Wraz ze zbliżającymi się wyborami przyszedł czas na podsumowanie rządów PiS. Przyjrzeliśmy się wiernopoddańczej polityce ugrupowania Kaczyńskiego wobec Kościoła katolickiego i jego hierarchów. Żadna partia nie zrobiła tyle dla kleru, co oni.

Zjednoczona Prawica jest ugrupowaniem, które szło do władzy z Bogiem na ustach i z krzyżem w dłoniach. Nic dziwnego, że w czasie rządów realizuje politykę skrajnie proklerykalną. Pisowcy pobili wszelkie rekordy lizusostwa i stworzyli w Polsce coś na kształt watykańskiej kolonii, gdzie Kościół dysponuje niespotykanymi w świecie przywilejami i gigantycznym majątkiem. Przedłużenie rządów tej ekipy pogłębi tylko iście neokolonialne poddaństwo Polski i Polaków względem „najstarszej mafii świata”.

Czarne pieniądze

Hierarchowie cieszą się bogactwem i przywilejami już ponad 15 wieków. Narodowo-katolicka Polska jest dla nich prawdziwym rajem na ziemi, gdzie mogą zarządzać swoim biznesowym imperium w prawdziwie bizantyjskim stylu. Tylko w 2017 r. rządy Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego wspomogły Fundusz Kościelny kwotą bliską 159 mln zł (dla porównania w 1990 r. Fundusz otrzymał zaledwie 2,1 mln zł). W 2015 r. duchowni otrzymali nieco mniej, bo „tylko” 128 mln zł; rok później było to już 145 mln zł. W ubiegłym roku, według wyliczeń „Super Expressu”, rząd przeznaczył na Fundusz rekordową kwotę 176 mln zł. W ciągu czterech lat kadencji PiS podatnicy przeznaczyli na emerytury i świadczenia dla księży ponad pół miliarda zł, a dokładniej 608 mln zł.
Gigantyczną kasę zabierają podatnikom księża pracujący na etatach w budżetówce. W Wojsku Polskim służy 120 kapelanów, w policji 200, w zakładach karnych 190, w Straży Granicznej 20, w Służbie Celnej 5, w Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) 10, a w Służbie Ochrony Państwa (SOP) 3. Mundurowi księża zarabiają naprawdę dobrze. Kapelan wojskowy dostaje od 5,5 tys. nawet do kilkunastu tys. zł. Przeciętny obywatel może tylko pomarzyć o tak horrendalnych zarobkach. Nie najgorzej mają się również księża w policji, którzy średnio otrzymują około 2,3 tys. zł miesięcznie; kwota ta oczywiście jest jedynie niewielkim „dodatkiem” do ich wynagrodzenia, duchowni pracują z reguły w niepełnym wymiarze godzinowym. Na przyzwoitym poziomie żyją również kapelani KAS (3,3 tys. zł) i SOP (nawet do 4,4 tys. zł).
Pieniędzy nie szczędzą poszczególne resorty. Ministerstwo Obrony Narodowej tylko w 2018 r. wydało na duszpasterstwo wojskowe 21 mln zł. Równie hojne jest Ministerstwo Edukacji Narodowej, które rocznie wydaje na księży katechetów 35 mln zł (nie licząc świeckich nauczycieli). Pod rządami Kaczyńskiego w siłę rosną katolickie uczelnie wyższe i wydziały teologiczne na uczelniach państwowych – w latach 2015–2018 otrzymały łącznie 1,63 mld zł (bardzo duże sumy przypadły Katolickiemu Uniwersytetowi Lubelskiemu i Uniwersytetowi Kardynała Stefana Wyszyńskiego).
Duchowieństwo korzysta również z nieopodatkowanych datków wiernych, które trafiają na tzw. tacę. Rocznie zarabiają na tym około 6 mld zł – przynajmniej tak twierdzi kardynał Kazimierz Nycz. Nie warto nawet liczyć na to, że jakakolwiek prawica opodatkuje te przychody.
Kolejnym beneficjentem „dobrej zmiany” jest Tadeusz Rydzyk, na którego interesy „zrzuca się” każdy z nas. Imperium Ojca Inkasenta, według wyliczeń OKO.press, od 2015 r. mogło zostać dofinansowane kwotą sięgającą ponad 214 mln zł. Serwis przy wyliczeniach wziął pod uwagę dotacje na Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz Rydzykowe fundacje i spółki. Najwięcej na biznes redemptorysty przeznaczyło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które wydało na ten cel aż 117 mln zł.
Kościół zarobił oczywiście znacznie więcej i bardzo ciężko oszacować łączne przychody tej instytucji. Państwo sporo dorzuciło m.in. na budowę Centrum Opatrzności Bożej (4 mln zł z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego) i na organizację Światowych Dni Młodzieży w Krakowie (170 mln zł). Kościół jest dotowany także za pośrednictwem Unii Europejskiej, która łoży gigantyczne pieniądze na dopłaty rolne; według Stowarzyszenia na rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo „Neutrum” dotacje wynoszą rocznie min. 80 mln zł.

Wielka Polska katolicka

Nie tylko pieniędzmi kler żyje. Prawicowcy zadbali o to, żeby księża nie mogli im zarzucić nadmiernego liberalizmu i sekularyzmu. Rządzący sklerykalizowali państwo do granic możliwości i przekształcili je w twór przypominający bardziej Islamską Republikę Iranu aniżeli cywilizowane i demokratyczne państwo europejskie.
Rządzący zdążyli podsycić nienawiść do mniejszości narodowych, uchodźców i środowisk LGBT, teraz zaczęło się szczucie na ateistów i agnostyków. Dla Prezesa bezbożnictwo związane jest z nihilizmem lub, jak kto woli, „urbano-palikotyzmem”. Nawet w programie Zjednoczonej Prawicy znajdują się zapiski, że katolicyzm i polska tożsamość narodowa są nierozerwalnie połączone. W tych chorych czasach przestał dziwić nawet pomysł Krzysztofa Szczerskiego, który chce wręczać Polakom „katolicki paszport”. Dokument, w założeniach, ma sprawić, by „Polacy emigrujący z Ojczyzny do zateizowanych krajów zachodnioeuropejskich nie ulegli tamtejszym lewicowym modom intelektualnym, ale pozostali wierni Bogu i Polsce”.
Program społeczny PiS nie odbiega nawet na krok od założeń „katolickiej nauki społecznej”. Prawica wytoczyła ciężkie działa przeciwko prawom reprodukcyjnym Polek i drastycznie ograniczyła dostęp do tabletek „dzień po”. Od lipca 2017 r. środki te dostępne są tylko na receptę, co faktycznie wyeliminowało z użycia tę formę antykoncepcji. Prawica nosi się ponadto z zamiarami zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Próba zamachu na wolność kobiet została na szczęście zatrzymana przez obywateli, którzy zjednoczyli się i wyszli na ulice w ramach tzw. czarnego protestu. W sklerykalizowanej Polsce coraz trudniej również o zwykłą antykoncepcję, na początku 2019 r. spadliśmy na samo dno rankingu Contraception Atlas, którego autorzy badają dostępność do antykoncepcji w krajach Starego Kontynentu.
Rząd hołduje tradycyjnemu modelowi rodziny i sprzeciwia się prawom osób LGBT. Kaczyński publicznie chwalił abp. Marka Jędraszewskiego, atakującego i szczującego mniejszości seksualne. Na sympatię PiS liczyć mogą również inni homofobi i katoliccy fundamentaliści. Politycy prawicy nierzadko głoszą hasła, których nie powstydziłaby się najgorsza szuria. Senator Czesław Ryszka mówił niedawno o powiązaniach luteranizmu z… marksistowsko-leninowskim totalitaryzmem. Kolejnym bigotem jest prezydent Andrzej Duda. Głowa państwa regularnie uczestniczy w uroczystościach religijnych i spotyka się z katolickimi hierarchami (abp Sławoj Leszek Głódź odwiedził go nawet w prywatnej rezydencji, oczywiście pod eskortą funkcjonariuszy policji). Polityk od lat sugeruje potrzebę rozpoczęcia prac nad nową konstytucją. Być może Duda i spółka powrócą do tego pomysłu w następnej kadencji; PiS przygotował już kiedyś szczątkową propozycję swojej ustawy zasadniczej, która zakładała zlikwidowanie rozdziału Kościoła i państwa oraz zawierała invocatio Dei, czyli zwrot „w imię Boga wszechmogącego”.
W ostatnim czasie Zjednoczona Prawica dostała legislacyjnej biegunki. Rok 2020 ogłoszono „Rokiem Jana Pawła II”. „Był on i jest dla nas drogowskazem, za którym możemy pewnie kroczyć. Mówił do nas z miłością ojca i z mocą proroka. Przeprowadził nas przez Morze Czerwone, nie rozbił kamiennych tablic, kiedy stawialiśmy nowe bożki, ale mocnymi słowami Boga budził nasze sumienia” – przekonywali konserwatywni posłowie.
Prawica (tym razem Kukiz ’15) próbowała nawet przepchać uchwałę „w sprawie potępienia wszelkich aktów nienawiści i pogardy antykatolickiej”. Treść dokumentu nie odbiegała zresztą od tego, co w maju 2019 r. powiedział sam Jarosław Kaczyński. „Kto podnosi rękę na Kościół, ten podnosi rękę na Polskę” – grzmiał niczym Gomułka.

***

Dalsze rządy PiS to nie tylko katastrofa ekonomiczna i społeczna, ale również olbrzymi regres cywilizacyjny i kulturowy Polski. Opętana ideologią prawica chce doprowadzić Polskę do miejsca, w którym znajdowała ona kilkadziesiąt lat temu i zaprzepaścić tym samym wszystkie osiągnięcia rządów PRL i III RP, zmierzających do stopniowej sekularyzacji kraju. Trzeba postawić sprawę jasno – rządy PiS coraz bardziej przypominają ultrakatolickie i autorytarne reżimy Antonio Salazara w Portugalii i gen. Francisco Franco w Hiszpanii. Jak potoczą się dalsze losy Polski, zależy od nas samych.

Facebook Comments
Poprzedni artykułSejm z ludzkim głosem
Następny artykułFestiwal cudów i obietnic
Norman Tabor
Urodziłem się w 1996 roku. Pochodzę z Wybrzeża i przez całe życie mieszkam w województwie zachodniopomorskim. Obecnie kończę studia licencjackie na kierunku bezpieczeństwo wewnętrzne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego. (Głęboko wierzy w to, że zdoła poprawić świat, ale młody wiek usprawiedliwia tę naiwność - przy. red.).