Wracałem z nabiałowego, gdzie odebrałem buty z naprawy. Zatrzymał mnie rzeźnik Kuśka. Ubrany w zakrwawiony fartuch, z nożem rzeźnickim w dłoni, patrząc ponad mną, rzucił krótko:

– Dokumenty do kontroli proszę.

Znałem jego charakter i uprawnienia, zatem bez szemrania okazałem. Spojrzał badawczo na kawałek plastiku, po chwili oddał, rzucając:
– Sznurówkę sobie zawiążcie, bo nam się tu wywalicie i znowu informatycy będą musieli się wami zająć, a wiecie jakie są obecnie braki personelu w służbie zdrowia!

Posłusznie zawiązałem i udałem się w stronę domu. Po paru metrach spotkałem czerwonego ze złości Romana.

– Po trzech godzinach w kolejce za chlebem księgowe oświadczają, że się skończył, bo geodeci nie dowieźli mąki i będzie jutro. Szlag mnie trafi. Pędzę do mięsnego odebrać rower z naprawy, bo piechotą nie ogarniam już tego wszystkiego – sapiąc oddalił się chyżo.

Dzięki temu sapaniu przypomniałem sobie o treningu. Dom, buty w kąt, strój, bieg na miejsce. Przed teatrem czekał już spory tłumek poirytowanych sportowców. Brak prądu. Dziekan nie dopilnował transportu węgla i tłumacze przysięgli nie mieli czym napędzić turbin. Włączą pojutrze, jeśli hodowcy patyczaków dostarczą im zaległe wypłaty. Inaczej skończy się strajkiem. A strajk to rzeźnicy i armatki wodne, eskalacja i w konsekwencji konieczność organizacji przedwczesnych wyborów przez pocztowców.

Podobno od wyborów właśnie wszystko się zaczęło. Pewności nie ma, bo dawno temu, przez pomyłkę, przedszkolanki skasowały wszystkie dane.

Facebook Comments