To już nie epidemia, to pandemia – mówią naukowcy, bo otyłość i nadwaga dotyczą ludzi we wszystkich krajach świata.

– Otyłość jest problemem dotykającym ludzi w każdym wieku i o różnych dochodach – mówi na łamach magazynu „Lancet” dr Christopher Murray, dyrektor IHME (Instytut Metrologii i Oceny Zdrowia Uniwersytetu Waszyngtońskiego w Seattle) i współzałożyciel programu „Global Burden of Disease”, analizującego rozpowszechnienie nadwagi i otyłości na świecie. – W ciągu minionych trzech dziesięcioleci żadne państwo nie odniosło sukcesu w zmniejszaniu odsetka osób otyłych, a spodziewamy się, że otyłość będzie stale rosnąć, w szczególności w krajach o niskich i średnich dochodach, o ile pilnie nie zostaną podjęte kroki w celu rozwiązania tego kryzysu.
Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) otyłość jest jednym z największych wyzwań zdrowotnych XXI w., bo liczba osób dotkniętych nią rośnie w zastraszającym tempie. Oprócz powodowania różnych fizycznych upośledzeń i problemów psychicznych, nadmiar wagi drastycznie zwiększa ryzyko rozwoju wielu chorób, w tym chorób sercowo-naczyniowych, raka i cukrzycy. W 2010 r. stwierdzono, że otyłość i nadwaga spowodowały 3,4 mln zgonów, w 2015 r. już 4 mln, z czego większość miała źródła w schorzeniach kardiologicznych. Z prognoz WHO wynika, że koszty medyczne związane z leczeniem chorób powodowanych przez nadwagę i otyłość w 2025 r. mogą sięgnąć aż 1,2 bln dolarów.

Inwazja wagi ciężkiej

Prawidłową bądź nieprawidłową masę ciała najczęściej definiuje się za pomocą wskaźnika masy ciała (BMI). Wynik uzyskuje się po podzieleniu masy ciała podanej w kilogramach przez kwadrat wysokości danej osoby wyrażonej w metrach. Za prawidłowy uznaje się pomiędzy 18,5 a 24,99. Wynik równy 25 lub większy mówi o nadwadze, zaś równy 30 i więcej o otyłości.
Z danych IHME, który przeanalizował informacje od 68,5 mln osób ze 195 krajów, wynika, że w 2015 r. z problemem BMI powyżej 30 borykało się na świecie 107,7 mln dzieci i 603,7 mln dorosłych, a 2,2 mld osób (blisko 30 proc. całej ludzkiej populacji) cierpiało na nadwagę.
W krajach rozwiniętych otyłość rośnie bardziej znacząco wśród mężczyzn i dzieci, zaś w krajach rozwijających się wśród kobiet. Ponad 50 proc. z 671 mln otyłych na świecie żyje w 10 krajach (kolejno: USA, Chiny, Indie, Rosja, Brazylia, Meksyk, Egipt, Niemcy, Pakistan i Indonezja). W ciągu 33 lat, kiedy prowadzone są badania, ogromny wzrost otyłości zaobserwowano również na Bliskim Wschodzie. Najnowsze dane WHO mówią, że w krajach UE nadwaga w zależności od kraju dotyczy od 30 do 70 proc. ludzi, zaś otyłość od 10 do 30 proc. W Polsce otyłych jest już 25,2 proc. ludzi. Znaleźliśmy się w pierwszej piątce najbardziej otyłych narodów w Europie. W ciągu ostatnich dwóch lat odsetek osób otyłych w naszym kraju powiększył się o 2,1 pkt proc.
Najbardziej niepokoi szybko postępujący wzrost wagi dzieci i młodzieży. W latach 1980–2013 częstość występowania nadwagi lub otyłości w grupie młodych ludzi wzrosła prawie o 50 proc. Na całym świecie jedna na dziesięć młodych osób (od 5 do 17 lat) boryka się z nadwagą lub otyłością (10-krotny wzrost w tej grupie na przestrzeni czterech dekad). W Polsce otyłość lub nadwaga dotyka 31–35 proc. Polaków do 11. roku życia.

Co nas tuczy, co nas zabija?

Świat naukowy nie ma wątpliwości, że głównymi czynnikami epidemii otyłości na świecie są nieprawidłowa dieta i niska aktywność fizyczna.
„17 proc. 8-latków nie je śniadań codziennie, co najmniej 4 dni w tygodniu 30 proc. dzieci pije słodkie napoje, 8 proc. spożywa słodycze, 27 proc. sięga po słodkie przekąski, a 4 proc. spożywa produkty typu fast food. W tym wszystkim 76 proc. nie spożywa codziennie warzyw, a 65 proc. owoców” – wymieniają źródła rodzimego problemu specjaliści z Instytutu Matki i Dziecka oraz Instytutu Kardiologii.
Te wszystkie tendencje utrwalają się i nasilają z wiekiem. W efekcie liczba dorosłych ludzi z nadwagą bądź otyłością zarówno w Polsce, jak i na świecie stale wzrasta, a wraz z otyłością rodzą się kolejne „zwyżki”. Między innymi wzrost osób z cukrzycą typu 2, z chorobami układu krążenia, takimi jak udar mózgu czy nadciśnienie tętnicze, z astmą, z nowotworami złośliwymi (rak jelita grubego, sutka, gruczołu krokowego), z kamicą żółciową, niealkoholowym stłuszczeniem wątroby, chorobami ortopedycznymi, a także innymi problemami: z nauką, niską samooceną, zaburzeniami emocjonalnymi etc. i w końcu z przedwczesną śmiercią. Według naukowców z amerykańskiego National Cancer Institute, średnia długość życia osób, których wynik BMI mieści się w granicach 40–44,9 skraca się o sześć lat, a tych z BMI ekstremalnym (na poziomie 55–59,9) średnio o 13,7 roku w porównaniu z ludźmi z przeciętną wagą.

Nie żryj tyle?

NŻT – to niezbyt kurtuazyjna, ale częsta rada, której udziela się osobom otyłym lub martwiącym się przyrostem wagi. Czy jednak faktycznie to ilość spożywanych kalorii jest najistotniejszym czynnikiem powodującym wzrost masy ciała u współcześnie żyjących ludzi? Nad tą kwestią pochylił się felietonista „Guardiana” George Monbiot. Zaintrygowało go zdjęcie plaży w Brighton z 1976 r. Tłumnie opalający się na niej ludzie wydali się Monbiotowi niemal przybyszami z innej planety, bo prawie wszyscy byli szczupli. Dziennikarz zaczął drążyć temat, chcąc dowiedzieć się, co sprawiło, że zaledwie w ciągu czterech dekad wygląd ludzi tak bardzo uległ zmianie, że dziś przeważająca większość plażowiczów boryka się z problemem nadmiernego otłuszczenia.
Najpierw sięgnął po statystyki ilości zjadanych kalorii dawniej i dziś. Ku jego zdziwieniu okazało się, że w 1976 r. ludzie pochłaniali ich więcej. „Według danych rządowych, obecnie konsumujemy średnio 2130 kcal dziennie, a liczba ta obejmuje słodycze i alkohol. Ale w 1976 r. jedliśmy 2280 kcal, i to nie uwzględniając alkoholu i słodyczy, lub 2 590 kcal, jeśli je uwzględnimy” – pisze Monbiot.
Kolejne dane, po jakie sięgnął, dotyczyły aktywności fizycznej. I tu także został zaskoczony, bowiem dotarłszy do długoterminowych badań nad otyłością Uniwersytetu Plymouth dowiedział się, że aktywność fizyczna dzieci dziś jest w zasadzie taka sama jak 50 lat temu. Dodatkowo specjaliści wypowiadający się na łamach „International Journal of Epidemiology” uświadomili mu, że w zasadzie nic nie potwierdza związku między aktywnością fizyczną (jej brakiem) a przyrostem masy ciała. Niektórzy eksperci twierdzili nawet, że nie odgrywa żadnej roli, ponieważ im więcej ćwiczymy, tym bardziej stajemy się głodni, a więc i więcej jemy.
Do jakich zatem wniosków doprowadziło Monbiota jego śledztwo? „Tak, w 1976 r. jedliśmy więcej, ale inaczej” – pisze. „Dziś mleko spożywamy głównie w formie jogurtów, lodów i deserów mlecznych; kupujemy o połowę mniej jaj niż w 1976 r., ale o jedną trzecią więcej płatków śniadaniowych i dwa razy więcej przekąsek zbożowych; jemy o 50 proc. mniej ziemniaków, ale trzy razy więcej chipsów; kupujemy znacznie mniej cukru, ale spożywamy go na potęgę w napojach i słodyczach”.
Dodatkowo, jak zauważa felietonista „The Guardian”, w ciągu minionych 40 lat firmy spożywcze zainwestowały mnóstwo pieniędzy w projektowanie produktów smacznych, ale opartych na niezdrowych składnikach, które zabijają nasze naturalne mechanizmy kontroli apetytu.
Według Monbiota, od najmłodszych lat jesteśmy non stop manipulowani i namawiani do jedzenia niezdrowego „żarcia”. A gdy doprowadza nas ono do choroby, wmawia się nam, że to tylko wyłącznie nasza wina, bo „nie mieliśmy dostatecznie dużo silnej woli”, by oprzeć się zachętom, żeby jeść mniej. Konkluzja Monbiota dobrze wyjaśnia wnioski badaczy zajmujących się otyłością, które wyraźnie pokazują, że otyłość zdecydowanie częściej występuje u osób z niższym wykształceniem (35,6 proc. wśród osób z wykształceniem podstawowym lub zawodowym, 32,9 proc. ze średnim, a 22,7 proc. z wyższym), gdyż są oni bardziej podatni na manipulację.
Wygląda więc na to, że w walce z otyłością nie wystarczy jeść mniej czy więcej się ruszać, ale przede wszystkim trzeba jeść mądrze. Wybierać produkty jak najmniej przetworzone, jak najbardziej naturalne, spożywać potrawy złożone przede wszystkim z warzyw i owoców, gruboziarnistych zbóż, bez soli, cukrów, chemicznych dodatków, polepszaczy smaku czy zapachu.

Facebook Comments