Zabrakło mi piwa. Roman spod szesnastki, jak to on, zasygnalizował braki w cukrze i drożdżach. Utworzyliśmy na fejsie grupę wsparcia i opracowaliśmy sprawny system pomocowy. Czesiu z szóstego piętra spuścił mi koszyk z moim ulubionym porterem, do którego pani Krysia dołożyła po drodze cukier i drożdże. Drogą powrotną odesłałem krzyżówki dla parkingowego Henia i papierosy od Romana dla Krysi, które dostarczył mi korytarzem za pomocą zdalnie sterowanego modelu karetki swego syna.

Największy kłopot mieliśmy z panem Antonim z dziesiątego, lecz jego nieszczęśliwa lokalizacja ogarnięta została przez obecnego konkubenta Rudej Wieśki, który w zamian za prezerwatywy, używając drona, przesłał mu baterie do pilota. Co jakiś czas pod blok przyjeżdżała policja i zapraszała nas kolejno do okazania w oknie, by stwierdzić, czy stosujemy się do wymogów kwarantanny, zarządzonej z uwagi na powrót elektryka Wiesia z zagranicy. Jego imperatyw osobistego i zakrapianego witania się po każdym powrocie z każdym mieszkańcem doprowadził do takiego stanu rzeczy, jaki mieliśmy – izolacji. Funkcjonariusze przypominali nam równocześnie o zakazie bezpośredniego kontaktu.

Trzeba się stosować do fachowo opracowanych i przemyślanych przez władze obostrzeń. Czasem tylko stajemy na naszych balkonach, oddzieleni od siebie ażurową barierką, i patrzymy z tęsknotą na zamknięty park z przylegającym cmentarzem, na który od czasu do czasu podjeżdża kolejna czarna limuzyna.

Facebook Comments