Jak budować relacje w rodzinie” to temat wykładu, który dla członków i sympatyków łódzkiego Klubu Ojca wygłosił arcybiskup Grzegorz Ryś.

„Tato.net” to, jak czytamy na jego stronie internetowej, „inicjatywa inspirująca mężczyzn do przeżywania ojcostwa jako pasji oraz najważniejszej kariery życia”. To właśnie oni zorganizowali w Zespole Szkół Salezjańskich w Łodzi spotkanie z metropolitą łódzkim Grzegorzem Rysiem. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ksiądz pouczał zebranych „Jak być ojcem dorosłych dzieci? Jak być dorosłym dzieckiem swoich rodziców? Jak budować piękne i trwałe relacje rodzicielskie? Co robić, by kiedyś nie zadawać sobie pytania: „Co zrobiłem nie tak?”. Złotych myśli biskupa na temat ojcostwa przybyło posłuchać ponad 100 mężczyzn w różnym wieku oraz ja, jedyna na spotkaniu kobieta.

Niestety, nie dowiedziałam się od biskupa niczego o rodzicielstwie. Biskup również sprawiał wrażenie, jakby nie do końca czuł się uprawniony, by poruszać ten temat. Ale robił co mógł, nazywając siebie od czasu do czasu „ojcem, ale w innym wymiarze”. Podczas wykładu metropolita łódzki uciekł się więc do tego, co księża potrafią najlepiej: wygłosił kazanie, przybliżając słuchaczom cztery postacie: biblijnego Tobiasza, św. Teresę Benedyktę od Krzyża, św. Tomasza Morusa oraz Hermasa z II wieku. Opowiedział o ich relacjach rodzinnych i wierze w Boga. Żeby nie było nudno, przez półtorej godziny wykładu pochwalił się znajomością hebrajskiego, opowiedział kilka anegdot ze swojego prywatnego życia i rzucił kilka „sucharów”:
– Świętymi zostają też politycy. Rzadko, ale zostają – mówił ku uciesze rozbawionego tłumu.

Kiedy już myślałam, że zmarnowałam dwie godziny, biskup zakończył wykład i prowadzący oddał głos słuchaczom, którzy teraz mogli zadawać kościelnemu dostojnikowi pytania dotyczące wychowywania dzieci. Wtedy już wiedziałam, po co przyszłam.
„Co robić, kiedy nasze dziecko wyznaje zupełnie inne wartości niż rodzic katolik?” – pytał jeden z mężczyzn. Biskup bez chwili zastanowienia odpowiedział, by go nie odrzucać, a już na pewno nie wyganiać z domu. Dziwne? W wykonaniu tego biskupa podobno nie. On uchodzi za tego „dobrego”.

O ile odpowiedzi biskupa były zrównoważone i zaskakująco „normalne”, o tyle pytania zadawane przez słuchaczy wprawiały w osłupienie.
„Biskup mówił, żeby nie zamykać drzwi przed rodzicami. Jak dorosłe dzieci mają żyć z rodzicami pod jednym dachem?”, „Co robić, kiedy 13-latek nie chce iść do kościoła?” – to tylko niektóre pytania, świadczące o braku samodzielnego myślenia, a każde słowo reprezentanta Kościoła wierni odbierają dosłownie. Metafora, porównanie, zdolność interpretacji przytoczonych przypowieści to dla nich abstrakcja. Najsmutniejsze jest to, że potrzebują potwierdzenia „ekscelencji”, jak postępować z dzieckiem i czy to dobry kierunek. Sprawiają wrażenie, jakby bez tego czuli się niepewni i zagubieni. Infantylność pytań wprawiała biskupa w nieumiejętnie ukrywane zażenowanie. Kiedy odpowiadał krótko i na temat, wszyscy wgapiali się w niego, oczekując, aż dorzuci coś jeszcze. Wtedy zrozumiałam, dlaczego o wiernych mówi się „owieczki”. Jak pasterz każe im iść w lewo, idą w lewo, jak w prawo, idą w prawo, a jak w przepaść, to w przepaść, bez zbędnej refleksji.

Jestem przekonana, że gdyby biskup zebranej na spotkaniu setce osób po powrocie do domu kazał złożyć ofiarę z domowego pupila: kota, psa albo rybki, to przynajmniej połowa zrobiłaby to bez zastanowienia.

Facebook Comments
Poprzedni artykułWampiry polskie – Kaczyński i biskupi
Następny artykułPaetz i ulotna pamięć
Katarzyna Wilk-Wojtczak
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).