fot. Adobe Stock
Takiego terroru jak przy odbiorze śmieci nie było w Polsce od czasu okupacji.

Jeszcze w ubiegłym roku, kiedy chciałeś zaszkodzić swemu wrogowi, to najczęściej podrzucałeś mu świnię. Przysłowiową rzecz jasna. Wtedy anonimowo przesyłałeś na komórki jego rodziny albo znajomych podstępnie nagrany filmik, totalnie kompromitujący twego wroga. Mogłeś też przesłać zwierzchnikom w jego pracy niepodważalne przykłady jego podłego charakteru. Czasem nawet dowody jego niekompetencji.

Wtedy mieliśmy do czynienia ze „świnią merytoryczną”, spotykaną znacznie rzadziej niż zwykła „świnia zawistna”. Ale mamy już 2020 r. Nowy rok nowych możliwości skutecznego szkodzenia. Rok wykluwającego się terroryzmu śmietnikowego.
Przewidzieli go dalekowzroczni mieszkańcy Sycewic w województwie pomorskim. Sto sześćdziesiąt rodzin jednego z tamtejszych osiedli mieszkaniowych może legalnie wyrzucać śmieci tylko dwa razy dziennie: rano od godziny 7 do 9 i wieczorem między godziną 18 a 20. W tym czasie starannie wyselekcjonowany i wykwalifikowany pracownik miejski bacznie pilnuje, czy wyrzucane odpady są właściwie posegregowane. Przez resztę doby wszystkie śmietniki sycewskie są nieczynne. Zamknięte na cztery spusty. Monitorowane ukrytymi kamerami jak bankomaty.

„Do tej pory mieliśmy ogólnodostępne, całodobowe śmietniki. I cały czas ktoś nam coś podrzucał” – mówił w mediach Mieczysław Stępniewski, sołtys Sycewic. „Największy problem był ze zużytymi oponami”.

Podobnie jest teraz na osiedlach spółdzielni mieszkaniowej „Kolejarz” w Białej Podlaskiej. Tam również śmieci można wyrzucać jedynie w ściśle określonych porach, porannych i wieczornych, i tylko pod czujnym okiem oddelegowanego pracownika spółdzielni. A wszystko po to, aby nie dopuścić do niekontrolowanego zmieszania przeznaczonych do segregacji śmieci.

Dyktatura śmieciarek

Od pierwszego stycznia tego roku opłaty za odbiór śmieci radykalnie rosną. Jeszcze bardziej rosną kary za niedotrzymywanie narzuconych obywatelom przez Sejm RP rygorów segregowania i wyrzucania śmieci. Dodatkowo firmy zajmujące się odbiorem naszych odpadów wywalczyły sobie prawo do nieodbierania nieprawidłowo posegregowanych śmieci. W efekcie takiego ekonomiczno-prawnego dyktatu korporacji śmieciarskich w tym roku opłaty jedynie za wyrzucanie już posegregowanych śmieci w osiedlach stołecznej Warszawy wzrastają z ośmiu złotych do sześćdziesięciu kilku miesięcznie. Co daje przynajmniej osiemset złotych rocznie!

Tu warto przypomnieć, że za osiemset złotych można pojechać trzy razy do Lichenia z parafialnym biurem podróży albo siedem razy rozkoszować się seksem francuskim w polskim wydaniu.

Warto też, a wręcz trzeba przypomnieć, iż wspomniane wyżej śmieciowe korporacje wprowadziły surową odpowiedzialność zbiorową za odbierane śmieci.

To oznacza, że chociaż 159 użytkowników wspólnego śmietnika będzie pilnie, regularnie i prawidłowo segregować oddawane odpady, to wystarczy, że tylko jeden raz ktoś jeden wrzuci jedną butelkę lub, co gorsza, jeden plastik do pojemnika z bio – a wtedy już tylko za to jedno odpadowe niedbalstwo jednego mieszkańca zapłacą solidarnie wszyscy. Takiego dyktatu, takiej odpowiedzialności zbiorowej nie było w Polsce od czasów okupacji niemiecko-radzieckiej.

Oczywiście można też zapytać: Dlaczego Naród Polski, naród wybrany przez Boga i Historię do najważniejszych zadań i czynów tak chwalebnych, jak choćby przewodzenie narodom Trójmorza, nadal nie jest w stanie opanować sztuki segregowania śmieci?

Dlaczego nie potrafi przeczytać ze zrozumieniem krótkiej instrukcji, aby skutecznie oddzielić resztki zzieleniałej kiełbasy od biomasy, szkło od papieru, metal od plastiku, a odpadów już jakoś posegregowanych nie zmieszać potem z celowo zmieszanymi?

Czy polskość jest genetycznie niekompatybilna z surowymi zasadami segregacji?

Terroryzm śmieciowy

Zanim przyjdzie rozstrzygnąć nam ten narodowy dylemat, powinniśmy już przygotować się na ewentualną wojnę. Hybrydową. Toczoną już nie klasycznie, na przesmyku suwalskim albo na wodach Bałtyku, ale na polu każdego polskiego śmietnika.

Wrogów narodu polskiego mamy pod dostatkiem. Wystarczy posłuchać TVP Info albo byle programu Polskiego Radia. I już wiemy, że od wschodu napiera wraży Putin. Od Bliskiego Wschodu rozdrażniony Iran. Od zachodu utajony Niemiec i wyniosły Francuz. Od północy bezwstydny, skandynawski gender. Od południa bezbożny Czech propagujący „ideologię LGBT”. A za nią płynie strumień muzułmańskich uchodźców. Do tego ci wszechobecni Żydzi. Piąta, a może już szósta kolumna. Biada nam, biada.

Biada, bo bida może nas dopaść w każdej chwili. Współczesna wojna, o jakiej cały czas w telewizorach gadają, nie zależy już od pancernych zagonów. Putin nie musi wystrzelić rakiet, aby rzucić Polaków na kolana. Nie musi zajmować Żuław czy worka turoszowskiego. Wystarczy, że pobije nas ekonomicznie. Uderzy w czuły polski punkt, w przysłowiowe miękkie podbrzusze.

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jednego poranka we wszystkich śmietnikach w Suwałkach pojawiają się ubrani w zielone uniformy mężczyźni z kubełkami śmieci. I dokonują masowej agresji na tamtejsze pojemniki, mieszając swoje azjatycko zmieszane śmieci z polskimi, prawidłowo już po europejsku posegregowanymi!

Tak zaczyna się wielka katastrofa ekologiczno-ekonomiczna. Korporacje śmieciarskie odmawiają przyjmowania niesegregowanych śmieci i nakładają na mieszkańców Suwałk gigantyczne kary. Suwałczanie biorą pożyczki chwilówki, aby spłacić kary i uwolnić się od plagi narastających śmieci.

Niestety, tydzień później zielone ludziki ponawiają ataki. Suwałki szybko zamieniają się w Neapol, a suwałczanie popadają w niewolę za długi. Rychło okazuje się, że w międzyczasie ich zobowiązania wykupił potajemnie Sbierbank Rossii. Następnie z jego strony pada propozycja nie do odrzucenia: albo poparcie w demokratycznym referendum propozycji przyłączenia Suwałk do Federacji Rosyjskiej, albo sprzedanie zadłużonych suwałczan do pracy przymusowej w kołchozach pana prezydenta Łukaszenki.

Atak może nadejść z innej strony. Pewnego ranka wszyscy mieszkańcy Warszawy znajdują w skrzynkach na listy groźne ultimatum. Albo Pałac Kultury i Nauki zostanie zamieniony w meczet, albo Warszawa utonie w nieodbieranych śmieciach.

Rzeczywiście, widok śniadych młodzieńców obrzucających szklanymi słoikami, niczym butelkami z benzyną, pojemniki na plastiki staje się w stolicy codziennością. I nawet ściągnięte do Warszawy oddziały wojskowe, wzmocnione sejmową Strażą Marszałkowską oraz grupami rekonstrukcyjnymi, nie są w stanie upilnować wszystkich stołecznych śmietników.

Mediacje, kompromisowa propozycja, aby pomniki Jana Pawła II i Lecha Kaczyńskiego zamienić na pomniki generała Kasema Sulejmaniego, nie satysfakcjonują radykalnych terrorystów śmieciowych.

I może wtedy rządzące Polską elity, i opozycja też, zrozumieją wreszcie, że czas mierzenia szczęścia oraz rozwoju społecznego jedynie wzrostem produktu krajowego brutto, zwłaszcza opartym na zwiększaniu konsumpcji indywidualnej, kończy się. Grozi katastrofami ekologicznymi.

Nadchodzą lata kreowania nowego stylu życia. Odrzucenia pokazowej, często nieracjonalnej konsumpcji. Wyrzeczenia się nadmiaru rzeczy, a zwłaszcza ich opakowań. Tych przysłowiowych kartonowych pudełek na plastikowe tuby pasty do zębów. Toreb do pakowania torebek. „Co mi dasz za wyrzucenie twoich śmieci” – będą pytać zalotnicy i zalotnice.

Facebook Comments
Poprzedni artykułI stworzył Bóg ateizm
Następny artykułArcybiskup odbiera obywatelstwo!
Piotr Gadzinowski
Poseł na Sejm RP w latach 1997–2007. Redaktor i felietonista w: „itd”, „Trybunie”, „NIE”, Lewica24. Publikował też w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Sztandarze Młodych”, „Przeglądzie”, „Dziś”, Onecie, Strajku, „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, mediach chińskich. Publicysta, komentator radiowy i telewizyjny, scenarzysta, wykładowca akademicki. Autor i współautor ośmiu książek poświęconych kulturze i polityce. Odznaczony medalem Zasłużony dla Kultury „Gloria Artis” oraz „Tęczowym Laurem”, „Srebrnymi Ustami” i „Złotą Odznaką” Stowarzyszenia Filmowców Polskich. (Wielbiciel i znawca orientalnych potraw, w tym trunków – przyp. red).