fot. Paweł Kula/Sejm RP
Koncepcja funkcjonowania władzy według maksymy „Teraz, kurwa, my” jest stara jak świat i stosowana od wieków. Zazwyczaj wyrażana eufemistycznie lub w ogóle niewerbalizowana; żeby nie drażnić.

Polskie, swojskie brzmienie, z przerywnikiem ukochanym przez lud pracujący miast i wsi, upowszechnił w 1997 r. Jarosław Kaczyński, ale autorem jest ponoć Marek Kuchciński. Dawny hipis z dwiema ksywkami („Penelopa” i „Członek”), który po wejściu w politykę, jako już rzeczywisty członek kolejnych partii, przekwalifikował się na konserwatystę. W sprawach uczciwości oraz wartości rodzinnych i wszelkich innych były marszałek stoi na gruncie relatywizmu moralnego i nie stosuje się do rzekomo wyznawanych zasad, ale namiętnie zaleca je innym. Też nie wszystkim, bo aż tak ortodoksyjny i głupi nie jest. Pod tym względem pasuje do swoich partyjnych kolegów, a szerzej do modelu Polaka-katolika, co od wieków „modli się pod figurą, a diabła ma za skórą”. Przede wszystkim zaś do siostrzenicy prezesa, którego traktuje jak ojca, bo właśnie poznanie w 1989 r. Jarosława Kaczyńskiego odmieniło jego życie.

W latach 1990–1999 Kuchciński należał do Porozumienia Centrum. W 1999 r. odszedł do PPChD. W 2001 r., przystępując do Prawa i Sprawiedliwości, wrócił na łono Jarosława Kaczyńskiego jako BMW, czyli bierny, mierny, ale wierny. Ilekroć potrzebuje, ucieka się właśnie pod jego obronę, zamiast świętej Bożej Rodzicielki. Wie chłop, co robi, bo prezes jego prośbami raczy nie gardzić i choć od wszelkich złych przygód nie raczy go zawsze wybawiać, nie da zginąć. Orędownikiem i pośrednikiem być nie musi, bo na razie sam o wszystkim decyduje i kogo chce pociesza.

Kuchciński, jako towarzysz z zakonu PC, cieszy się specjalnymi względami i póki życia prezesa, włos mu z głowy nie spadnie. Dlatego po aferze podkarpackiej nie wyleciał z hukiem z polityki, a jedynie dostał kolejną ksywę – „Air” – choć nie tylko o latanie tam chodziło, a już na pewno nie głównie. Przynajmniej tak wciąż mówią źli ludzie, czyli totalna opozycja. Na szczęście suweren, wychowany na paskach TVP, nie wierzy łże-elitom, więc na „Air” Kuchcińskiego zagłosowało 61 262 obywateli, co było najlepszym wynikiem, jaki kiedykolwiek osiągnął w swoim krośnieńskim okręgu i zarazem 19. pisowskim w Polsce.

Polityczna gwiazda Kuchcińskiego wciąż jeszcze nie zgasła. W ramach BMW i TKM został wiceprzewodniczącym klubu PiS i Komisji Łączności z Polakami za Granicą oraz przewodniczącym Zespołu Karpackiego. Gorzej poszło Piotrowiczowi i Krynickiej, bo wyborcy się na nich wypięli. W dodatku, w odróżnieniu od posłanki Pawłowicz, doznali zawodu, bo mieli nadzieję, że suweren wciąż ich kocha i pragnie widzieć w sejmowych ławach. Jednak nawet ich krzywda nie spotkała. Piotrowicz dostał na dziewięć lat ciepłą posadkę w Trybunale Konstytucyjnym, a potem stan spoczynku. Krynicka zaś, za zasługi w walce z niepełnosprawnymi, wróciła do szpitala w Łomży, ale już jako kierowniczka, a nie pielęgniarka. Ambicje ma dyrektorskie, więc startuje w akurat szczęśliwie ogłoszonym konkursie i – jak sama mówi – spełnia „wszystkie wymogi formalne i nieformalne”, cokolwiek to ostatnie miałoby oznaczać. Boże chroń pacjentów i personel, bo Krynicką ochroni partia.

Pisowskie TKM, które teraz idzie już siłą rozpędu, zaczęło się w 2015 r. od przejmowania sądownictwa. Początkowo protestowały tysiące Polaków, ale z czasem nastąpiło zmęczenie materiału. Tym bardziej że sądów i sędziów naprawdę nikt je lubi. Poniekąd słusznie. Rocznie wpływa 15 mln spraw i mniej więcej tyle się kończy rozstrzygnięciami, bo inaczej system by się zapchał. Połowa procesujących się (7,5 mln) przegrywa, więc jest oczywiście niezadowolona. Do tego dochodzą ich rodziny i znajomi, czyli lekko uzbiera się 15–20 mln kontestujących wyroki. Wygrywający też zazwyczaj nie dostają tyle, ile chcą i z dużym opóźnieniem, co daje kolejnych 5–6 mln krytyków sądownictwa. Trudno się dziwić, że nawet w szczycie protestów sądów broniło zaledwie kilkadziesiąt tysięcy obywateli, a teraz już tylko garstki w poszczególnych miastach.

Jeszcze mniej obrońców ma Krajowa Rada Sądownictwa, bo mało kto w ogóle wie o jej istnieniu. Pewnie dlatego prawie bez echa przeszła wypowiedź ministra Ziobry, który nieopatrznie ujawnił przyjęty przez kaczystów tryb: „Myśmy zgłosili do KRS takich sędziów, którzy naszym zdaniem byli gotowi współdziałać w ramach reformy sądownictwa”. To klasyczny model TKM, werbalnie zmodyfikowany na „Teraz, kurwa, myśmy”: dorwali się, zmienili, zabrali, ukradli, zabronili, uchwalili, posadowili, wybrali, a przede wszystkim wypięli się na prawo, demokrację, Unię Europejską… PiS stosuje go powszechnie, bo daje partii władzę, pieniądze i miłość, czyli trzy potęgi rządzące światem. Ograniczeniem są kadry, o których już Lenin mówił, że najważniejsze. Kiedy nie ma w czym wybierać, trzeba wciąż tasować te same zgrane karty.

Proces przejmowania państwa postępował tak szybko, jak pozwalała kadrowa ławka kaczystów. Okazała się krótsza niż myślał prezes, więc wciąż wymusza karuzelę stanowisk. Na dobre wrócił zawód dyrektor i zawód prezes, choć to akurat przypadłość wszystkich partii. Nie obyło się bez skandali. Nawet międzynarodowych. Przejęcie stadnin koni nastąpiło ku niezadowoleniu arabów, reszty firm z dezaprobatą Polaków, choć naturalnie nie wszystkich, bo życie suwerena osładzało 500+ i inne plusy, które kumulowały się w czasie wyborów. Maraton zaczął się jesienią 2018 r. wyborami samorządowymi. Wiosną 2019 r. były europejskie, jesienią do Sejmu i Senatu, a w maju czekają nas prezydenckie. Będzie dużo wyborczej kiełbasy, bo reelekcja Dudy jest dla kaczystów nieodzowna, by do 2023 r., mimo utraty Senatu, zachować praktycznie nieograniczoną władzę.

Kluczową rolę odegra – jak zawsze – minister finansów i oczywiście znowu Kurwizja. Prezes Kurski zadba, żeby widzowie mieli właściwy ogląd sytuacji w Polsce, w Europie i na świecie. Bohaterem każdego dnia, tygodnia, miesiąca będzie prezydent Duda – otwierający, przecinający, a przede wszystkim roztaczający niedyskretny urok swojskości. Tego „kurwa, My” – teraz i zawsze, i na wieki wieków. Czy amen będzie zależało od kasy i kampanii. Oczywiście nie od marnych 30 mln zł, za które PiS zrobi Dudzie promocję, ale od prezesa Kurskiego, który zrobi wszystko za dodatkowe 2 mld zł, które właśnie dostał z budżetu państwa.

TVP jest coraz bardziej osamotniona w skutecznym promowaniu „dobrej zmiany”, bo media Rydzyka lawinowo tracą słuchaczy i widzów. W 2017 r. TV „Trwam” była na 30. miejscu wśród najchętniej oglądalnych stacji telewizyjnych w Polsce. W 2018 r. spadła na 45. Jej udział w rynku to zaledwie 0,36 proc., czyli około 20 tys. widzów, podczas gdy „Teleexpress” i „Wiadomości” w TVP1 ogląda codziennie po 3 mln widzów. Winę ponoszą jednak nie toruńskie media, co biologia. Statystyczne tablice wymieralności są bezwzględne. Ojdyrowi Rydzykowi zostało 10 lat. Pisowski rząd zapewne da mu jeszcze grubą kasę, choć już nie wiadomo po co, kilku bezdomnych może przekaże luksusowe samochody, ileś emerytek dorobek życia. A potem już tylko bezdennie nudne życie wieczne.

Jarosław Kaczyński statystycznie ma przed sobą 13 zdecydowanie ciekawszych lat, bo to on rozdaje karty. Choć trudno w to uwierzyć, kiedy w 1997 r. wprowadzał do polityki termin TKM był zdecydowanym przeciwnikiem i krytykiem tej formy sprawowania władzy przez szefów AWS. Tak dalece, że nawet nie chciał startować do Sejmu z jej list. Z biegiem lat przekonał się do TKM, bo byt kształtuje świadomość, a od 2001 r. do teraz on to My. W każdym użyciu. Także pluralis maiestatis.

Facebook Comments
Poprzedni artykułChiny plus
Następny artykułKraj chorych na raka
prof. Joanna Senyszyn
Kobieta, która się Kościołowi nie kłania, ateistka, feministka, profesorka, rektorka, dziekanka, promotorka, posłanka, europosłanka, działaczka społeczna, obrończyni uciśnionych, felietonistka, blogerka, autorka aforyzmów i limeryków, matka terminów: „kaczyzm”, „Rzeczpospolita Obojga Kaczorów”, „katole”, „kaczoprawica”, „PiSokrzyżowcy”, stara komuszyca i wczesna solidaruszyca. Dwukrotna laureatka „Lustra Szkła Kontaktowego” (TVN24) dla najbardziej lubianego polityka. W „Faktach i Mitach” pisze felietony ku pokrzepieniu serc w czasach kaczystowskiej zarazy. (Szanowana przez współpracowników za inteligencję, poczucie humoru oraz celną ripostę – przyp. red.).