Im więcej czasu upływa od upadku „komuny”, tym bardziej rośnie liczba jej pogromców. W panteonie narodowych bohaterów wciąż pojawiają się kolejni.

Przyjrzeliśmy się „dokonaniom bojowym” kilku, działających w latach 40. i 50. XX w. na terenie Polski południowo-wschodniej. Znaleźliśmy m.in. współsprawcę zbrodni na cywilach, pospolitego rabusia i hitlerowskiego kolaboranta.

Za jednego z ostatnich „wyklętych” uchodzi Michał Krupa, urodzony w 1920 r. w Kuryłówce na obecnym Podkarpaciu. Schwytany został dopiero w lutym 1959 r. Stał się – dosłownie – postacią pomnikową dzięki swemu krewnemu, znanemu artyście Andrzejowi Pityńskiemu, który uwiecznił go na postumencie „Partyzanci” w Bostonie.

Erkaemista z Piskorowic

Krupa, posługujący się w czasie okupacji oraz po wojnie pseudonimami „Pułkownik” i „Wierzba”, od 1941 r. był członkiem Narodowej Organizacji Wojskowej (scalonej z Armią Krajową). Walczył w oddziale Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”, później Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”. Po wyparciu Niemców pozostał w lesie. Brał udział m.in. w jednej z największych bitew partyzantki antykomunistycznej z oddziałami NKWD pod Kuryłówką 7 maja 1945 r. Jego ostatni oddział (dowodzony przez Adama Kusza „Garbatego”) został rozbity w sierpniu 1950 r. Krupie udało się wydostać z okrążenia, od tej pory samotnie prowadził bój z komunistami. Aż do 11 lutego 1959 r., gdy został ujęty przez SB i ZOMO we wsi Kulno nieopodal Leżajska.

Swego czasu „Gazeta Polska” zamieściła poświęcony Krupie wywiad z Kajetanem Rajskim, redaktorem naczelnym kwartalnika „Wyklęci”. Tytuł: „Z erkaemu nigdy nie chybił”. Faktem jest, że w partyzantce obsługiwał ręczny karabin maszynowy i uchodził za świetnego strzelca. Gdy stanął jesienią 1959 r. przed przemyskim sądem, właśnie wątek jego umiejętności strzeleckich, wykazanych zwłaszcza w czasie masakr ludności cywilnej, był jednym z istotniejszych.

W akcie oskarżenia zarzucono Krupie udział m.in. w pogromach ludności ukraińskiej w Kulnie (38 ofiar), Dobczy (20 zamordowanych), zabójstwie kilkunastu Żydów, liczne napady na posterunki MO, okolicznych chłopów, młyny i PGR-y. Szczególnie przerażająca była zbrodnia w Piskorowicach w kwietniu 1945 r., gdzie zamordowanych zostało około 120 osób.

W opracowaniu Marii Ożgi na temat zbrodni w Piskorowicach czytamy m.in.:
„Najwięcej zamordowanych było w sali starego budynku szkoły. Stos pomordowanych leżał za piecem, młodzież i małe dzieci owinięte w chusty. Wśród zamordowanych leżała młoda mama przytulająca do siebie dwoje maleńkich dzieci, których głowy były przestrzelone kulami. Inni zamordowani leżeli na korytarzu, na schodach i na strychu”.

Krupa został początkowo skazany na dożywocie, na podstawie amnestii karę zmniejszono mu do 15 lat, po apelacji do ośmiu. Wyszedł przedterminowo na wolność w roku 1965, zmarł w 1972 r.

Pogromca GS-ów

Kilka lat temu, nakładem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, ukazała się książka „Ostatni komendanci, ostatni żołnierze. 1951–1963”. W drugim wydaniu z 2016 r. znalazł się wstęp prezydenta Andrzeja Dudy, w którym czytamy m.in.: „Publikacja ta ma być naszym hołdem dla niedocenionych bohaterów polskiej wolności. Ludzi, którzy wbrew wszelkim kalkulacjom czy szansom na zwycięstwo militarne podjęli – w wielu przypadkach – heroiczną walkę w imię tego, co dla nas, Polaków, najcenniejsze: niepodległości państwa i godności każdego człowieka. (…) Żołnierze niezłomni nie walczyli z Polską i Polakami, jak przez prawie pięć dekad próbowano nam wmówić. Oni walczyli o Polskę i o Polaków”.

Jednym z bohaterów wydanej za publiczne pieniądze książki jest Józef Cieśla, działający na Podkarpaciu. W czasie okupacji był członkiem Związku Walki Zbrojnej/Armii Krajowej, dowodził oddziałem Batalionów Chłopskich. Po wyparciu Niemców pozostał w konspiracji, tworząc kilkuosobowy oddzialik, z czasem zajmujący się głównie działalnością rabunkową.

O tym, jak wyglądał „szlak bojowy” oddziału „Topora”, można przeczytać chociażby w gloryfikującym go tekście Aleksandra Szychta „Józef Cieśla Sokół, Topór”, gdzie w opisie ich dokonań z 1950 r. czytamy m.in.:
„Postanowili wykonać akcję na sklep GS SCh w Małastowie. 13 września, o godz. 16 Cieśla, Kut, Ciborowski i Dziedzic dotarli na miejsce. Dwaj pierwsi weszli do środka i sterroryzowali ekspedientkę oraz inne przebywające tam osoby. W szufladzie znaleźli 20 tys. zł, ale po zwróceniu przez sprzedawczynię uwagi, że 10 tys. stanowi jej własność, oddali jej tę kwotę. Zabrali też papierosy, konserwy, cukier, czekoladę, pastę do butów, o wartości szacowanej na 72 tys. (wynagrodzenie miesięczne wynosiło przeciętnie 551 zł – rocznie 6612). Część zbędnych produktów sprzedano. Z kolei wieczorem, 22 września 1950 r. Topór z Kutem, uzbrojeni w pistolety, udali się do Łubna, do sołtysa, który zbierał podatek gruntowy. Skonfiskowali mu 73 tys. zł, za które w sklepie prowadzonym przez znajomego, Czesława Majkę, zakupili odpowiednią ilość towarów”.

„Topór” został schwytany we wrześniu 1955 r. Sąd uznał go za winnego siedmiu zabójstw i wielu napadów, skazując na karę śmierci. Na fali „odwilży” łagodniej traktowano jednak już nawet pospolitych przestępców. Sąd Najwyższy złagodził mu karę do 15 lat. Mimo że w 1956 r. masowo zwalniano z więzień ludzi antykomunistycznego podziemia, w jego przypadku nie znaleziono podstaw, by uznać go za „politycznego”. Zmarł w więzieniu w Barczewie w listopadzie 1969 r.

„Niezłomny” kolaborant

Wśród osób, które dzisiaj przedstawiane są jako bohaterowie antykomunistycznego podziemia, znajdujemy kolejną ciekawą postać. To Jan Stefko, „Mściciel”, działający po zakończeniu wojny w okolicach Dębicy. Rafał Szczygieł w pracy „Oddział Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem Jana Stefki ps. Mściciel w latach 1945–1946 w świetle dokumentów UB” pisze m.in.:

„Oczywiście Jan Stefko nie był człowiekiem bez skazy i nie można go zwolnić z odpowiedzialności za niechlubne czyny, których się dopuścił. Przedstawienie rzetelnej oceny tego partyzanta i jego oddziału jest bardzo trudne”.

Jakież to niechlubne czyny ma mieć w swym życiorysie nieskalany bohater „Mściciel”? Bez większego trudu odnajdujemy kilka ciekawych informacji na jego temat. W internecie znajduje się m.in. tekst Teofila Lenartowicza, pamiętającego późniejszego „wyklętego” z czasów okupacyjnych:

„Znałem Stefkę z lat okupacji niemieckiej jako volksdeutscha pracując w jego firmie w Przecławiu. Niemcy natychmiast po wkroczeniu do Przecławia przekazali mu władzę nad całą gminą mianując go komisarzem gminnym. Świadczy o tym dokument otrzymany przez mego ojca, kiedy ubiegał się prowadzić sklep. Widnieje na nim podpis Jan Stefko komisarz gminny z datą 15.01.1940”.

Ciekawe rzeczy o Stefce znajdujemy w dokumentach IPN. Wynika z nich m.in., że od 1940 r. do sierpnia 1944 r. pracował na stanowisku kierowniczym w organizacji Todt, która pod nadzorem SS zajmowała się budową obiektów wojskowych i zatrudniała jeńców wojennych oraz robotników przymusowych. Po zakończeniu okupacji wyjechał na Śląsk, wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej, został nawet pełnomocnikiem do spraw reformy rolnej w Bielsku-Białej. Przeszłość szybko go jednak dopadła. W maju 1945 r. został aresztowany za współpracę z Niemcami i skazany na 10 lat. Udało mu się uciec z więzienia na Montelupich w Krakowie i wtedy założył oddział „partyzancki”.
W budowaniu mitu Stefki jego fani posuwają się do ordynarnych kłamstw. Oto w Gimnazjum nr 1 w Głogowie w woj. dolnośląskim przygotowano projekt upamiętnienia „Mściciela”. Zadaniem uczestników było – jak czytamy na stronie facebookowej – „odnalezienie i opracowanie biografii człowieka, który padł ofiarą zbrodni komunistycznej”. Tymczasem Stefko rzeczywiście został zamordowany, ale nie przez ubeków – jak sugerują organizatorzy – tylko przez… innego osławionego watażkę Józefa Kurasia „Ognia”, w oddziale którego „Mściciel” w pewnej chwili się pojawił. Z przechowywanych w IPN raportów UB wynika, że Stefko został rozstrzelany na polecenie Kurasia jesienią 1946 r. z powodu jakichś osobistych konfliktów.

***

Trzy różne życiorysy i trzy przykłady tworzenia na siłę bohaterów z ludzi, którzy na sumieniu mieli wiele niecnych postępków. Takich przypadków jest niestety więcej, coraz więcej. Niektóre wręcz szokują. W IPN-owskim „Indeksie represjonowanych przez PRL z powodów politycznych” znajdujemy chociażby nazwisko Włodzimierza Szczygielskiego ps. Burłaka – dowódcy sotni UPA odpowiedzialnego za mordy ludności cywilnej w Bieszczadach, straconego z wyroku sądu w Rzeszowie w 1949 r. Tylko czekać, aż na „listach bohaterów” pojawią się gubernator warszawski Ludwig Fischer, komendant Auschwitz Rudolf Höß czy namiestnik Rzeszy w Gdańsku Albert Forster. Wszak tych zbrodniarzy na śmierć skazywały komunistyczne sądy.

Facebook Comments