krok diakona zbiegł się w czasie z falą społecznego poruszenia, jaką wywołał film braci Sekielskich. Poruszany w dokumencie problem molestowania seksualnego w Kościele oraz zła sława, jaką okrył łomżyńskie seminarium były ordynariusz tamtejszej diecezji i późniejszy arcybiskup poznański Juliusz Paetz skłaniały do spekulacji. Szybko pojawiły się plotki o konflikcie pomiędzy współmieszkańcami internatu działającego przy seminarium, o swoistej „fali”, bardziej drastyczne pogłoski o wykorzystaniu seksualnym kleryków, a nawet próbie gwałtu, do której miało dojść dwa–trzy tygodnie przed samobójstwem Marcina. Jedna z nich – najpopularniejsza – mówiła o stosunkach seksualnych, które denat miał odbyć krótko przed popełnieniem desperackiego czynu. Nie potwierdziliśmy jej prawdziwości w ramach naszego redakcyjnego śledztwa.

– W trakcie postępowania nie ujawniono zjawiska tzw. fali w internacie – poinformował „FiM” prokurator Rafał Kaczyński. – Prokuratura Rejonowa w Łomży w tej chwili nie posiada informacji o tym, że około trzech tygodni przed samobójstwem młodego księdza zgłoszono na pogotowiu gwałt bądź próbę gwałtu w internacie seminarium. Okoliczności te zostaną sprawdzone i zweryfikowane w ramach postępowania przygotowawczego – wyjaśniał rzecznik. Potwierdziła to równiez w rozmowie z „FiM” rzecznik łomżyńskiej policji.

– W rejestrze interwencji policji w 2018 i 2019 r. pod adresem seminarium duchownego, tj. plac Papieża Jana Pawła II nr 1, nie mamy odnotowanych interwencji, poza wezwaniem do zdarzenia, w związku z którym wszczęte zostało śledztwo prokuratury – zapewnia nas aspirant Ewelina Szlesińska.

Brak powodów

Rodzinna miejscowość Marcina to spora jak na podlaskie realia wieś. Większość mieszkańców to rolnicy utrzymujący się z hodowli krów mlecznych i upraw. Bliscy diakona teoretycznie niczym nie różnią się od reszty. Jednak, jak wynika z relacji sąsiadów, są na swój sposób hermetyczni. W zasadzie to chyba nawet mało towarzyscy. W rozmowach z osobami znającymi tę rodzinę pojawia się wątek konfliktu pomiędzy Marcinem a jego rodzicami. Zbawieniem dla tych napiętych relacji miało być seminarium w Łomży, do którego chłopak dostał się rok wcześniej.

Wśród kolegów z uczelni uchodził za bardzo skrytego samotnika. Radził sobie z nauką. Po pierwszym roku miał zaliczone wszystkie egzaminy i odbyty obóz rekolekcyjny przed święceniami diakonatu. 12 maja br., jako jeden z 10 alumnów Wyższego Seminarium Duchownego w Łomży, przyjął z rąk biskupa łomżyńskiego Janusza Stepnowskiego święcenia diakonatu. Teoretycznie nic nie wskazywało na zbliżające się załamanie. W trakcie późniejszego dochodzenia pojawiły się co prawda głosy, że Marcin miał opory przed przyjęciem komunii z rąk jednego z przełożonych, ale szybko się z tego wycofano.

Na podstawie zeznań kolegów z seminarium śledczy ustalili, że feralnego dnia Marcin zachowywał się nieco inaczej.
– Mieliśmy wrażenie, że usiłuje się z nami pożegnać. Pytał niektórych z nas, czy zrobił komuś jakąś krzywdę i prosił o wybaczenie. Następnie pożyczył od kolegi z wyższego roku sutannę. To w niej się powiesił – zeznał jeden z diakonów.
Co Marcin chciał wyrazić przez odebranie sobie życia w sutannie – poczuć się przez chwilę księdzem, wskazać na Kościół jako winnego jego czynu, zemścić się na kimś – pozostanie tajemnicą, którą zabrał ze sobą.
– Szkoła nie miała pojęcia o zamiarach Marcina – tłumaczy się ks. rektor Jarosław Kotowski. – Nie było żadnych sygnałów ani z jego strony, ani ze strony innych studentów, że dzieje się coś złego – dodaje.

Jednak rodzina nie zgodziła się na pogrzeb niedoszłego duchownego w katedrze przy asyście biskupiej i uczelnianej świty. Natychmiast po zakończeniu koniecznych czynności, zleconych przez prokuraturę, jego ciało zabrano do rodzinnej miejscowości i po nabożeństwie w macierzystej parafii pochowano na lokalnym cmentarzu. Wyniki sekcji zwłok, jakie w ostatnich dniach nadeszły z Zakładu Medycyny Sądowej do prokuratury w Łomży potwierdziły wstępną wersję o samobójstwie.
– W toku postępowania badane są wszystkie wątki, w tym relacje rodzinne i koleżeńskie – informuje prokurator Karolina Szulkowska, która nadzoruje sprawę. –  Ze względu na dobro śledztwa nie mogę potwierdzić informacji, czy ofiara była w czasie czynu ubrana w sutannę i czy leczyła się psychiatrycznie. Śledztwo ciągle trwa – dodaje prokurator.

***

W połowie czerwca 2019 r. rozpoczął się kolejny nabór na pierwszy rok studiów w Wyższym Seminarium Duchownym w Łomży. Każdy z kandydatów musi zgłosić się osobiście do rektoratu, aby złożyć dokumenty. Wśród nich obowiązkowe jest własnoręcznie napisane podanie o przyjęcie do WSD z opisem motywacji kandydata, odręcznie napisany życiorys, opinia księdza proboszcza o kandydacie i jego rodzinie, opinia katechety oraz świadectwa i zdjęcia. Oprócz sprawdzenia wiedzy merytorycznej, kandydaci przechodzą swego rodzaju test psychologiczny, ale w zasadzie jego wynik nie wpływa na rezultat rekrutacji. W dobie kryzysu powołań każdy kandydat jest na wagę złota.
Nauka i pobyt w seminarium są w stanie wyrównać różnice w poziomie wiedzy religijnej kleryków, ale nie rozwiążą ich osobistych problemów natury psychicznej. Pozbawieni opieki specjalistów i skazani na kościelną indoktrynację młodzi ludzie nie mają szans w walce z trapiącymi ich „demonami”.

* Chcąc uszanować prywatność i żałobę rodziny zmarłego diakona, zmieniliśmy w tekście jego imię.

Facebook Comments