Jaką trzeba mieć moralność, żeby na krzywdzie dzieci budować sobie poparcie wyborcze?

Pan Du*a, kandydat w wyborach prezydenckich, jest świadomy tego, że większość Polaków ma go dosyć. Świadczy o tym nadzwyczajna mobilizacja wyborców w pierwszej turze głosowania, a także fakt, że na kandydatów opozycyjnych oddano niemal 60 proc. głosów. To najlepszy dowód, że p. Du*a nie ma poparcia Polaków i najlepiej byłoby, gdyby zrezygnował z ubiegania się o urząd. No, po prostu nie jest ani lubiany, ani szanowany. Ponieważ jednak otrzymał od swojego hegemona w osobie Kaczyńskiego polecenie, że ma te wybory wygrać (bo jak przegra, to PiS straci władzę, a scena polityczna ulegnie przebudowaniu), a także polubił swoje narciarskie wczasy na koszt podatnika, więc rozpaczliwie próbuje kupić sobie przychylność elektoratu. Może zresztą i mu się uda, chociaż moim zdaniem nie zatrzyma to ruchów tektonicznych w polskiej polityce, które już się zaczęły i które zmarginalizują docelowo zlepek zwany „Zjednoczoną Prawicą”.

Nie można już Polakom proponować chleba, bo skończyły się rezerwy zgromadzone dzięki (nadmiernie niekiedy) oszczędnym rządom PO. Zostało zatem proponowanie igrzysk. Smutna prawda o Polakach jest taka, że niestety nie było tak, iż większość z nich bohatersko walczyła w partyzantce w czasie wojny, a za komuny działała w solidarnościowym podziemiu. Większość z nich słodko pierdziała w pierzynę 13 grudnia 1981 r., czego chodzącym przykładem jest towarzysz I sekretarz Kaczyński, a także cała jego towarzyska karawela, w której tak wielu jest byłych komunistycznych aparatczyków lub bezideowych sługusów. Nie jest też tak, że w Jedwabnem doszło do nieszczęśliwego wypadku podczas szykowania koszernego mięsa albo że do stodoły polskich Żydów zagnali podstępnie Pigmeje, aby uczynić z naszych współobywateli ognisko. Drzemie w nas jakiś gen dzikości i morderczości, który niekiedy się odzywa. Wtedy przystępujemy do palenia stodoły w Jedwabnem, domagamy się na wiecach, by syjoniści udali się „na Syjam”, wybijamy złote zęby żydowskim sąsiadom albo urządzamy pogrom innym mniejszościom. Ponieważ z Żydów w Polsce zostali – zdaje się – już tylko Michnik (dobrze chroniony), Urban (podobnie), Wildstein (o Darwinie!) i ja (ale nikt nie wie, jak wyglądam), to p. Du*a, chcąc przytulić sobie trochę poparcia, wskazał nowego wroga, który – a jakże – występuje na terytorium Najjaśniejszej, i to wcale licznie. Mowa o dwóch milionach obywateli LGBT.

Co prawda, są maruderzy, którzy mędzą, że w ten sposób robi się nagonkę np. na Marię Konopnicką (lesbijka) czy Karola Szymanowskiego (gej), a ze współczesnych na trenera personalnego Qczaja czy lubianego filmoznawcę Tomasza Raczka, ale kto by się przejmował maruderami. Potrzeba p. Du*y, żeby sobie pożyć na koszt podatnika i pojeździć na nartkach jeszcze pięć lat jest donioślejsza. No więc – jedziemy. Oczywiście żadnego znaczenia dla p. Du*y nie ma też i to, że przez jego kolejną nikczemną nagonkę ileś dzieciaków podetnie sobie żyły, czując się odmieńcami w piętnującym je społeczeństwie. A co tam, najwyżej iluś rodziców wypłacze sobie oczy.

Jaki autor, taki projekt

Kierując się tą motywacją p. Du*a podpisał (uroczyście i wśród zachwytów indywiduów pokroju p. Holeckiej) projekt nowelizacji Konstytucji RP. Chce w niej zapisać, że, po pierwsze, „przysposobić można wyłącznie osobę małoletnią i wyłącznie dla jej dobra”, po drugie „przysposobić razem może wyłącznie małżeństwo”, a po trzecie „nie może przysposobić małoletniego osoba pozostająca we wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci”. Projekt jest więc taki, jak jego autor: pozbawiony myśli i prowadzący do podłych i nieludzkich zachowań państwa.

Zacznijmy od tego, że zapisywanie w Konstytucji, iż przysposobienie dziecka może nastąpić wyłącznie wobec małoletniego i wyłącznie dla jego dobra, jest w części głupie, a w części zbędne. Są państwa, w których można przysposabiać (adoptować) osobę dorosłą. Dla wielu ludzi byłoby to nawet dobre i potrzebne rozwiązanie. Jeśli np. „przyszywaną ciocią” opiekuje się córka nieżyjącej już przyjaciółki tejże cioci, to byłoby lepiej, żeby taka ciocia mogła sobie tę „przyszywaną córkę” adoptować, po to chociażby, żeby ta dziedziczyła spadek z mocy ustawy, w tzw. pierwszej grupie podatkowej (czyli bez podatku) i bez ryzyka wypłacania zachowku biologicznej córce „cioci”, która o mamusi była uprzejma zapomnieć. Zatem ta część proponowanej przez p. Du*ę zmiany Konstytucji jest zbędna, a też i potencjalnie szkodliwa, czyli głupia. Natomiast wpisywanie, że adopcja dziecka musi uwzględniać tylko jego dobro, jest zwyczajnie zbędne, bo mamy już art. 72 Konstytucji, z którego wprost wynika, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka”. Oznacza to, że decydując o adopcji, sąd musi uwzględnić interes dziecka jako nadrzędny. Oczywiście, skoro p. Du*a się tak rozpędza, to mógłby też zaproponować, że np. kierując autobusem kierowca musi uwzględnić, że na pokładzie są dzieci i z tego względu jechać ostrożniej… No ale cóż, osoba autora poprawki determinuje jej jakość.

„Przysposobić może wyłącznie małżeństwo” – to propozycja głupia i nikczemna, bo narusza ona przede wszystkim prawa dzieci, a też i prawa ich dorosłych opiekunów. Jeżeli ktoś ma tylko odrobinę więcej wyobraźni niż Du*a, to rozumie, że np. w razie śmierci rodzica czy rodziców przysposabiającymi powinny być osoby, które są najbliższe dziecku. Jeśli bowiem np. dziecko jest formalnie samotnie wychowywane przez matkę, ale w praktyce zajmuje się nim też partner bądź partnerka matki, babcia, siostra, wujek czy – do cholery – sąsiadka, to ta osoba powinna przysposobić dziecko, jeśli matka umrze. Chodzi bowiem o to, żeby zaoszczędzić dziecku dodatkowych cierpień, a to, czy opiekun ma męża lub żonę, nie jest sprawą państwa. Nie umiem nawet wyrazić, jaką trzeba mieć moralność, żeby kosztem krzywdy osieroconych dzieci budować sobie poparcie wyborcze. I adresuję tę uwagę bezpośrednio do p. Du*y. Panie Adrianie, przecież Pan to wie. Co kieruje Panem, że zdecydował się Pan przytulić te parę tysięcy głosów kosztem osieroconych dzieci? Naprawdę tak kompletnie jest Pan pozbawiony elementarnych ludzkich uczuć? A jeżeli to Pańska wnuczka stałaby się sierotą, a Pańska córka przed śmiercią związałaby się, ale nieformalnie, z kobietą albo mężczyzną, naprawdę miałby Pan gdzieś to, że osoba w rzeczywistości współwychowująca dziecko nie mogłaby temu dziecku zapewnić miłości i rodzinnego ciepła? Ja tego po prostu nie potrafię zrozumieć.

Głupie i nieludzkie

No i trzecia część propozycji – zakaz adopcji przez osobę pozostającą we wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci.

Jest to propozycja głupia, nieludzka, ale też i niezgodna z prawem. Otóż, Panie Adrianie, mamy w Polsce około 50 tys. dzieci wychowywanych przez pary rodziców tej samej płci. Przez pięć lat pobierania prezydenckiej pensji nie tylko nie zadbał Pan o to, aby życie tych dzieci uczynić znośniejszym, ale wręcz zrobił Pan wszystko, żeby im zaszkodzić. Proszę Pana, to są bezbronne dzieci. Krzywdzenie ich jest po prostu ohydne. Po drugie, jeśli Pan chciał uniemożliwić adopcję dziecka przez partnera rodzica biologicznego, który to rodzic zmarłby, a partner pozostałby przy życiu, to chyba nawet Pan, z Pana możliwościami intelektualnymi, rozumie, że ta poprawka nie dotyczy takiego przypadku. Przecież ten partner, który przeżył, nie będzie już „we wspólnym pożyciu”, bo osoba, z którą je uprawiał, właśnie była zeszła. Sądzę, że wie Pan, jaką krzywdę robi Pan swoim – nazwijmy to – nieprzemyślanym projektem faktycznym rodzicom tych dzieci (tak, „jednopłciowym”), ale przede wszystkim samym dzieciom. Jak Pan się z tym czuje sam przed sobą? Nie ma Pan żadnych wyrzutów sumienia? I ostatnia kwestia – zmiana, którą Pan proponuje, jest sprzeczna z Europejską Konwencją Praw Człowieka. Jest Pan, ujmijmy to delikatnie, mocno przeciętnym prawnikiem, ale przecież nawet Pan powinien wiedzieć, że w 2008 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok w sprawie „EB przeciwko Francji”, w którym uznał, że odmowa zgody na adopcję dziecka osobie, która żyje w stałym związku z inną osobą tej samej płci, jest niezgodna z art. 14 w zw. z art. 8 Konwencji (czyli stanowi niedopuszczalną dyskryminację w zakresie prawa do poszanowania prywatności), jeżeli prawo dopuszcza adoptowanie dziecka przez osobę samotną. Wynika to z faktu, że orientacja seksualna osoby chcącej adoptować dziecko nie ma żadnego związku z predyspozycjami do wychowywania dziecka. Czy mógłby Pan poprosić kogoś, kto prawnikiem jest nie tylko z racji uzyskanego drzewiej wykształcenia, żeby Panu to wytłumaczył?

Jeżeli Andrzej Du*a chciał zyskać sobie przychylność Polaków, to nie wierzę, żeby uzyskał ten efekt tą propozycją. Może i jesteśmy czasami trochę dzicy i niekiedy palimy współobywateli w stodołach, ale jednak dobro dziecka to my rozumiemy jak mało kto. Wstyd, Panie Adrianie!

Facebook Comments