Kościół katolicki potrafi potępić, a nawet zohydzić wszystko i wszystkich: papieża, Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, seks, ruchy LGBT, Olgę Tokarczuk, ewolucję czy wegetarianizm. Ostatnio na cenzurowanym znalazło się coś, co człowiekowi towarzyszy od zawsze – taniec.

Według ogólnie przyjętej definicji taniec to układ  rytmicznych ruchów ciała, powstających spontanicznie pod wpływem bodźców emocjonalnych lub świadomie wyrażających pewne stany psychiczne. Można tańczyć solo, w parach lub w grupie. Tymczasem dla polskiego Kościoła katolickiego, piszącego historię świata na nowo, taniec jest formą oddania się Bogu, w której nie możemy przekraczać granic „złej seksualności”.

Módlmy się o czystość tancerza*

Dawno „od tańczenia” nie bolał mnie tak tyłek, jak podczas 150-minutowego spotkania w Domu Słowa Bożego Arka. Na przygotowanie do szaleńczych imprez karnawałowych pod hasłem „Bóg – taniec – powołanie” zaprosiła mnie Diakonia Wyzwolenia Diecezji Warszawsko-Praskiej i Ruch Światło-Życie, a konkretnie tancerz sportowy i oazowicz Michał Cieślak. Wybierając się na spotkanie, zrobiłem nawet kilka przysiadów, założyłem wygodne buty i od rana nie jarałem szlugów, by mieć choć trochę kondycji na ewentualne pląsy z pięknymi kobietami. Miałem nadzieję, że w końcu zatańczę z prawdziwymi katolickimi gwiazdami.

Na miejscu zawiodłem się okrutnie. Siedziałem na niewygodnym szkolnym krześle, patrząc tylko na wymalowane dziewczyny, które – także rozgoryczone przebiegiem mityngu – pokornie notowały w swoich kajetach rady wszechwiedzącego tancerza oazowicza. Nauka tańca do złudzenia przypominała nudne spotkanie spikerskie anonimowych alkoholików, podczas którego głos zabiera i rację ma jedynie mentor, a osoby szukające pomocy mogą tylko przytakiwać.

Dobry Boże, Ty obdarzyłeś nas wspaniałym darem, seksualnością

Z początku byłem zgorszony, że w pomieszczeniu, gdzie obok złożonego stołu do ping-ponga wisiał krzyż i wizerunek Matki Boskiej, ciągle mówi się o seksie i seksualności człowieka. Po chwili jednak zostałem brutalnie sprowadzony na podłogę. Okazało się bowiem, że prawdziwy katolik w tańcu nie może przekraczać seksualności drugiej osoby i nie możne okradać swojego partnera z intymności. Tancerz lub tancerka nie może uruchamiać swoich pierwotnych instynktów i emocji, ponieważ te „należy włożyć w ramy ustanowione przez Stwórcę”.
Jak dowodził przejęty rolą bożego posłańca tancerz Wojciech, całe zło, które dzieje się obecnie w dyskotekach, na dancingach czy zwykłych domówkach bierze się z rewolucji seksualnej lat 60. To wówczas alkohol, narkotyki i rozwiązłość doprowadziły do tego, że dziś taniec nie jest już świadectwem miłości do Boga, a jedynie chęcią rozładowania swojej seksualności i wstępem do przypadkowej kopulacji. Dotykanie się na parkiecie kobiety i mężczyzny nie może być grą wstępną zakończoną orgazmem, a tylko i wyłącznie celebracją uwielbienia dla Najwyższego.

Po tych słowach nie tylko mnie zatkało. Nawet duży palec w wysokim kozaczku mojej sąsiadki przestał podrygiwać. Po chwili konsternacji padło nieśmiałe pytanie z ust starszego mężczyzny, który miał powoli dość łączenia tańca z teologią i szykował się do wyjścia: – Czym w takim razie ma być taniec?

– Taniec ma być ostrożnym spotkaniem z drugą osobą. Jeżeli ktoś się wam wydaje niepewny – tu oazowicz Michał skierował swój świdrujący wzrok na znudzone buzie dziewcząt – to takiemu człowiekowi trzeba powiedzieć „nie”. Trzeba tańczyć z pewnego rodzaju zaufaniem. To jest klucz do sukcesu! – rzekł pewnym głosem zawodowy tancerz sportowy, a młode kobiety tylko westchnęły z żalu i zapisały tę złotą myśl w swoich dzienniczkach.

Niech taniec będzie odbiciem Twojej nieskończonej miłości

Zaczęło się robić ciekawie. Choć nikt, nawet mentor, nie wstał żeby zademonstrować, jak powinien wyglądać prawdziwy, czysty (bo katolicki) pląs kobiety i mężczyzny, lekcja tańca na siedząco poszła o krok dalej. Dowiedzieliśmy się, że przed wyjściem na parkiet należy zapytać drugą osobę, czy można ją dotknąć w pasie. Aby taniec był widowiskowy, trzeba włączyć do tego Pana Boga, żeby to on wydobył piękno ruchu ciała człowieka. Ważna jest także modlitwa.

– Aby tańczyć w sposób czysty, trzeba dbać o czystość drugiej osoby. To jest sedno tańca ludzi wierzących
– stwierdził Michał i dopiero teraz ostro zaciągnął lakierkami po katolickim parkiecie. – Taniec staje się celebracją nas jako ludzi. Ma uskrzydlać naszą seksualność. Osoby czyste są tak zafascynowane czystością, że nie chcą dotykać czegoś, a w zasadzie kogoś, kto jest półśrodkiem. Z grzechu nieczystości rodzą się kolejne grzechy, ludzkie zniewolenia, zubożenia. Taniec zrodzony w grzechu jest częścią życia bez polotu, bez sensu, z dnia na dzień. Właśnie poza ten poziom miernoty powinniśmy wznieść nasz taniec – usłyszałem i padłem moralnie.

Zdałem sobie sprawę, że to, co do tej pory robiłem z pannami w tańcu, obrażało samego Boga. Zrozumiałem, że było to prostackim instynktem pierwotnym, wyłażącym wprost z mojego rozporka, przez co obrażającym Kościół katolicki i tych, którzy tańczą tak, jak ten Kościół im zagra.

*Śródtytuły pochodzą z „Modlitwy tancerza o czystość”, napisanej przez Wojciecha Cieślaka, którą należy odmawiać za każdym razem, gdy wychodzimy na parkiet.

Facebook Comments